Malarz mordercą – Skolimów

W Skolimowie spędza wakacje młody student krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Poznaje tutaj piękną młodą kobietę, która zostaje jego modelką. Idylla trwała i nic nie zapowiadało takiego końca tej historii… :

Przed gmachem stołecznego Wydziału Opieki Społecznej pojawił się ostatnio dziwny człowiek. Sam nie zgłosił jeszcze żadnej prośby, natomiast wychodzącym interesantom z głębokim ukłonem wręcza małe ręcznie malowane pocztówki, wyobrażające ponury widoczek. Dwie jodły posępne, oblane złotym blaskiem zachodzącego słońca, a pośrodku kamień w kształcie pomnika z rubinową plamą krwi. Cóż oznacza ten widok przedziwny? Zagadkowy człowiek sam szeptem objaśnia.

— To miejsce, gdzie stało się nieszczęście…

Tajemniczym mężczyzną zainteresowali się wreszcie niektórzy urzędnicy Wydziału Opieki Społecznej. Nietrudno było ustalić, że jest on mieszkańcem domu noclegowego t. zw. „Cyrku”[1]. Co jednak oznacza jego niezrozumiałe zachowanie się i dlaczego rozdaje malowane przez siebie obrazki z widokiem, o którym mówi, że stało się tam nieszczęście?

“Cyrk” – Warszawa, ul. Dzika, 1931 r. Zdjęcie ze strony fotopolska.eu

Tragiczna z tym wszystkim wiąże się historia. Przed kilkunastu laty Anatol B…icz, tak bowiem brzmi nazwisko włóczęgi — dziwaka był jeszcze młodym początkującym, ale świetnie zapowiadającym się malarzem, studentem akademii krakowskiej. W czasie ferii letnich, które spędzał na letnisku pod Warszawą w Skolimowie, poznał młodą 19-letnią dziewczynę.

Truda Abst z pochodzenia Niemka zdołała do tego stopnie rozpętać zmysły malarza, że po kilku seansach malowania jej złoto-blond główki, Anatol B. oświadczył się Trudzie i ułożyli projekt, że jesienią narzeczona powróci z nim do Krakowa, gdzie wezmą .w katedrze ślub.

Na kilka dni przed wyjazdem, malarz wałęsając się późną porą po wsi spotkał narzeczoną w towarzystwie jakiegoś niemieckiego oficera. Truda następnego dnia tłumaczyła B-iczowi, że niemiecki wojskowy jest jej krewnym, który przyjechał ją odwiedzić i którego odprowadzała na stację. Malarz, zaślepiony miłością, gotów był wierzyć słowom ukochanej.

Po kilku dniach Truda Abst wybierała się do Warszawy. Do serca narzeczonego wkradły się podejrzenia. Tego dnia śledził narzeczoną w stolicy. Tu dowiedział się, że Truda Abst była dobrze znana w kasynie oficerskim i że mówiono o niej, jak o kobiecie lekkich obyczajów.

Do Skolimowa malarz powrócił wcześniej od narzeczonej, po przyjeździe Trudy przywitał się spokojnie, tylko jego bardzo blada twarz zdradzała nurtującą go pasję.

Truda, nie podejrzewając niczego, wybrała się z narzeczonym na spacer. Wśród drogi, malarz w świetle zachodzącego słońca dostrzegł nagle na ręce narzeczonej złotą bransoletkę.

— Skąd to masz? — zapytał zmienionym głosem.

— To mój zaręczynowy prezent od mego wuja.

Pod sosnami młoda para usiadła, by trochę odpocząć. Truda zdziwiona obojętnością narzeczonego zaczęła zaczepiać go pocałunkami.

Razem z burzą namiętności wywołała w nim żądzę zemsty. Pieszcząc, zaczął ją dusić. Puścił siną i martwą.

A potem wyrok: 10 lat ciężkiego więzienia, z czego 3 spędzone w celi więziennej w Tworkach.

Pierwsze kroki po odzyskaniu wolności malarz skierował na miejsce swojej zbrodni, i odtąd szukając zapomnienia w wódce i narkotykach, chorobliwie jątrzy swoją ranę, malując ustawicznie jesienne tło morderstwa.

B-icz ma stałe swoje lokum w pokoju dla inteligencji w „Cyrku. Ściana, przy której stoi prycza nieszczęsnego obłąkańca, oblepiona jest kolorowymi obrazkami.

Czy jodły są zielone, czy niebieskie, na każdej malowance widać kamień pamiątkowy z symboliczną plamą krwi.

Obecnie, gdy się bliżej zainteresowano B-iczem, przedstawił on ustnie swoją prośbę:

— Oto dzieło mego życia, — rzekł poważnie — Chcę je uwiecznić na tak wielkim płótnie, na tak wielkim jak wielkie było moje nieszczęście.

Obłąkańca odstawiono do szpitala.

Eg.

“Obłąkany morderca i jego jedyne życzenie” w: “Ostatnie Wiadomości Grodzieńskie” nr 50 z 19 lutego 1933 r. 

[1] Największy i najbardziej znany dom noclegowy w Warszawie przy ul. Dzikiej 62. Było to miejsce owiane złą sławą, a każdy kto do niego trafił był kwalifikowany jako osoba z marginesu społecznego. Drewniany, parterowy budynek został wybudowany w 1895 r., z przeznaczeniem na schronisko dla bezdomnych. W okresie międzywojennym zarządzany był przez zakon Albertynów, część kosztów utrzymania schroniska pokrywał magistrat. Budynek został zniszczony w 1944 r.

fb-share-icon0

Może też cię zainteresować...