Wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości w 1918 roku do zniszczonego wojną kraju przybyły liczne organizacje charytatywne i społeczne. Około 1920 roku pojawiła się Amerykańska Misja Metodystów której przewodził ks. L. G. White. Główna placówka założona została w Warszawie, a pozostałe w Wilnie, Cieszynie, Poznaniu, Lwowie i Baranowiczach. Oferowana przez Metodystów pomoc to m.in. kuchnie dla inteligencji i studentów, nauka języka angielskiego a także schroniska dla zdemobilizowanych studentów i ochronki dla dzieci. Jedną z dziecięcych ochronek Metodyści założyli w wykupionym budynku dawnego gimnazjum pani Pawlickiej ulokowanym na skarpie w Klarysewie. Obok głównego gmachu wybudowali kaplicę, a całość założenia zyskała biblijną nazwę Emaus. Był to prawdopodobnie pierwszy dom dziecka działający na terenie dzisiejszej gminy Konstancin-Jeziorna. W domu funkcjonowała szkoła, szwalnia oraz stołówka. Metodyści (jako Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy Ewangelicznych Chrześcijan) na potrzeby sierocińca kupili również willę Skaut znajdującą się w Konstancinie przy ul. Batorego 1. Metodystyczny Dom Dziecka w późniejszym okresie nosił nazwę im. Marii Konopnickiej.

Metodystyczny Dom Dziecka w Klarysewie 1922 r (zbiory A.Zyszczyka)
W 1933 roku główny budynek w Klarysewie wydzierżawiony został warszawskiemu Domowi ks. Boduena – domowi podrzutków założonemu w 1732 roku w Warszawie przez ks. Gabriela Baudouina. Dom ks. Boduena opiekował się wówczas dziećmi od niemowlęctwa do lat siedmiu. Do Klarysewa po ukończeniu trzeciego roku życia trafiały dzieci chore, kalekie, słabowite fizycznie i psychicznie. Klarysew obliczony był na 240 dzieci, rozmieszczonych i kształconych w ośmiu przedszkolach. Po odzyskaniu zdrowia starano się dzieci kierować do rodzin własnych lub zastępczych. Dom w Klarysewie wg relacji prasowej z 1938 roku wyglądał następująco: ,,Warunki, w jakich chowana jest tu dziatwa – są wprost idealne. Nie będzie przesady w powiedzeniu, że jest to mały raj dziecięcy. Wielki dwupiętrowy pawilon dominujący swoją strukturą na wzgórzu od strony Konstancina i Skolimowa oraz szereg dodatkowych budynków zapewniają zakładowi wzorowe warunku higieniczne, rozległy zaś las kilkumorgowy i ogród owocowy oraz boiska i wszelkie urządzenia rozrywkowe dają dzieciom wszystko, co zdrowiu ich tylko może sprzyjać. To też w tym światku dziecięcym panuje radosny gwar i beztroska zabawa. Nad radosną czeredą dziecięcą czuwa fachowy personel lekarski, wychowawczy i pielęgniarski”.
W 1932 roku na terenie Skolimowa swą siedzibę lokuje Dom Dziecka Rodziny Policyjnej. Stowarzyszenie ,,Rodzina Policyjna’’ powstało w 1929 roku w celu niesienia pomocy charytatywnej i wychowawczej dla osieroconych dzieci rodzin policyjnych oraz pomocy wdowom. W tym celu w latach trzydziestych XX wieku powstało kilka domów dziecka, w tym dom w Skolimowie. Skolimowski Dom działał w latach 1932 – 1934 w wynajętej willi Greczynka a następnie 1935-1937 w willi Marysieńka. Schronienie znalazło w nim ponad czterdzieścioro dzieci. W 1937 roku Dom Dziecka Rodziny Policyjnej przenosi się ze Skolimowa do wybudowanego przez siebie Zakładu Rodziny Policyjnej w Sochaczewie. Wspomnienia ze Skolimowa opisał w książce ,,Uśmiech przez łzy” Kazimierz Racławski:
,, Rozległa willa Greczynka ogrodzona drewnianym płotem, miała dwie przeciwległe furtki. Jedną maszerowaliśmy do szkoły powszechnej. Wychodziła ona na łąkę, będącą od czasu do czasu boiskiem do gry w piłkę nożną. W soboty i niedziele na łące tej pojawiał się pan w bryczesach, kroczący dumnie z pięknie osiodłanym kucem. Z usług jego korzystali chłopcy przyjeżdżający z rodzicami na sobotnio-niedzielny wypoczynek do Skolimowa. Zazdrościliśmy im bardzo, gdyż dla nas jazda kucem była tylko nieosiągalnym marzeniem. Drugą furtką chodziliśmy parami do kościoła, na wycieczki w okoliczne lasy oraz do Królewskiej Góry. W lecie, w czasie kanikuły wędrowaliśmy do Jeziornej nad rzeczkę o tej samej nazwie (…) w 1935 roku, chyba na wiosnę, przenieśliśmy się z mocno zdezelowanej willi Greczynka do Marysieńki położonej przy drodze Warszawa – Konstancin – Skolimów. Mogliśmy z tego domu obserwować w każdym tygodniu charakter społeczny tych miejscowości obdarzonych tężniami i szczególnym mikroklimatem. W okresie kanikuły występowały niezmiennie dwa cykle, pokazujące nam nieznany inny świat. W piątek od południa do wieczora jechał do Skolimowa nieprzerwany potok najprzeróżniejszych pojazdów osobowych, taksówek, zmaltretowanych autokarów samorządowych i pięknych prywatnych z przeszklonymi dachami. Na cichych i spokojnych dotąd ulicach Skolimowa panował ożywiony gwar, w którym dominował język żydowski. Z tego ogromnego ruchu największe korzyści odnosili bracia (…) Paulinkowie, dysponujący kilkoma autokarami i wielkim, świetnie zaopatrzonym sklepem kolonialnym. Oni również byli mecenasami lokalnego sportu, a jednocześnie czterech grało w miejscowej drużynie piłki nożnej. Od początku pobytu naszego w nowym domu, obserwowałem z zainteresowaniem i rosnącym zdumieniem jej właścicielkę, kobietę w wieku emerytalnym. Imponowała nam energią, witalnością i niespożytą pracowitością. Tu nie mogliśmy tak szaleć jak w Greczynce. Reagowała natychmiast, jeśli nasze zachowanie mogło zagrozić całości lub trwałości jej domu”.
Pod koniec lat trzydziestych w wynajmowanej na okres wakacji skolimowskiej willi Corso podobne do „Rodziny Policyjnej” stowarzyszenie ,,Rodzina Wojskowa’’ organizowało kolonie dla dzieci rodzin wojskowych. Początkowo miały na celu integrację i wzajemną pomoc, jednak po tragicznym wrześniu 1939 roku szybko zmieniły się potrzeby…
1939 – 1945 Okupacja
Wybuch II wojny postawił nowe wyzwania. Po zakończeniu działań wojennych pod patronatem Polskiego Czerwonego Krzyża harcerki utworzyły na terenie Skolimowa i Konstancina trzy domy dziecka w willach: Corso, Piaski i Anusia. W 1941 roku formalnie przejęła je Rada Główna Opiekuńcza, jednak przez cały okres ich istnienia, tj do 1945 roku, pieczę nad nimi sprawowały harcerki ZHP. Początkowo domy te niosły pomoc sierotom i półsierotom rodzin wojskowych.
Domem dziecka w skolimowskiej willi Corso (ul. Moniuszki 22A) kierowała Maria Wocalewska a gospodynią była Aniela Libionka. Schronienie znalazło tu około czterdziestu dzieci powyżej pięciu lat. Tak wspomina rok spędzony w Skolimowie Halina Litniewska: ,,Naszą szefową była pani [druhna] Maria Wocalewska. To była cudowna postać. To była osoba, która potem, w czasie Powstania była wzięta na czołg i [zginęła] na czołgu. W książkach o niej jest. Maria Wocalewska była starszą panią, starszą od mojej mamy, która nas, dziewczynki (myśmy były już w szóstej klasie) uczyła historii. To była trochę romantyczna historia. Ona mieszkała, można powiedzieć, na czubku tej willi, w pokoiku. Prosiła nas do siebie, myśmy siadały na ziemi, na dywanie. Opowiadała nam o tym jaka była Polska. Muszę powiedzieć, że były i ciekawe, i bardzo wzruszające te lekcje.”

W ogrodzie Harcerskiego Domu Dziecka w willi Corso ok 1943 r (zbiory Wojciecha Brańskiego)
Kolejnym domem prowadzonym przez harcerki, w którym schronienie znalazły dzieci powyżej pięciu lat, była willa Piaski (obecnie ul. Wierzejewskiego 12). Kierowała nim Maria Steckiewicz a gospodynią była siostra harcmistrzyni Józefiny Łapińskiej – Janina Wąsoska. Dom miał charakter prewentorium przeciwgruźliczego.
Trzecim tzw. ,,harcerskim domem dziecka” była willa Anusia (obecnie ul. Potulickich 28), w której przebywało około 30 najmłodszych dzieci od dwóch do pięciu lat. Kierowniczką była Wiktoria Dewitzowa. W zasoby domu Anusia wchodziła również sąsiadująca willa Ania.
Obszerną historię tych domów opisała Karolina Lublinem-Mianowska w książce ,,Harcerki 1939-1945. Relacje – pamiętniki”: ,,Personel tych domów był przeważnie złożony z harcerek jedynie pracownice fizyczne były to kobiety wysiedlone z wiosek w zachodnich dzielnicach kraju. Skład osobowy tego personelu był dość zmienny, często zdarzały się zmiany i przesunięcia. Organizacja często przysyłała nam do domów w Konstancinie te jednostki, które trzeba było ukryć i ochronić przed aresztowaniem (…). Pracę z dziećmi prowadzono metodami harcerskimi. W pierwszych latach okupacji cała nauka dzieci też była w rękach kierownictwa domu, dopiero później w 1943 i 44 roku dzieci chodziły do szkoły podstawowej w Skolimowie. Dużo czasu i wysiłku poświęcono różnym imprezom, które miały na celu urozmaicenie życia. Różne przedstawienia, jasełka, śpiewy, zajęcia w domu i ogrodzie urozmaicały monotonne dnie. Gorzej było z wycieczkami i spacerami: dzieci przeważnie nie miały odpowiedniego do chodzenia obuwia. Pamiętam, jak raz dzieci poszły popatrzeć na mecz piłkarski, rozgrywany przez miejscową młodzież. Wtem zajechała na boisko ciężarówka z żandarmami, którzy zamierzali wyłapać grających w piłkę chłopców. Ci oczywiście uciekali w różne strony, a żandarmi odpowiadali strzałami. Nasze dzieci bez tchu przybiegły do domu, dwie wychowawczynie dla pośpiechu przerzucały je do ogrodu przez parkan.”

Harcerski Dom Dziecka w willi Anusia (zbiory Andrzeja Sowińskiego)
W domach prowadzonych przez harcerki schronienie znalazły również dzieci pochodzenia żydowskiego (w ŻIH znajduje się m.in. zbiór dokumentów i zdjęć odkrytych w latach dziewięćdziesiątych podczas remontu sąsiadującej z Anusią willi Ania). Do willi Piaski trafić zaś miała grupa tzw. ,,dzieci zamojszczyzny”, wykradziona przez harcerki z jednego z transportów do Niemiec, podczas postoju wagonów na warszawskim Dworcu Wschodnim.
Dzieci z domów Corso i Piaski ewakuowano latem 1944 roku do Warszawy i Rycic. Dzieci z Anusi przeniesiono z początkiem sierpnia 1944 roku do Zalesia a następnie do Zakopanego. W budynku Anusi szybko schronienie znalazły dzieci z walczącej Warszawy.
W Klarysewie przez cały okres wojny działał Dom ks. Boduena. W pierwszych dniach września z warszawskiego Zakładu do Klarysewa przetransportowano ogromną partię dzieci (w tym przeszło 200 niemowlaków). Kierownikiem domu była dr Zofia Martenowska a wśród personelu były również siostry szarytki, m.in. siostry Czerny i Leokadia. Ponieważ budynki w Klarysewie były obszerne, co jakiś czas Niemcy czynili próby ich przejęcia. W pierwszych dniach września 1939 roku próbowali zająć go na szpital, potem na koszary. W 1942 roku Obersturmbannfurer SS Packebusch wysuwa żądanie, aby budynki oddać dla szkoły niemieckiej z internatem mającej na celu germanizację dzieci o nordyckim wyglądzie. Na szczęście wszystkie te próby kończą się fiaskiem. W klarysewskim oddziale schronienie znalazło ok. 280 dzieci. W 1943 po powstaniu w getcie napływają również dzieci żydowskie: ,,dzieci żydowskie, zwłaszcza o bardziej ‘kompromitującym’ wyglądzie, a szczególnie obrzezanych chłopców – starano się wysyłać z centrali bądź do Klarysewa, bądź później do Góry Kalwarii autami ciężarowymi, ukrywając je zazwyczaj np. pod przewożoną bielizną. Przewożący zaś zwykle na wszelki wypadek zaopatrzony bywał w wódkę i kiełbasę dla zbyt wścibskich żandarmów (…) Z rozmów przeprowadzonych z pracownikami, wychowawczyniami czy pielęgniarkami świeckimi lub zakonnymi wynika, że do dziś pamiętają towarzyszące ratowaniu dzieci żydowskich sytuacje. Była więc mała dziewczynka o utlenionej czuprynce wymownie kontrastującej z ciemnymi, niemal czarnymi oczami, która opowiadała, że ją ,,pan policjant wyniósł na plecach w worku z kartoflami”. Jakiś ciemny szatynek zapytany, jakie ma imię, wyjaśnił z dziecinną prostotą: ,,Ja nie Icek, ja… Jacek” i starannie żegnał się recytując szybko modlitwę (…). Nawet zabawy tych dzieci wiązały się z ich przeżyciami. Bywały więc i samorzutne gry w łapanki, gdy na okrzyk: ,,Niemcy idą! Żydzi chowajcie się!” – część dzieci szybko chowała się pod stoły lub łóżeczka starannie przez pozostałe zasłaniane krzesełkami. W razie jakiegoś prawdziwego najścia, co się przecież zdarzało, ostrzeżona natychmiast siostra dyżurna szybko ubierała maluchy i wyprowadzała je jakimś bocznym wyjściem na spacer gdzieś do ogrodu lub, jak w Klarysewie – do pobliskiego lasu” (,,Dom ks. Boduena 1939-1945” Adam Słomczyński). W 1944 roku budynki w Klarysewie ostatecznie rekwirują Niemcy na potrzeby lotnictwa. Pozostawiono Zakładowi rozgraniczone od głównych gmachów parkanem i budkami wartowniczymi dwa drewniane baraki w których pozostało 70 dzieci. Dyrekcja Zakładu pozyskała również budynek szkolny w pobliskim Powsinie w którym schronienie znalazło ok. 80 dzieci.
Prawdopodobnie podczas okupacji działał również dom dziecka prowadzony przez Metodystów w konstancińskiej willi Skaut.
Zbliżał się koniec tragicznej wojny, lecz wraz z nim przybywało sierot.
Lata 1945-1989
Po zakończeniu II wojny lawinowo rosła liczba sierot, półsierot a także dzieci, których rodzice zaginęli bądź czasowo nie byli w stanie sprawować nad nimi opieki. Pojawiły się także opuszczone przez właścicieli budynki, które można było zaadoptować na potrzeby domów opieki.
Do głównego budynku w Klarysewie (ul, Słomczyńska 12A) wrócił Dom ks. Boduena – w pierwszych latach powojennych mieścił się w nim oddział dla dzieci od dwóch do czterech lat. W Powsinie urządzono mały oddzialik dla dzieci przedszkolnych a w pozyskanej konstancińskiej willi Kaprys ulokowano 50 niemowląt i 20 matek. Po upaństwowieniu Domu Dziecka w Klarysewie opieką objęto również starsze dzieci. Wychowawczyniami były m.in. Aneta Grochulska i Kazimiera Trzoch. Dom dziecka zamknięto ok. 1977 roku na polecenie zmęczonego odgłosami bawiących się dzieci Edwarda Gierka, który na sąsiadującej działce wybudował nowoczesny dom.
W pierwszych latach powojennych działał również metodystyczny Dom Dziecka im. Marii Konopnickiej. Mieścił się w dwóch budynkach – w Klarysewie w budynku Warfieldowo (ul. Słoneczna 12B) oraz w konstancińskiej willi Skaut (ul. Piotra Skargi 2). Kierownikiem placóki była m.in. Stanisława Grabska, która w latach powojennych zajęła się z dużym skutkiem odnajdywaniem rodzin dzieci niemieckich, które miały ulec polonizacji. Wychowawczyniami były m.in. diakonisy Izabela Kwiatkowska i Wanda Piotrowska. Dom dziecka prowadzony przez Metodystów postrzegany był jako dom „z wyższej półki”. Dzieci miały lepsze ubrania, były bardziej zadbane. W 1961 roku gościł tu m.in. biskup Gerald Kennedy, krewny Johna F Kennedyego. W Boże Narodzenie 1946 roku dzieci przebywające w willi Skaut odwiedzili amerykańscy członkowie programu pomocowego dla Europy ,,Heifer Projekt”. Dzieci otrzymały dwie krowy (jedna nazwana ,,Nadzieją”) oraz prezenty, przekazane przez L.W. Shultza, przełożonego załogi statku SS Morgantown Victory. Metodystyczny Dom Dziecka zamknięto w 1978 roku.
Kolejnym domem dziecka który po wojnie został reaktywowany była ,,Anusia’’ (obecnie ul. Potulickich 28). W 1945 powróciły do niego dzieci z willi ,,Piaski” którą zajął Szpital Świętego Ducha. Kierownictwo domu przejęła przedwojenna instruktorka Anna Stępniewska. Wspomnienia z tego czasu barwnie opisuje Andrzej Sowiński na stronie Wirtualnego Muzeum Konstancina (Anusia – Dom Małego Dziecka w Konstancinie). Po pierwszym powojennym okresie dom zmienia charakter, kierownictwo przejmuje Celina Pająkowa. Po likwidacji zamkniętego osiedla rządowego na Królewskiej Górze przenosi dzieci wraz z nazwą domu dziecka do opuszczonej willi Julisin (ul. Żółkiewskiego 31) którą dotychczas zajmował Bierut. W domu opiekę znalazło ok. 55 dziewcząt od 7 do 18 roku życia. Kolejnymi kierownikami po Celinie Pająkowej były: Helena Żurawska, Krystyna Błońska i Wiktoria Jankowska. Był to wzorcowo prowadzony Dom Dziecka w którym działał m.in. zespół muzyczno-wokalny ,,Anusianki” dając ok. 120 koncertów. W budynku organizowano również kolonie zagraniczne dla dzieci Polonijnych. Dom rozwiązano w 1977 roku.

Dom Dziecka Anusia w willi Julisin – 1970 r (zbiory TMPiZK)
W 1947 roku w „Tabicie” prowadzonej przez siostry żeńskiego diakonatu parafii Ewangelicko-Augsburskiej Św. Trójcy powstał Zakład Opieki Wychowawczej Tabita. Prócz stałej opieki Diakonisy organizowały również na terenie Chylic kolonie. W latach sześćdziesiątych XX wieku na skutek decyzji państwowych o likwidacji bądź upaństwowieniu, zamknięto zakład w Tabicie. Siostry dramatycznie przeżywają ten fakt, część z nich postanawia adoptować najmłodsze, osierocone dzieci.
W pierwszym powojennym pięcioleciu powołano Dom Dziecka Byłego Wojska Polskiego, który ulokowano w dawnym pensjonacie przy ulicy Jasiowej 6 . Dom ten pod późniejszą nazwą Dom Dziecka Bojowników o Wolność i Demokrację istniał do ok. 1950 roku.
