W Konstancinie z legendą hrabiego Witolda Skórzewskiego (1864-1912) się nie wygra. W większości publikacji, w tym finansowanych przez gminę, przywoływany jest on jako twórca Konstancina, który założył go w 1897 r. gdy działając z polecenia swej matki Konstancji de domo Potulickiej, zajął się spadkiem po jej siostrze Marii Potulickiej, a zamiast sprzedawać tutejszy las, umyślił, że stworzy letnisko. Legenda ta utrwaliła się i zapewne nie uda się jej zmienić, choć nie znajduje pokrycia w rzeczywistości. Historię tę powtarza opublikowany nawet w ubiegłym roku przez TMPiZK spacerownik po Konstancinie, którego wydanie wsparły gminne fundusze, a jakiś czas temu trafiła na gminną stronę internetową.
Tymczasem wersja ta mocno mija się z faktami, o czym przekonuje się każdy, kto zajmuje się badaniem początków letniska. Nawet Tadeusz Świątek, popełniający w swych publikacjach omyłki, zauważył słusznie, iż „Skórzewski działał z upoważnienia Potulickich i w porozumieniu z nimi”. W 1997 r. na stulecie miasta szczegółową kwerendę na zlecenie UMiG przeprowadził zespół pod kierownictwem mgr E. Pustoli-Kozłowskiej, odkrywając umiejscowienie akt tyczących się początku letniska, które przyniosły zupełnie inny obraz, tego co wydarzyło się pod koniec XIX wieku Jednak mimo przeprowadzonych badań w tym temacie, legenda jak widać robi swoje, a opowieść o hrabim jest kolportowana i bezrefleksyjnie powtarzana.

Spróbujmy więc raz jeszcze wszystko uporządkować, bez większej nadziei, iż fakty historyczne wygrają z opowieścią autorstwa Józefa Hertla. W wywiadzie udzielonym w 2009 r. prasie wspominał on o swych poszukiwaniach dokumentacji związanej z początkiem letniska:
„Wreszcie ktoś poradził, by udał się do Warszawy, do muzeum historycznego. Dotarł tam i po długich namowach uprosił kierownika muzeum o udostępnienie archiwów dóbr Obory. Otrzymał niewielki, mocno zakurzony plik dokumentów zawierających informacje na interesujący go temat. Powoli przeglądał papiery. Lektura szła wolno, bo słabo znał rosyjski, a wszystkie dokumenty spisane były cyrylicą. Wreszcie, na którejś stronie natrafił na podpis w alfabecie łańskim „Maria hr. Grzymała- Potulicka”. Wziął czystą kartkę i cały akt skrupulatnie przepisał. Po powrocie do domu poprosił żonę, która dobrze znała język rosyjski, o przetłumaczenie odpisanego dokumentu. Okazało się, że odnaleziony akt to testament hrabiny, zawierający historię posiadanych przez nią dóbr. Hrabina Maria Grzymała-Potulicka na mocy tego testamentu ofiarowała część majątku Obory swojej siostrze Konstancji. Po śmierci spadkobierczyni dobra przejął jej syn, hrabia Witold Skórzewski, który część majątku po ciotce na cześć matki Konstancji nazywa Konstancyją. Nazwa na przestrzeni dziejów ewoluowała i przyjęła współcześnie brzmiącą formę – Konstancin.”
Jak wiadomo Józef Hertel był pierwszym badaczem dziejów letniska, lecz nie posiadał wykształcenia archiwisty ani historyka, nadrabiając powyższe niezwykle cennym zapałem. Pomijając fakt, iż nie znał rosyjskiego, a testament nie znajduje się w aktach hipotecznych dóbr Obory, w opowieści tej przekręcił nawet lokalizację, gdyż dokumenty nie znajdują się w Muzeum Historycznym m. st. Warszawy na Rynku Starego Miasta, a w nieodległym Archiwum Państwowym w Warszawie na Krzywym Kole. Do tego za odnalezieniem testamentu nie poszło odszukanie kolejnych akt i sprawdzenie towarzyszących faktów. Stąd też wyciągnięcie przez autora wniosków doprowadziło do powstania opowieści o tym, jak hrabia realizując testament wpadł na pomysł, by stworzyć letnisko. Swoje dołożył Zdzisław Skrok, który napisał o tym, iż hr. Maria Potulicka planowała sprzedać las, a hrabia Skórzewski zamiast tego wymyślił stworzenie Konstancina. Powyższe powtórzyła Elżbieta Rydel-Piskorska w wydanym przez KDK w 2015 r. „Kalejdoskopie” i historia przybrała znaną już postać, która niestety po ostatniej zmianie strony gminnej zawędrowała także na oficjalną stronę internetową, choć poprzednia wersja wspominała fakty nieco poprawniej, na podstawie wspomnianych badań zespołu powołanego na zlecenie UMiG.
Jakże więc było z Konstancinem? Nie była to idea hrabiego, a wszystkie działania związane z utworzeniem letniska stanowiły ciąg zaplanowanych działań i wspólnego przedsięwzięcia rodów Potulickich, Skórzewskich, Melżyńskich i Ogińskich. Poniżej przedstawmy chronologię wydarzeń, do której w ciągu ostatnich paru lat udało się dołożyć kilka cegiełek.
W 1895 r. do Klarysewa dociera budowa kolejki wilanowskiej. Wiadomo, iż tory będą kładzione dalej, bowiem kolejka planowana początkowo jako trakcja transportowa do Papierni, generuje ruch mieszkańców Warszawy, poszukujących nowych terenów na wypoczynek. Koniunkturę tę jako pierwsi dostrzegają Potuliccy, zatem zgodzić się należy ze słowami śp. Teresy Potulickiej-Łatyńskiej, iż „Konstancin” wymyślił jej dziadek Mieczysław. Pierwszą próbę utworzenia letniska podjęła bowiem hrabina Maria Potulicka w 1895 r. Wtedy po raz pierwszy w prasie pojawiać się zaczęły ogłoszenia o budowie willi pod wsią Jeziorna [Oborską], na należącym do niej terenie. Zamysł był kompleksowy, powiązany był z ówczesnymi planami dalszej rozbudowy kolejki w kierunku Góry Kalwarii, przez dobra Potulickich, z którymi prowadzono rozmowy na temat dzierżawy. Ponieważ trasa miała iść przez lasy oborskie do Słomczyna, a stamtąd ku Brześcom, letnisko postanowiono ulokować w folwarku Teresin, dostrzegając jego leśny potencjał. Walorem dodatkowym było umiejscowienie w bezpośredniej bliskości cegielni, co umożliwiłoby budowę willi. Teren wstępnie rozparcelowano z przeznaczeniem na działki letniskowe, a plan ten zachował się w archiwach, świadcząc o zamyśle utworzenia letniska w dobrach Obory.

Projekt nie został niestety zrealizowany wskutek zmiany przebiegu trakcji kolejki wilanowskiej, którą zdecydowano ułożyć wzdłuż Jeziorki ku Piasecznu, bowiem realizacja budowy przez Słomczyn i Brześce z uwagi na ukształtowanie terenu i konieczność wzniesienia mostu na Jeziorce byłaby zbyt droga. Powyższe skutkowało spontanicznym powstaniem letnisk Klarysew w Bielawie, należącej do Rossmanów, a także Skolimów i Chylice, gdy do Prekerów zaczęły zgłaszać się osoby poszukające działek letniskowych. Jednocześnie pogrzebało to zamysł Potulickich, których tereny położone były po drugiej stronie nieprzebytej rzeki Jeziorki.
Jednakże z pomysłu nie zrezygnowano. Wspomniana wyżej hr. Maria Potulicka, była od 1889 r. jedyną właścicielką dóbr Obory, które jako, iż była bezdzietna, zgodnie z jej testamentem miały przejść na własność małoletniego Henryka Potulickiego (ur. 1888), wnuka jej brata Józefa, a syna przywoływanego hrabiego Mieczysława, w jej imieniu administrującego majątkiem. We wspomnianym testamencie hr. Maria wskazała także sumy legatowe dla pozostałych krewnych, które miały być wypłacone po jej śmierci. Główną spadkobierczynią miała być jej siostra Konstancja Skórzewska, oprócz Marii jedyne wówczas żyjące dziecko hrabiego Kaspra Potulickiego z Obór.

W 1896 r. Konstancja przybyła do Obór, w związku z zakończeniem budowy kaplicy rodowej Potulickich na cmentarzu w Słomczynie, którą fundowała. Choć oczywiście nie wiemy tego na pewno, zapewne wówczas prowadzono rozmowy na temat letniska i testamentu, bowiem skutkiem powyższego było powstanie planu, który umożliwił utworzenie Konstancina i zaspokojenie przyszłych kwestii spadkowych. Wymagało to zaangażowania większej ilości osób i finansów przekraczających możliwości Marii i Kontancji, stąd na scenie pojawiły się jej dzieci – hr. Witold Skórzewski i ks. Maria Ogińska, a z czasem inni przedstawiciele rodu Potulickich i Melżyńskich, którzy dostrzegli potencjał idei utworzenia letniska-stacji kilmatycznej, postanawiając weń zainwestować. Omówmy plan i jego wykonanie poniżej. Bo choć to Mieczysław Potulicki je wymyślił, to jego rzeczywistym twórcą był hr. Witold Skórzewski.

To on będąc człowiekiem światowym, wychowanym na terenie zaboru pruskiego, dostrzegł to, czego zapewne nie widzieli pozostali przedstawiciele rodu, myślący o letnisku na wzór Otwocka, powstającym spontanicznie skupisku willi, które wznoszono na rozparcelowanych działkach. Dostrzegł, iż na terenie Kongresówki brakuje ekskluzywnego kurortu, na wzór podberlińskiego Grunewald, gdzie przedstawiciele elit wznieśli rezydencje i spędzali letni czas, bez konieczności wyjeżdżania na wojaże zagraniczne, na terytorium Włoch, Niemiec czy Francji. Zamysł by takie letnisko wznieść pod Warszawą i czerpać z niego dywidendy wyszedł zapewne od niego. Jako, iż w ówczesnych informacjach prasowych występuje on jako spiritus movens całego przedsięwzięcia, być może także on wymyślił, aby letnisko przysunąć nad rzekę Jeziorkę, bo wszak czym jest latowisko bez kąpielisk i łazienek? Konieczne było jednak przystosowanie bagnistego terenu nad rzeką, do tego doprowadzenie kolei, wreszcie zapewnienie materiału na budowę willi, a cegielnia była mocno oddalona. Wszystko postanowiono rozwiązać inwestycjami, z których spodziewano się należnych zwrotów i zysków – utworzyć letnisko-kurort dla elit, sfinansować bocznicę kolejową i przenieść cegielnię, aby mogła umożliwić budowę letniska.
Pierwszą czynnością jaką unormowano aktem notarialnym w dniu 30 XII 1897/11 I 1898 r. (stąd pojawiająca się data 1897 r.) było wydzierżawienie od hr. Marii Potulickiej, właścicielki dóbr Obory, na 25 lat licząc od dnia 1 I 1898 r., 5 włók gruntu „z prawem, wybudowania cegielni, piecy Hofmanowskich i wszelkich budowli i eksploatowania gliny dla wyrobu cegieł”[1]. Budowę cegielni sfinansować mieli hr. Władysław Mielżyński i p. Michał Trębicki. Dla tworzących Konstancin hr. Władysława Mielżyńskiego i Witolda Skórzewskiego jasne było bowiem, że stara cegielnia w lesie nie ma racji bytu, stąd też porzucono ją z dnia na dzień, decydując się wznieść nowoczesny zakład przemysłowy w innym miejscu, do którego ułożenie torów umożliwi jednocześnie transport do planowanego letniska. Inwestorami i założycielami cegielni „Obory” byli hr. Mielżyński i Michał Trębicki,
Kolejnym dokumentem był testament, odnaleziony przez Józef Hertla. Został sporządzony 7 III 1898 r. jako część powyższych działań. Bynajmniej hr. Witold nie przystąpił do jego realizacji po śmierci swej matki Konstancji, jak twierdził Józef Hertel, bowiem ta zmarła dopiero w 1910 r. Ciorka hrabiego Witolda, Maria Potulicka, wskazała, iż jest jej „wolą by las przeznaczony na sprzedaż dla pokrycia zapłaty legatów [hr. Witold Skórzewski i ks. Michał Ogiński] sprzedali przy współudziale z głosem doradczym hrabiego Mieczysława Potulickiego, bez względu na okoliczność, że cały majątek zapisany jest małoletniemu Henrykowi hrabiemu Potulickiemu”[2]. Ze swej własności dóbr Obory, hr. Maria Potulicka wydzieliła zatem część ziemi celem sprzedaży dokonanej przez hr. Witolda i ks. Michała Ogińskiego, męża jej siostrzenicy. Pieniądze ze sprzedaży miały trafić po jej śmierci jako spadek dla Konstancji, co zabezpieczało jednocześnie ewentualne przyszłe roszczenia spadkobierców Konstancji do dóbr oborskich. Głos doradczy Mieczysława ewidentnie potwierdza jego rolę w procesie decyzyjnym związanym z letniskiem. De facto była to zmiana testamentu, lecz tej części dokumentu Józef Hertel nie przepisał, lub jego żona jej nie przetłumaczyła. Wspominany już pierwotny testament zapisywał bowiem całość dóbr oborskich Henrykowi, zmiana miała na celu wyłączenie części ziem z dziedziczenia, które służyć miały realizacji dalszych celów.
Sprzedaż nastąpiła niezwłocznie, bowiem już kilka dni później. 13 III 1898 r. zakupu od Marii Potulickiej ziemi dokonała ks. Maria Ogińska, żona Michała i siostra Witolda za kwotę 30 000 rubli. Jak widać z punktu widzenia rodziny była to transakcja doskonała, bowiem finalnie pieniądze te miały trafić do członków rodziny, w tym przede wszystkim do Konstancji. Przedmiotem transakcji był obszar wydzielony z dóbr Obory „oznaczony na planie wykonanym w 1898 r. przez przysięgłego geometrę 2 klasy Madalińskiego ze znajdującym się tu lasem, zajmującym przestrzeń według tego planu 115 733 kw. sążnie (225 morgów)”[3]. Przy spisywaniu aktu sprzedaży przed notariuszem Tytusem Olszowskim byli obecni hr. Maria Potulicka i hr. Władysław Mielżyński, działający w imieniu ks. Marii Ogińskiej. W tymże roku Madaliński wymierzył grunt i dokonał na dalszym etapie jego parcelacji na działki.

Ostatnim etapem była budowa bocznicy kolejowej do cegielni, przebiegającej przez sprzedany obszar wydzielony oraz dobra oborskie, a koszt budowy trakcji kolejowej wziął na siebie hr. Antoni Potulicki. Ks. Maria Ogińska wydzieliła jako nowa właścicielka obszaru między dobrami Obory, a rzeką Jeziorką pas gruntu o powierzchni 1127 sążni kw., a na pozostałej części dóbr Obory prowadzącej do cegielni hr. Maria Potulicka wydzieliła pas gruntu o powierzchni 1185 sążni kw. „pod urządzenie bocznicy wąskotorowej łączącej cegielnię Oborska z kolejką wąskotorową Grójecką celem przewozu cegły i innych towarów oraz pasażerów w obu kierunkach”[4].
Wówczas przystąpiono do energicznego urządzania letniska. Pierwsze informacje o rozpoczęciu prac nad nim pochodzą z 18 V 1898 r., z których wynika, iż na terenie w Oborach ma powstać letnisko o charakterze kuracyjnym za kwotę 900 000 rubli. Bocznicę kolejową otwarto 12 sierpnia tego samego roku. Dokonano tego oficjalnie, a gości witali hr. Antoni Potulicki hr. Witold Skórzewski. Umożliwiło to działania zmierzające do utworzenia parku i budowy pierwszych willi. Letnisko otwarto i poświęcono 7 VI 1900 r., która to data de facto stanowi jego początek.

W międzyczasie jednak, jeszcze w 1899 r. hr. Maria Potulicka zobowiązała się notarialnie jako właścicielka majątku Obory, przez 25 lat „nie rąbać lasów sąsiadujących z folwarkiem Konstancin a położonych między granicami: majątek Skolimów, folwark Konstancin, ziemie folwarku Teresin i zabudowania cegielni. Właścicielka Obór zobowiązała się ponadto na oznaczonej przestrzeni nie budować letnich dacz i w żaden sposób nie robić parcelacji. Wedle własnych słów hr. Potulickiej zobowiązanie to podjęła przewidując korzyści jakie uzyska majątek ziemski Obory z powodu wybudowania w jego pobliżu letniej”[5]. Być może już wówczas Potuliccy mieli plany budowy letniska na granicy Konstancina, ale postanowiono je na razie wstrzymać, by letnisko tworzone przez hr. Skórzewskiego miało szansę na rozwój? Dość, że dopiero po upływie zobowiązania notarialnego Potuliccy mogli przystąpić do parcelacji działek na terenie znanym obecnie jako Królewska Góra.
Jak więc widać w powstanie letniska zaangażowany był szereg osób, pomysł wyszedł od Potulickich, a w celu realizacji planu zmieniono testament, by dokonać sprzedaży ziem, utworzono cegielnię i wybudowano bocznicę kolejową. I choć bez wątpienia hrabia Witold Skórzewski położył szczególne zasługi, wymyślając je w kształcie nieznanym dotąd na ziemiach polskich, wskazywanie, iż to on wpadł na pomysł jego utworzenia, spłyca szczególną rolę jego twórcy, dokonując jego trywializacji i pomija szereg zaangażowanych w ten proces osób – w szczególności rodzinę Potulickich. Wszystko od początku do końca było zaplanowane i zrealizowane.
Ponieważ zaś pomysł i dzieło hrabiego wymaga oddzielnego omówienia, za jakiś czas poświęcę mu odrębny artykuł.
[1] APW, Akta Notarialne – Kancelaria Tytusa Olszowskiego, sygn. 42 dok. 1364.
[2] APW, Okręgowy Urząd Ziemski w Warszawie, sygn. 3849.
[3] APW, Akta notarialne – Kancelaria Tytusa Olszowskiego, sygn. 43, dok. 222.
[4] APW, Akta Notarialne – Kancelaria Tytusa Olszowskiego, sygn. 42 dok. 1364, sygn. 43 dok. 676 i 677, sygn. 44 dok. 912.
[5] Archiwum Państwowe m.st Warszawy, Akta notarialne – Kancelaria Tytusa Olszowskiego, sygn. 46, dok. 1993.
Podobał ci się ten tekst?
Prosimy o postawienie kawy, pomoże to w pisaniu kolejnych, miło będzie czasem docenić wkładaną przez nas pracę w pisanie tekstów i prowadzenie portalu. Od 13 lat publikujemy teksty za darmo, ale utrzymanie serwera i domeny kosztują, każda nawet drobna cegiełka posłuży naszej dalszej społecznej działalności.

Redaktor naczelny portalu, z wykształcenia historyk, absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Rodzinnie związany od wielu pokoleń z Nadwiślańskim Urzeczem, badacz regionu i dziejów lokalnych, autor publikacji oraz artykułów w tym zakresie.

