Nie taki Konstancin piękny jak go malują (1917 r.)

W niedzielnym wydaniu “Kuriera Warszawskiego” nr 214 z 5 sierpnia 1917 r. w materiale pod tytułem “Konstancin” możemy przeczytać interesujący tekst:

Niezwykła opieszałość zarządu Konstancina w wypełnianiu obowiązków wielokrotnie już była powodem skarg i narzekań miejscowych obywateli.

Bezrząd wzrasta tu jednak tak zastraszająco iż grozi z czasem zupełnym zniszczeniom letniska. Las jest wyrąbywany przez nieuczciwą ludność, płoty i parkany systematycznie rozbierane i brane na opał, gałęzie drzew masowo łamane, nawet w najruchliwszym miejscu — na stacji kolejowej. Nikt nie reaguje na to, ponieważ wszelkie interpelacje do miejscowego zarządu pozostają bezskuteczne. Oburzającym jest niszczenie lasu. Codziennie tłumy ludzi niosą narąbane gałęzie, przypominając wędrujący las z „Makbeta”.

Nad parcelami nieobecnych właścicieli zarząd nie roztacza żadnej opieki. Stróż-dozorca należy do postaci mitycznych.

Wprost wołającą o pomstę do nieba jest droga nad Jeziorką, łącząca Konstancin ze Skolimowem, w okolicy mostu kolejowego. Wyrwy, kamienie, korzenia drzew, doły i góry czynią ją niemożebną do przejścia. Ciekawym byłoby stwierdzić, czy ktokolwiek z członków zarządu zadał sobie trud przejścia tamtędy.

Stacja kolejki wilanowskiej w Konstancinie. Zdjęcie ze strony konstancina.pl

Ulice Konstancina są b[ardzo] rzadko zamiatane. Przy tym zamiatanie przypada najczęściej po przyjeździe pociągu z Warszawy, wówczas kiedy ruch uliczny jest największy.

Wszędzie, nie wyłączając parku publicznego, poniewierają się brudne szmaty gazet.

Na domiar wszystkiego, w ostatniej chwili Konstancin pozbawiony jest światła i wody. I to nie po raz pierwszy. W roku zeszłym podczas największych upałów wydarzyło się kilkakrotnie to samo. Nie można tego nazwać niedbalstwem zarządu Konstancina: słowo to bowiem byłoby zbyt łagodne.

Wobec grozy epidemii tyfusowej, która tu w okolicy panowała, brak wody, choćby na czas krótki, jest wprost niedopuszczalny

Podczas obecnych upałów, w fazie ognia, brak wody może się stać katastrofą ogólną. Czyż pożar w Jeziornie niczego nie nauczył członków zarządu Konstancina?

Od zarządu, który jest hojnie wynagradzany, mamy prawo żądać sumiennego wykonywania obowiązków.

 

Przypomnijmy. Już dwa lata działa niemiecka administracja okupacyjna ziem Królestwa Polskiego, utworzona 24 sierpnia 1915 r. i podlegająca bezpośrednio cesarzowi oraz kanclerzowi. Funkcję generalnego gubernatora warszawskiego pełni generał Hans Hartwig von Beseler.

fb-share-icon0

Może ci się także spodobać...