Pierwsza katastrofa kolejki wilanowskiej – 1900 r.

Śledząc historię warszawskich kolejek wąskotorowych, można zauważyć, że kolejka wilanowska miała najmniej wypadków kolejowych. Najczęściej były to czołowe zderzenia lub wykolejenia. Już w 1895 r. o mało nie doszło do zderzenia pociągu konnego z parowym. Tylko dzięki reakcji maszynisty udało się uniknąć wypadku. Bogdan Pokropiński w swojej publikacji “Kolej wilanowska” odnotowuje pierwszy wypadek na kolejce wilanowskiej 5 lipca 1914 r., kiedy to zderzyły się czołowo dwa pociągi. Jednak pierwszy wypadek zdarzył się czternaście lat wcześniej.

 

Była sobota 23 marca 1900 r. Ze stacji Warszawa wyruszył opóźniony pociąg osobowy Nr 12 w kierunku Piaseczna, złożony z trzech wagonów osobowych i jednego towarowego. Spokojnie dojechał do stacji Wilanów, którą opuścił o godzinie 10.30. Po przejechaniu około pół kilometra na łuku za Wilanowem maszynista Łubiński spostrzegł, że z naprzeciwka jedzie pociąg towarowy wiozący w 12 wagonach cegłę z Jeziorny. Również maszynista pociągu towarowego Antoni Dąbrowski zauważył zbliżający się pociąg osobowy. W tym momencie maszyniści obu pociągów dali kontrparę. Niestety było już za późno. Kontrpara zmniejszyła tylko siłę uderzenia. W takiej sytuacji trudno zatrzymać wypełniony cegłą pociąg.
 
W wyniku zderzenia w pociągu osobowym pomocnik maszynisty Józef Roszkowski wypadł z lokomotywy, także konduktor Aleksander Rębalski wypadł z wagonu do przydrożnego rowu, a znajdująca się tam woda zamortyzowała skutki uderzenia. Drugi konduktor pociągu osobowego czterdziestopięcioletni Józef Lipowicz, widząc sytuację próbował uruchomić hamulec ręczny. W skutek uderzenia złamał nogę. W pociągu towarowym maszynista Antoni Dąbrowski także wypadł z lokomotywy i doznał kontuzji, a jego pomocnik Walenty Ochman ogólnych potłuczeń.
 
Oba parowozy miały nieznaczne uszkodzenia: towarowy zgnieciony przód, osobowy pognieciony tender i bufory. Trzy wagony osobowe wypadły z szyn, dwa z nich uległy poważnemu uszkodzeniu. Miały połamane szczyty i strzaskane bufory. Pięć wagonów z cegłą także wypadło z torów.
Wagon zimowy firmy Orenstein&Koppel z 1895 r.

 

Na miejsce wypadku wysłano specjalny pociąg (parowóz i jeden wagon). Przybył nim doktór Jędrzejewski z Wojtówki i felczer Goldberg z Belwederu. Opatrzyli oni na miejscu 15 poszkodowanych. Wśród nich była kobieta ze Skolimowa “osoba z inteligencji”. Wracała właśnie z Warszawy od lekarza. Przed trzema tygodniami złamała rękę. W trakcie uderzenia doznała kontuzji głowy i nogi oraz potłuczenia klatki piersiowej. Udała się w dalszą drogę powozem, który po nią przyjechał na miejsce wypadku. Z kolei “ziemianka” z Bielawy pani Rossman doznała ogólnych potłuczeń. 
Maszynistów i konduktora przewieziono do Warszawy i wezwano pogotowie. Po dokonaniu na miejscu opatrunków pozostawiono ich na miejscu, a tylko konduktora Lipowicza przewieziono do szpitala Dzieciątka Jezus na plac Warecki. Na stację przybył także prezes pogotowania hr. Przeździecki.
Na miejscu wypadku pojawił się dyrektor kolei wilanowskiej oraz naczelnik straży ziemskiej oddziału mokotowskiego w celu ustalenia przyczyn wypadku.
Konstancin, sierpień 1903 r.

 

Główną przyczyną wypadku było nietrzymanie się rozkładu jazdy. Pociąg osobowy był spóźniony, a maszynista pociągu towarowego nie był o tym powiadomiony. Zabrakło w tym wypadku odpowiedniej sygnalizacji.
 

Może ci się także spodobać...