Wyrok na Bunjesa

Coraz mniej już żołnierzy Armii Krajowej, odeszli na wieczny odpoczynek, a nam pozostanie tylko przywoływać ich podczas apelu poległych, wspominając tamte, coraz bardziej odległe dni, które po latach obrastają w mity, przechodząc do legendy. W tym tygodniu znowu zawyją syreny, skłaniając niektórych do refleksji…

Zamieszczony kilka dni temu artykuł Jacka Latoszka o zamachu na Bunjesa zainteresował wiele osób, więc jeszcze kilka słów w temacie, uzupełniająco, bowiem z powodu konieczności skupienia się na przebiegu zamachu, pominięto opis przyczyn zamachu na hitlerowskiego funkcjonariusza. O Bunjesie dowódca akcji, “Gryf” pisał po latach następująco:

“(…) z żandarmami wyjeżdżał w teren samochodem na różne aresztowania, strzelał sobie. To był Oberleutnant;pochodzenia łotewskiego, fanatyk strzelania, zboczeniec. W Powsinie wystrzelał wszystkie psy i koty, strzelał nawet do pustych garnków. Jak jechał samochodem na szosie i szedł Polak, to zatrzymywał i kazał mu uciekać w pole. Powiedział, że jak uciekniesz, będziesz żył. Puszczał na odległość do stu metrów i z karabinu z lunetką strzałem w tył głowy trafiał. To był doskonały strzelec, miał karabin Remingtona z lunetką. W ciągu trzech tygodni urzędowania czterdziestu siedmiu Polaków zastrzelił. Też dostałem rozkaz natychmiast zlikwidować, musiałem się spieszyć. Trudno było mi wybrać miejsce. (…) Najlepszym miejscem był Powsin, cmentarz w Powsinie. Tam 13 marca o godzinie trzynastej trzydzieści dwie, bardzo dla mnie szczęśliwa cyfra, został zlikwidowany i czterech żandarmów, którzy z nim jechali.”

Przez lata w PRL zamach ten wraz z Armią Krajową skazany był na zapomnienie, dopiero lata siedemdziesiąte przyniosły pierwszy artykuł na ten temat, autorstwa żołnierza AK, Stefana Cendrowskiego (po latach w roku 1996 opublikowany ze zmianami w książce “Na przedpolu Warszawy”). Dzisiaj ten artykuł przypominamy, bowiem jest on mało znany, a zawiera wiele ciekawych szczegółów, które uzupełnią artykuł Jacka Latoszka. Dostępny jest on także w formie skanu w dziale “Dokumenty” na portalu, ale w tej postaci jest nieco łatwiejszy do czytania. Uważny czytelnik dostrzeże zapewne kilka różnic pomiędzy oboma artykułami, ale należy je złożyć na upływ czasu jaki minął nim spisano relacje uczestników zamachu, stąd też w szczegółach zazwyczaj się one nieco różnią. Celem zachowania zgodności z artykułem zmieniono jedynie pisownię nazwiska na prawidłową – Bunjes.

Dom Stanisława Czubka, za S. Milczyński, Dziennik por. „Gryfa” 1939-1945, Toronto 2005

Stolica nr 36 z 8 września 1974 r, s. 6

WYROK NA BUNJESA

Początek 1944 r. nie był dla okupanta okresem pomyślnym i uzyskiwane wiadomości z przebiegu walk frontowych, nie wróżyły Niemcom niczego dobrego. Armia Czerwona odnosząc zwycięstwa przesunęła front walk w przedwrześniowe granice Polski. Opór wojsk hitlerowskich na froncie wschodnim słabł. Walki na froncie zachodnim również nie były dla Niemców pomyślne. Opór społeczeństwa polskiego, chociaż dławiony przez okupanta ze zwierzęcą brutalnością przybierał na sile.

Wprowadzony przez gubernatora Franka dekret upoważniał każdego funkcjonariusza policji i żandarmerii do stosowania najostrzejszych form represji za „przeszkadzanie władzom okupacyjnym w utrzymywaniu porządku. Szczególnie gorliwym wykonawcą dekretu był dowódca żandarmem na dystrykt warszawski Oberleutnant Bunjes. który w od-dziale żandarmerii przy ul. Dworkowej w Warszawie pełnił funkcje zastępcy dowódcy na powiat warszawski. (Dowódcą powiatowego oddziału żandarmerii był Hauptmann Karl Lipscher). Bunjes został do Warszawy przeniesiony służbowo z Sokołowa Podlaskiego w końcu 1941 r. Chciano uchronić go przed wyrokiem śmierci wydanym przez Sąd Polski Podziemnej za zabójstwa i znęcanie się nad Polakami. Po objęciu urzędowania na nowej placówce w Warszawie, Bunjes nie tylko nie zmniejszył represji w stosunku do ludności polskiej, ale stał się jeszcze bardziej okrutny. Po kilku tygodniach „urzędowania” liczba ofiar zamordowanych przez Bunjesa na terenie Rejonu V wyniosła 46 osób. Wśród pomordowanych znajdowali się ludzie zatłuczeni przez niego kijami jak to np. miało miejsce w wypadku Szczepana Smaderka pracownika papierni w Mirkowie. Terror zastosowany przez Bunjesa wywołał niepokój wśród ludności na tym terenie. Kierownictwo Walki Cywilnej poleciło wykonać wyrok śmierci na Bunjesie, Oddziałowi Dywersji Bojowej Rejonu V Armii Krajowej, dowodzonemu przez Stanisława Milczyńskiego, pseud. — „Gryf”. Zastosowano ścisłą obserwację trybu „urzędowania” Bunjesa. Stwierdzono, że w asyście 4—5 żandarmów, wyjeżdża często w teren, na „inspekcję”, używając na zmianę dwóch samochodów — żółtej „budy” lub osobowego mercedesa. Ponadto ustalono, że w Jeziornie, gdzie zatrzymywał się w restauracji lub w Piasecznie — po wizytacji posterunków policji granatowej przesiadał się do drugiego samochodu. Trasa jaką jeździł, prowadziła albo przez Wilanów, Powsin, Klarysew do Jeziorny a dalej przez Skolimów, Chylice, Piaseczno, Dąbrówkę, Pyry i Służewiec do Warszawy na ul. Dworkową, albo w odwrotnym kierunku przez te miejscowości z tym, że co drugi dzień zmieniał kierunek jazdy zachowując wszelkie środki, ostrożności.

Przy opracowywaniu planu likwidacji Bunjesa, brano pod uwagę obie trasy tj. Warszawa — Pyry

  • Dąbrówka — Piaseczno lub Warszawa — Wilanów — Powsin
  • Klarysew — Jeziorna. Pozostały odcinek tej trasy Jeziorna
  • Skolimów — Chylice — Piaseczno nie nadawał się do akcji z powodu gęstej zabudowy.

Po dokładnym rozpoznaniu obu tras, dowódca Oddziału D. B. ppor. — „Gryf’ — uznał.’ że najlepszym miejscem na zasadzkę jest cmentarz w Powsinie, znajdujący się poza budynkami osiedla Powsin, ogrodzony od strony szosy mu- rem, dającym doskonałą zasłonę. Obrane miejsce dawało także dobre pole widzenia i ostrzału na szosę.

Powodzenie akcji wymagało specjalnego przygotowania i doboru ludzi. Wybrano wypróbowanych w walkach żołnierzy, którzy ukończyli konspiracyjną podchorążówkę [w Słomczynie – PK] oraz przeszli odpowiednie przeszkolenie bojowe, mających za sobą wiele udanych akcji.

Wspomniany dowódca Dywersji Bojowej ppor. „Gryf” — był doskonałym strzelcem zaopatrzonym w bardzo dobry i celny karabin mauser, zaś swoich ludzi wyposażył w pistolety maszynowe — steny oraz granaty. Skład oddziału bojowego przedstawiał się następująco: dowódca — ppor. „Gryf” Stanisław Milczyński, sierż. podchorąży „Wilczek” — Józef Jabłoński, kaprale — „Kiejstut” — Ksawery Frank, „Cichy” — Janusz Radomyski, „Adolf’ — Michał Sokolnicki. „Radwan” — Bogdan Łączyński, „Dąb 1″ — Waldemar Olbrysz, „Sęp 1″ — Zbysław Olbrysz, „Dziób” — Stefan Bączkowski, „Ower” — Stanisław Anusiewicz, „Pantera” Jan Frankowski. W odwodzie pozostawali kpr. pchor. „Dag” — Marian Wielogórski i kpr. „Walka”.

Oddział bojowy zajął 13 marca 1944 roku o godzinie 7 rano w Powsinie domek w zagrodzie Stanisława Czubka. Domek położony był najbliżej cmentarza od północnej strony Powsina. W czasie pobytu tam członkowie oddziału udawali skoczków z Anglii prowadząc między sobą rozmowy w języku angielskim, choć znali zaledwie kilka słów w tym języku. Udawali, że nie rozumieli po polsku. Ten wybieg jak również rozkaz dowódcy „Gryfa” używania w czasie akcji tylko amunicji zrzutowej „Remington” miał na celu zmylenie Niemców, że to nie Polacy strzelali w Powsinie, co miało zapobiec represjom w stosunku do miejscowej ludności.

Cała trasa została obstawiona czujkami, którymi dowodził „Ekonom” kpr. pchor. Stefan Krzystosiak, znający doskonale ten teren. W czasie oczekiwania, około godziny 10, nadeszła wiadomość, że Bunjes wyjechał mercedesem z ul. Dworkowej w kierunku Piaseczna. W tym czasie z pobliskiego kościoła w Powsinie wyruszył kondukt pogrzebowy na pobliski cmentarz, przechodząc obok domu, w którym kwaterował oddział bojowy. Wykorzystując to, zamachowcy przyłączyli się do konduktu- i tak doszli na cmentarz. Tam oczekiwali dalszych meldunków. Wkrótce nadjechał goniec z wiadomością, że Bunjes odesłał mercedesa w stronę Piaseczna, a zatrzymał „budę” w Jeziornie. Wszystko zatem wskazywało, że będzie on wracał do Warszawy przez Powsin „budą” w asyście czterech żandarmów’ oraz kierowcy. W takiej sytuacji oddział zajął stanowiska bojowe. Murek cmentarza oraz zadrzewienie terenu decydowały, że stanowiska były dobrze chronione. „Gryf” ustalił, że sygnałem otwarcia ognia będzie jego strzał z karabinu.

O godzinie 13.00 żołnierz czujki zameldował, że „buda” z żandarmami wyjechała z Jeziorny w kierunku Powsina. W kilka minut potem na szosie ukazał się samochód z żandarmami. Pierwszy strzał do kierowcy samochodu oddał ppor. „Gryf — strzał był celny i spowodował, że samochód raptownie skręcił w stronę cmentarza i zatrzymał się w odległości kilku metrów od stanowisk oddziału. Zamachowcy otworzyli wówczas ogień z pistoletów maszynowych i obrzucili budę granatami. Zaskoczeni żandarmi odpowiadali chaotycznie. Po kilku minutach walka była skończona — wszyscy Niemcy polegli. Zabrano broń i amunicję, a samochód podpalono. Oddział DB nie poniósł żadnych strat. W teczce Bunjesa znaleziono listę osób, zamieszkałych na terenie Rejonu V. które miały być następnej nocy aresztowane. Bunjesa, któremu kilka razy udawało się uniknąć wyroku Polski Podziemnej dosięgła zasłużona kara. Po zamachu jedna grupa wycofała się polami do Słomczyna. zaś druga z bronią własną i zdobyczną, furmanką rolnika z Powsina, dotarła do lasu Kabackiego a stamtąd zarekwirowanym samochodem ciężarowym do swych kwatery.

Trzeba nadmienić, że najbliższy garnizon niemiecki znajdował się w Klarysewie około 2 kilometrów od miejsca akcji, a garnizon wojska i żandarmerii w Wilanowie.

Wiadomość o likwidacji Bunjesa rozeszła się szybko. Mężczyźni w obawie represji ze strony Niemców uciekli z Powsina i okolic do pobliskiego lasu Kabackiego i na tereny nadwiślańskie. Wkrótce po zamachu przyjechał do Powsina dowódca żandarmerii z ulicy Dworkowej Hauptmann Lipscher w asyście dużej grupy żandarmów i gestapo. Po zabraniu zabitych, polecił natychmiast rozebrać murowane ogrodzenie cmentarza oraz ogrodzenie przy kościele.

Żadnych represji w stosunku do mieszkańców Powsina i okolic nie zastosowano. Władze niemieckie obawiały się po prostu odwetu ze strony Polski Podziemnej — jak to miało miejsce w Kępie Latoszkowej na terenie gminy Wilanów, kiedy to koloniści niemieccy tam zamieszkali osaczyli czterech żołnierzy AK ze zgrupowania „Baszta” i rozstrzelali ich zanim jeszcze przybyła żandarmeria. W odwet za to żołnierze AK w dniu 26 września 1943 roku dokonali nocą wypadu na tę miejscowość, podczas którego zastrzelonych zostało kilku kolonistów a zabudowania ich spalone. Akcję wypadową rozpoczęto w Wilanowie, gdzie zlikwidowano posterunek żandarmerii oraz rozbito oddział lotników, kwaterujący w Pałacu Wilanowskim. Zaraz po akcji powsińskiej nastąpiła interwencja volksdeutschów z pobliskich miejscowości, z Kępy Zawadowskiej i Latoszkowej. Z sołtysem Augustem Kernerem na czele u Kreishauptmanna na powiat warszawski Rupprechta o niestosowanie represji w stosun¬ku do Polaków w obawie odwetu. Tego rodzaju obawy dotyczyły również pozostałych volksdeutschów. zamieszkałych na terenach Pyr. Dąbrówki i Wilanowa. Był już marzec 1944 roku. Armia Radziecka wraz z Wojskiem Polskim dochodziły już do linii Bugu niosąc wyzwolenie.

Szkic powyższy opracował na podstawie relacji ppor. „Gryfa”, b. dowódcy oddziału Dywersji Bojowej i uczestników zamachu

STEFAN CENDROWSKI „PROM”

zdjęcia ze zbiorów J. Latoszka

fb-share-icon0

Może też cię zainteresować...