Zamach na Bunjesa

Ponad 70 lat temu na terenie Powsina miało miejsce wydarzenie, które można nazwać jedną z najbardziej udanych akcji bojowych żołnierzy Armii Krajowej. Obok bramy miejscowego cmentarza, dnia 13 marca 1944 r. zginął zastępca komendanta żandarmerii niemieckiej na powiat warszawskiOberleutnant Wilhelm Bunjes. Taki jest prawidłowy zapis jego nazwiska według danych Gendarmerie-Hauptmannschaft Warschau.

Stanisław Milczyński “Gryf” w 1944 roku

Od początku wojny dał się poznać, jako zaciekły wróg i morderca wielu Polaków, dlatego Sąd Polski Podziemnej wydał na niego wyrok śmierci. Jednak pierwszy zamach w Sokołowie Podlaskim nie udał się. W potyczce zginęło kilku AK-owców i żandarmów, ale on wyszedł z opresji bez szwanku. Po tym wydarzeniu, w grudniu 1943 r. został przeniesiony do Warszawy, do komendy żandarmerii, która mieściła się wówczas przy ul. Dworkowej 3. Bunjes był bardzo aktywny i skuteczny w działaniach. Silny, ponad dwumetrowego wzrostu i potężnej budowy ciała, budził na przesłuchaniach grozę. Biciem i szantażem skutecznie werbował siatkę donosicieli. Opornych kazał tłuc kijami aż do śmierci. Był też strzelcem wyborowym i popisywał się swoją celnością, wywożąc zatrzymanych na otwartą przestrzeń. Tam kazał im uciekać i ze swojego snajperskiego karabinu z lunetą, zabijał strzałem w głowę. W krótkim czasie liczba jego ofiar wyniosła 46 osób.

W tej sytuacji, w dwa miesiące po słynnym zamachu na kata Warszawy Franca Kuscherę, dowódca Okręgu AK „Obroża” ppłk. Kazimierz Krzyżak ps. „Bronisław” wydał rozkaz powtórnego wykonania wyroku na Wilhelma Bunjesa. Zadanie to otrzymał Oddział Dywersji Bojowej V Rejonu „Gątyń” – Piaseczno. Służyli w nim specjalnie dobrani i sprawdzeni bojowcy, których zadaniem były szybkie interwencje w terenie. Na dowódcę akcji wyznaczony został podporucznik Stanisław Milczyński ps. „Gryf”. Poznaniak, przedwojenny żołnierz służby stałej. Początkowo działał w konspiracji na terenie Kalisza. Aresztowany w 1942 r. i torturowany przez gestapo, został zwolniony, ale objęty obserwacją. Udało mu się jednak uciec i przedostać w lutym 1943 r. do Warszawy. Tu objął dowództwo plutonu 1708 AK, mającego swoją bazę w Pyrach.

Do wykonania tego zadania przygotował się bardzo dokładnie, nie lekceważąc przeciwnika. Z rozpoznania wynikało, że Oberleutnant Bunjes systematycznie objeżdżał podległy mu teren, zmieniając samochody i trasy. Od współpracującego z AK funkcjonariusza policji granatowej, plutonowego Krzysztofa Czajkowskiego z posterunku w Jeziornie otrzymał informację, że Bunjes zasmakował w posiłkach, jakie jadał w tamtejszej Gospodzie Władysława Urbaniaka oraz, że są one wcześniej zamawiane. Plan opracowany przez ppor. „Gryfa” zakładał, że atak nastąpi, gdy Bunjes będzie wracał po obiedzie do Warszawy. Jako najkorzystniejsze miejsce na przeprowadzenie zasadzki został wytypowany cmentarz w Powsinie. Dwa odcinki ceglanego ogrodzenia, które stały po obydwu stronach bramy wjazdowej można było wykorzystać na kryjówkę i osłonę w czasie walki. W niedalekiej odległości był Las Kabacki dający możliwość odskoku po wykonaniu zadania. Istotna była szybkość, z którą należało przeprowadzić akcję, ponieważ bardzo blisko w Klarysewie, Wilanowie i Chylicach stacjonowały garnizony niemieckie.

Niemieccy żołnierze przed gospodą Urbaniaka w Jeziornie

Gdy potwierdziła się wiadomość, że Bunjes zamówił obiad w Jeziornie, AK-owcy przystąpili do działania. Akcja została przeprowadzona w poniedziałek, 13 marca 1944 r. Dzień był zimny, padał śnieg z deszczem. W grupie uderzeniowej razem z ppor. Stanisławem Milczyńskim ps. „Gryf” byli: pchor. Bogdan Łączyński ps. „Radwan” z Pyr, pchor. Michał Sokolnicki ps. „Adolf” ze Skolimowa, pchor. Janusz Radomyski ps. „Cichy” z Wilanowa oraz pchor. Waldemar Olbrysz ps. „Dąb” i pchor. Zbysław Olbrysz ps. „Sęp”, obaj z Dąbrówki. Uzbrojeni byli w pistolety maszynowe Sten, pistolety krótkie z zapasowymi magazynkami i po dwa granaty na osobę. Wyruszyli o godzinie piątej rano ze Skolimowa, gdzie nocowali na terenie majątku Prekierów i pieszo przez Łęczycę, skrajem Lasu Kabackiego doszli do Powsina. Tu, w oczekiwaniu na akcję ukryli się w nieistniejącym już domu nr.36 przy obecnej ul. Przyczółkowej, stojącym najbliżej cmentarza od strony kościoła. Mieszkał w nim Stanisław Czubek z rodziną. Domownicy zostali umieszczeni w kuchni, a żołnierze udawali, że mówią po angielsku, używając kilku słów znanych głównie z filmów. Fortel polegał na tym, by domownicy słyszeli rozmowy w obcym języku i tak zeznali podczas śledztwa. Podobnie do wykonania zadania AK-owcy użyli wyłącznie angielskiej amunicji ze zrzutów. Chodziło o to, by przekonać śledczych, że zamach był dziełem spadochroniarzy z Anglii, a miejscowa ludność nie miała z tym nic wspólnego. Wszystkie te działania podjęto, aby ochronić mieszkańców Powsina przed zemstą Niemców.

Nie istniejący już dom Stanisława Czubka w Powsinie, w którym czekali żołnierze AK

Plan akcji przewidywał również zabezpieczenie na wypadek, gdyby akurat w czasie trwania akcji nadjechała kolejka, z której często korzystali również żołnierze niemieccy. Dlatego ppor. „Gryf” wyznaczył patrol osłonowy. Dowodził nim sierż. Józef Jabłoński ps. „Wilczek” ze Słomczyna, a w jego skład wchodzili: pchor. Ksawery Frank ps. „Kiejstut” ze Słomczyna, pchor. Zbigniew Gawęda ps. „Fanatyk” z Opaczy, pchor. Stanisław Anusiewicz ps. „Ower”, pchor. Stefan Bączkowski ps. „Dziób” i pchor. Jan Frankowski ps. „Pantera”. W czasie akcji oczekiwali w gotowości, ukryci w zagłębieniu strumyka płynącego nieopodal cmentarza, od strony Powsina.

Tymczasem spod komendantury przy ul. Dworkowej wyruszyły dwa samochody: czarny osobowy mercedes oraz piaskowego koloru wojskowy VW Kubelwagen z brezentowym dachem, nazywany „budą” lub „wanną”. Obydwa ruszyły w kierunku Piaseczna, ale dwoma innymi trasami – jeden przez Służewiec, drugi przez Wilanów. Tak jak zawsze, do jednego wsiadł Bunjes, a drugi jechał dla zmylenia przeciwnika. Nigdy nie było wiadomo, którym hitlerowiec odjedzie rano, a którym wróci z powrotem.

Szkic pokazujący przebieg zamachu, narysowany przez „Gryfa” po akcji. Źródło: Archiwum Akt Nowych, Zespół Archiwum VII Obwodu „Obroża” syg. 149.

Tego dnia w powsińskim kościele był pogrzeb. Gdy po mszy wyruszył kondukt pogrzebowy, AK-owcy wykorzystali go, by dyskretnie przedostać się na teren cmentarza. Tam ukryli się za budynkiem kaplicy, czekając na informacje z Jeziorny. Łączność zorganizował pchor. Stefan Krystosiak ps. „Drut”-„Ekonom” z Jeziorny. Pomagały mu łączniczki: Krystyna Ostrowska ps. „Iwona” z Pyr, Anna Chądzyńska ps. „Olga” z Dąbrówki, Maria Krystosiak ps. „Magda” z Klarysewa i Anna Borkiewicz ps. „Elżbieta” oraz kilku łączników na rowerach. Tworzyli sztafetę od Jeziorny do cmentarza przekazując kolejno sygnał wzrokowy za pomocą białych chusteczek. Korzystali też z obsługiwanego przez pchor. „Druta” wojskowego telefonu polowego, co dawało dwa niezależne źródła informacji. Gdy policjant Czajkowski przekazał wiadomość, że po obiedzie hitlerowiec odjechał „budą” z Jeziorny w stronę Warszawy, dla konspiratorów zaczęło się pełne napięcia oczekiwanie.

Była godzina około trzynastej trzydzieści, gdy samochód Bunjesa zbliżył się do bramy cmentarza. Ppor. „Gryf” tak wspominał: „Wkrótce po tym dostałem sygnał białą chusteczką od łączniczki „Iwony”, że nadjeżdża „buda”. W tym samym momencie wyjechał na szosę duży, płaski, zaprzęgnięty w dwa silne konie, wiejski wóz. Jadąc stępa zasłonił mi „budę”. Błyskawicznie wskoczyłem na mur, zza którego chciałem otworzyć ogień…krzyknąłem z całych sił w języku wojskowym: „sp….ć”!, czyli uciekać. Woźnica podciął konia batem, odsłaniając jadącą wolno za nim „budę”. Po tym nieprzewidzianym darzeniu..strzeliłem do kierowcy, aby zatrzymać „budę”. Strzał okazał się trafny. Samochód raptownie skręcił w prawo, zwalniając wjechał na tor kolejki i zatrzymał się mocno przechylony, z prawym przednim kołem w rowie. Po moim strzale patrol otworzył ogień z pięciu Stenów. Niemcy zaczęli strzelać chaotycznie we wszystkich kierunkach, nie widząc nas ukrytych za płotem..i pomnikami. Na mój znak obrzuciliśmy „budę” granatami. Po chwili krzyki i kanonada ze strony niemieckiej ucichły. „Przerwać ogień”- usłyszałem swój własny głos i z gotowym do strzału Visem przeskoczyłem płot. Powoli, ostrożnie podszedłem do tylnych drzwi samochodu. Otworzyłem je raptownie. Leżeli wszyscy martwi.” Razem z Oberleutnantem Wilhelmem Bunjesa, zginęli niemieccy żandarmi: Thomas Pitzmann, Otto Spielmann oraz volksdeutsch Józef Kilanowski z Kampinosu. Jeden z żandarmów, Wilhelm Ludwig, ciężko ranny przeżył.

Niektórzy uczestnicy akcji: od lewej: Marian Wielogórski ps. „Dag”, Jerzy Jakubowski ps. „Zajączek”, Janusz Radomyski ps. „Cichy”, Stanisław Milczyński ps. „Gryf”, Bogdan Łączyński ps. „Radwan”, Paweł Gawenda ps. „Fanatyk”, Ksawery Frank ps. „Kiejstut”. Zdjęcie wykonane podczas Kursu Podchorążych im. W. Sikorskiego odbywającego się w Słomczynie w listopadzie 1943 r.

Ze strony polskiej nikt nie zginął i nie był ranny. Po akcji AK-owcy zabrali zdobyczną broń i teczkę z dokumentami, jakie Bunjes miał przy sobie. Znajdowały się w niej ważne dokumenty, w tym lista osób przewidzianych do aresztowania, wśród których było nazwisko ówczesnego organisty powsińskiego Tadeusza Walczewskiego, czynnie zaangażowanego w działalność konspiracyjną, który również brał udział w przygotowaniach do zamachu. Była też lista konfidentów i osób, które miały być zmuszone do składania donosów.

Rozbity samochód żandarmów ppor. „Gryf” oblał benzyną i podpalił. Członkowie grupy uderzeniowej wycofali się, zarekwirowanym po drodze konnym wozem w kierunku Lasu Kabackiego. Tam spotkali się z zabezpieczającymi ewakuację pchor. Marianem Wielogórskim ps. „Dag” z kpr. Konstantym Walendzikiem ps. „Walko”, obaj z Jeziorek, którzy czekali z furmanką pełną słomy, w której została ukryta broń. Natomiast patrol osłonowy wycofał się łąkami w kierunku Okrzeszyna. Po niedługim czasie przyjechali Niemcy od strony Klarysewa, zatrzymała się również nadjeżdżająca kolejka. Przyjechał też komendant Karl Lipscher z Warszawy w eskorcie żandarmów i gestapo. By zapobiec podobnym akcjom w przyszłości, rozkazał rozebrać obydwa odcinki ceglanego murku przy cmentarnej bramie oraz murowane ogrodzenie pobliskiego kościoła w Powsinie.

Na wieść o zamachu, wielu mieszkańców Powsina, spodziewając się zemsty Niemców uciekło ze swoich domów. Schronili się u krewnych lub znajomych, którzy mieszkali w dalszej okolicy, a nawet niektórzy spędzili noc w Lesie Kabackim. Ale żadnych represji nie było. Sołtys August Kerner z Kępy Zawadowskiej zwrócił się do starosty warszawskiego Hermana Rupprechta o to, by nie karać mieszkańców Powsina, ponieważ całe zdarzenie widzieli volksdeutsche, którzy akurat wieźli mąkę z młyna w Jeziornie i zaświadczyli, że w akcji nie uczestniczył nikt z miejscowych. Miała również znaczenie obawa przed polskim odwetem, podobnie jak było to kilka miesięcy wcześniej, 26 września 1943 r. na Kępie Latoszkowej podczas Akcji Wilanów, w której żołnierze AK spalili kilka domów zamieszkałych przez volksdeutschów w odpowiedzi na ich udział w egzekucji Polaków.

Grób Wilhelma Bunjesa znajduje się na niemieckim cmentarzu wojskowym Großenkneten-Ahlhorn w Dolnej Saksonii. Porucznik Stanisław Milczyński ps. „Gryf“ za tę akcję otrzymał Krzyż Walecznych. W Powstaniu Warszawskim dowodził Kompanią „Krawiec“. Kilkukrotnie ranny, został odznaczony Orderem Virtuti Militari. Po wojnie wyjechał do Kanady i zamieszkał w Toronto, awansowany do stopnia majora zmarł 26 stycznia 2016 r. w Toronto w Kanadzie w wieku 97 lat. Jego prochy zostały sprowadzone do Polski i został pochowany 21 maja 2016 r.na Cmentarzu Powstańców Warszawskich w Powsinie.

Źródła:

  • Milczyński S., Dziennik por. „Gryfa”, Toronto 2005.
  • Adamska J., Kronika ruchu oporu w okupacyjnym powiecie warszawskim w latach 1939-1944, w: Rocznik Mazowiecki t.5, 1974.
  • Cendrowski S., Wyrok na dowódcę żandarmerii Boniusa, w: Na przedpolu Warszawy nr.10/1996.

Artykuł ukazał się w pierwotnie Wiadomościach Powsińskich nr. 03/2014, włączono go do albumu „Nasi Bohaterowie, Powstańcy 1944 roku Warszawa, Wilanów, Powsin, Jeziorna, Konstancin”, Warszawa 2015

Zdjęcia ze zbiorów autora, własnych oraz ze wspomnień “Gryfa” za pośrednictwem portalu cawio.pl (stamtąd pochodzi również kopia planu akcji)

Może ci się także spodobać...