Przedstawiamy Państwu pierwszą część wyciągu zawierającego informacje pozyskiwane w ramach pracy operacyjnej przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Piasecznie, dotyczące terenów obecnej gminy Konstancin-Jeziorna. Po utworzeniu w 1952 r. powiatu piaseczyńskiego struktury MBP przeszły reorganizację obejmując swym terenem działania rejon Jeziorny, Skolimowa i Konstancina, gdzie zlikwidowano działające wcześniej placówki gminne. Prezentowane zapisy pochodzą z kwerendy wykonanej w IPN i są plonem prac dra Włodzimierza Bagieńskiego i jego żony Ewy.
W pierwszej części prezentujemy informacje o środowisku objętym szczególnym nadzorem, czyli fabryce papieru w Jeziornie (Warszawskie Zakłady Papiernicze). Jako zakład strategiczny wymagał on stałego dozoru, a zagrożenia upatrywano w dawnych członkach AK i NSZ z Mirkowa, wciąż zatrudnionych w fabryce. Wyciąg obejmuje lata 1952-54, czyli lata najczarniejszej stalinowskiej nocy, gdy poszukiwano i aresztowano rozmaitych szpiegów i wrogów systemu oraz dywersantów. Na marginesie dodać należy, iż nie upilnowano. Funkcjonariusze MBP nie odkryli, iż CIA pozyskało źródło osobowe w zakładzie, jak wskazuje zachowany raport. Zdjęcia pochodzą z lat 1947-48 wykonane przez Wojskową Agencję Fotograficzną (redakcja)

1952
Akowcy w Fabryce Papieru
Źródło „Irek” podało, że członkowie byłej organizacji AK Bostonek, Witczak i Kuciela schodzą się na terenie Fabryki Papieru „Mirków” i narzekają, że teraz jest bieda, brak artykułów żywnościowych. „Jeżeli dłużej tak będzie, to trudno będzie wytrzymać, lecz musi się to w niedługim czasie zmienić”.
1953
Niepokoje w Fabryce Papieru
Źródło „Asysta” podało, że 1. pracownicy Fabryki Papieru w Mirkowie Wojcieszek i Sypion „zamiarowali” dokonać napadu na funkcjonariusza MO, przy pomocy sfabrykowanych narzędzi tj. szpadryn ręcznych. Zamierzali uzyskać broń. Narzędzia zabrał „KP”, który zarządza domem Młodego Robotnika przy fabryce; 2. Wojcieszek zerwał plakat dekoracyjny z podobizną towarzysza Stalina, a w innym portrecie tow. Stalinowi wydłubał oczy. Przesłuchano świadków. Sprawę prowadził oficer śledczy Urzędu. „Na fabryce” zanotowano przejaw wrogiej działalności tj. kradzież pasa transmisyjnego oraz szerzenie wrogiej propagandy. W związku z procesem krakowskim Kucicki mówił do robotników, „że on nie wierzy, że to robili księża, lecz to się robi, aby księży prześladować”. Wymieniony jest byłym członkiem organizacji AK, wrogo ustosunkowanym do obecnej rzeczywistości, „którego otoczono opieką ze strony agencyjnej”. Ze źródeł „Eselowiec”, „Irek” i „Leon” uzyskano wiadomości, że „na ww. obiekcie” są rozpowszechniane wrogie wypowiedzi, jakoby USA dała Koreańczykom dobrze po skórze „co niewątpliwie w niedługim czasie dostanie się i naszym komunistom”. Komentowano, że z powrotem zostaną wprowadzone kartki żywnościowe. Źródła „Paweł”, „Leon”, „Irek” i „Orzeł” doniosły na temat uchwały Rządu z 3 I 1953 r. „Wrogie elementy na obiekcie rozpowszechniają wersje, że jeżeli dłużej będzie tak drogo, a zarobki są niskie, to trudno będzie wyżyć”. W gimnazjum przemysłowym podpalono dekorację w świetlicy. „Podpalenia dokonały wrogie nam elementy, lecz na skutek natychmiastowego zauważenia pożar zlikwidowano w zarodku. W tym celu agentura otrzymała zadanie ustalenia sprawcy podpalenia”.
Wrogie wypowiedzi byłych AK-wców w Fabryce Papieru
Żródło „Antek” podało, że „na terenie obiektu” Stefan Fabisiak mówił o nadchodzącej nowej wojnie. Wiadomości te posiadł z nasłuchu audycji państw imperialistycznych. „Zakotłować” miało się już w kwietniu, „a z chwilą rozpoczęcia wojny to ZSRR wywiezie Polaków do Rosji”.
Źródło „Leszcz” przekazało wypowiedź pracownika Matysiaka. Opowiadał, że będąc na przysiędze swego syna w wojsku, nie podobała mu się treść przysięgi, że [żołnierze] mają w czasie wojny bronić bratnich krajów demokracji, a walczyć mają z faszyzmem amerykańskim. Nie jest po jego myśli bronić Stalina, który chce stworzyć w Polsce 17 republikę.

Amerykańska makulatura
Do dyrektora Fabryki Papieru w Jeziornie zgłosiło się 3 przedstawicieli Ambasady USA, którzy oświadczyli, że mają około 8 ton makulatury, którą chcieli oddać do zniszczenia. Zasłaniając się ściśle tajnym charakterem dokumentów, zgłosili niezbędność swojej obecności przy starciu tej makulatury. W odpowiedzi na tę propozycję, dyrektor oświadczył, że porozumie się z kierownikiem produkcji i da konkretną odpowiedź. Referat Ochrony porozumiał się z Wydziałem IV [w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego zajmował się ochroną gospodarki] i dotychczas nie otrzymano konkretnej odpowiedzi.
„Kazik” rozpracowuje członków Armii Krajowej
Na terenie Fabryki Papieru w Jeziornie, byli członkowie organizacji Armii Krajowej zatrudnieni „na tym obiekcie” zajmują się rozsiewaniem wrogiej propagandy. Józef Kucicki mówił, że „już tylko ostatni rok i się zmieni mając na myśli wojnę itp.”. Jan Hyliński powiedział, że „amerykanie z ZSRR się nie liczą ani też z Polską np. w ONZ odrzucają wszelkie propozycje ZSRR i że tak długo nie potrwa a musi się zmienić”.
„Gołąb” o członku AK
Doniósł, że pracownik kotłowni Wyszogrodzki, były członek AK, wypowiada się na temat spółdzielni produkcyjnych, że „wspólny kocioł, bieda itp., będą trudności”. Tak wrogo wypowiada się wśród robotników Fabryki Papieru.
Rozpowszechnianie wrogiej propagandy w Fabryce Papieru
Źródło „Gołąb” podało, że Józef Zawadzki ostrzegał pracowników kotłowni, ażeby nie rozmawiali o polityce, jak również o śmierci Tow. Stalina, gdyż Urząd Bezpieczeństwa ma swoje macki „które donoszą mu i za co zaraz można dostać się do więzienia”. Tak słyszał, jak mówili przez radio. Starszy palacz Latoszek, pod wpływem wrogiej propagandy, o śmierci tow. Stalina i tow. Gotwalda wyraził się, że „zaczynają umierać za naszą krzywdę”. Jan Młyńczyk buntuje pracowników, ażeby wstrzymali sypanie węgla do pieca „a tym samym szkodzi, gdyż musowo [trzeba] odstawić niektóre agregaty z powodu braku pary”. Do pracy przychodzi w stanie nietrzeźwym, a w miejscu zamieszkania „żyje w ścisłym kontakcie z członkami byłej organizacji AK”. Były członek tej organizacji Józef Wyszogrodzki, pracownik kotłowni, wypowiedział się na temat spółdzielni produkcyjnej: „gdyby mu ziemię chcieli zabrać przymusowo do Spółdzielni Produkcyjnej, to nigdy nie odda, bo na to ma jeszcze widły, a byle strycharz [pracownik cegielni] nie będzie mu rządził”.
Źródło „Kazik” podało, że jakość bibułki eksportowej do ZSRR nie polepszyła się. „Kontrol techniczna”, byli członkowie AK Józef Kocicki i Jan Chyliński nie dbają o jakość bibułki i wypuszczają niedbale wyprodukowaną. Rozmawiają, że „co żądać od obecnej rzeczywistości, jak są dziadami, przychwalając przy tym rząd sanacyjny”.
„Technik” doniósł, że dyrekcja wystąpiła z wnioskiem o zorganizowanie grupy do bibułki eksportowej dla ZSRR. Zamierzała podnieść jakość. Jednak żaden ze zmianowych nie chce do niej należeć m.in. Józef Olejniczak, członek PZPR, Franciszek Dominik, były członek AK. „Z tego wynika, że jako fachowcy nie chcą, aby produkcja bibułki polepszyła się, gdzie właśnie na tym odcinku plan asortymentowy łamie się”.
Źródło „Franek” doniosło, że Wiktor Janik, były członek Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, pełni funkcję „ober maszynisty”. Jego obowiązkiem jest przypilnować i dać wskazówki, jak ustawić maszyny. Wymieniony jak widzi, że produkcja na danej maszynie się psuje, to ucieka gdzie indziej, „ażeby tym samym przyczynić się do złej jakości i nie wykonać planów produkcyjnych”.
W Fabryce Papieru w Jeziornie
Środowisko AK Józef Kucicki, Stanisław Molak i Chyliński stara się sabotować produkcję eksportową do ZSRR, mimo pewnej poprawy jakości i zmniejszenia odpadu, który dochodził do 30%, a obniżony został do 14%. Źródło „Kazik” podało, że 160 kg bibułki zostało zatrzymanych przez dyrektorów technicznego i naczelnego, która nie nadawała się do przesyłki na eksport. Mimo tego kontrola techniczna w osobach Józefa Kucickiego byłego członka AK i Leona Bielawskiego postanowiła wypuścić asortyment jako dobry. „Leszcz” doniósł, że byli członkowie AK Józef Kucicki, Stanisław Molak, Feliks Wilczak i inni dość często zbierają się u Stanisława Kucickiego, „gdzie niewątpliwie prowadzą rozmowy na tematy polityczne”.

„Na terenie Fabryki Papieru w Jeziornie…”
Byli członkowie AK, odnośnie wypadków w Berlinie [mowa o powstaniu robotniczym w Berlinie w 1953 r. – red], wypowiadali się następująco: „że Niemcy celowo wywołali zamęt, aby spowodować odgłos na arenie międzynarodowej, dodając, że Niemcom nie można wierzyć ani ze wschodu ani z zachodu, przy jakiejkolwiek okazji pokażą swoją przewagę”. Źródło „Irek” podało, że były członek AK Stanisław Molak na temat zajść w Berlinie mówił: „u nas robi się coraz gorsza nędza, ale na zachodzie już Niemcy zaczynają w Berlinie, dali ruskim do wiwatu i do chwili obecnej jeszcze sytuacja nie opanowana i strajkuje jeszcze około 75% zakładów pracy. W czasie manifestacji w Berlinie Niemcy krzyczeli <Iwan wracaj do domu, nie chcemy waszej pomocy, waszej kultury, waszych planów i norm, waszego dobrobytu, ale chcemy wolności>. Przy tym Związkowi Radzieckiemu spalili dużo czołgów i nabili moc żołnierzy. W Czechosłowacji również taka sama sytuacja zaistniała, jak i w Berlinie, że krew się polała, lecz u nas się o tym nie pisze i nie mówi”. Źródło „Kazik” podało, że w rozmowie ze Stanisławem Młotkiem pracownik Gminnej Rady Narodowej w Jeziornie powiedział, że słuchał radia, przemawiał jakiś generał amerykański. Powiedział „o zaczęciu wojny w Berlinie, jakoby część strefy wschodniej została zabrana przez Niemców zachodnich”.
Byli członkowie AK w Fabryce Papieru w Jeziornie
Akowcy zatrudnieni w grupie kontroli technicznej prowadzą nadal wrogą działalność za pomocą szeptanej propagandy oraz przez wypuszczanie produkcji złej jakości na eksport. Są stale reklamacje o złej produkcji i jej zwroty. Źródło „Orzeł III” w swym doniesieniu podaje, że Stanisław Molak od dłuższego czasu – wg obserwacji źródła – nie pobiera próbek produkcji. Jako kontroler przychodzi bardzo rzadko do maszyny i sam nie pobiera próbek. Pobierają maszyniści. Jeżeli jest zła produkcja, to stara się ją skryć. „Orzeł III” w trakcie rozmowy z Molakiem, odnośnie wypadku z Berią, usłyszał, że przez 20 lat był dobrym komunistą, a teraz go posadzili. Twierdził, że nie warto ubiegać się, aby być członkiem partii. Słyszał jak nadawali Amerykanie w „Głosie Ameryki”, że „teraz to kolej na tow. Bieruta i po tych wypadkach dostał nogi gumowe”.
Źródło „Technik” podaje, że przez złe dozorowanie przez pracowników kontroli technicznej Jana Chylińskiego i Stanisława Molaka, odpad na pergaminie wzrósł do 23%, a powinien wynosić 4-6%. Wymienieni nie kontrolowali warunków technicznych, co spowodowało wzrost odpadu. Źródło „Kazik” podaje w swym doniesieniu, że byli członkowie AK, zamieszkali w Opaczy, schodzą się do Kwiatkowskiego, który ma radio. Słuchają audycji zagranicznych, po czym przychodzą na teren fabryki i rozsiewają wrogą propagandę wśród załogi fabrycznej.
Przejawy wrogiej działalności w Fabryce Papieru
Z informacji przekazanych przez źródła „Patriota” i „Wacek”, byli członkowie Armii Krajowej świadomie wypuszczają zły gatunek bibułki, która jest przesyłana do ZSRR. „Figuranci, o których mowa wyżej, przechodzą w rozpracowanie środowiskowe kryptonim <Faryzeusz>”. W tej sprawie prowadzone jest śledztwo przez oficera śledczego, a po jego zakończeniu sprawa zostanie skierowana na drogę sądową.
Bibułka i normy w Fabryce Papieru
„Wrogi element” usiłował prowadzić wrogą działalność, w celu niedopuszczenia do wykonania planu i organizowania różnych zaburzeń np. w toku produkcji bibułki. Wysyłana była do Związku Radzieckiego. Wypuszczano braki. Napływały reklamacje „czym kompromituje się nasz przemysł papierniczy”. Stwierdzono, że przy produkcji bibułki zatrudnieni są byli członkowie AK, „którzy niewątpliwie celowo dokonują sabotażu”. Centralny Zarząd Zakładów Przemysłu Papierniczego wydał zarządzenie o wprowadzeniu nowych, wyższych norm pracy. Pół roku zarządzenie leżało w biurku jednego z pracowników – Ochmańskiego, nie oglądając światła dziennego. Po tym okresie Ochmański usiłował wprowadzić w życie nowe normy, bez żadnego przygotowania załogi i porozumienia z Komitetem Fabrycznym PZPR. Wywołał zaburzenia wśród robotników, którzy grozili strajkiem. Komitet Powiatowy PZPR nie dopuścił do wprowadzenia nowych norm bez „politycznego przygotowania załogi”. „W powyższych sprawach Referat Ochrony prowadzi rozpracowanie celem ujawnienia winnych i pociągnięcia ich do odpowiedzialności karnej lub usunięcia z pracy”

1954
W Fabryce Papieru w Jeziornie
Wg danych źródła „Wróbel”, w dziale Szmaciarni powstało zaburzenie wśród kobiet „na bazie niskich zarobków”. „Do powyższych wypadków nie dopuszczono przez pracę polityczną Komitetu Fabrycznego. Podobne wypadki miały miejsce w 1951 r., gdzie zagrażało porzucenie pracy przez kobiety. Informator otrzymał zadanie ustalenia inspiratorów wśród kobiet, który niewątpliwie w obu wypadkach podburzył kobiety”. W dziale Laboratorium zatrudniona jest Barbara Niedzielska, była aktywistka Sodalicji Mariańskiej, która pobiera próby bibułki eksportowej, wykazując nieprzydatność jej na eksport. W toku produkcji bibułki, w dniu 6 III, dokonała próby z takim wynikiem, że inż. Majer polecił zatrzymać dalszą produkcję. Dopiero po ponownym poborze prób i szczegółowym zbadaniu, okazało się, że produkowany materiał jest dobry i nadaje się na eksport. „Z powyższego zachodzi podejrzenie, że wymieniona celowo może prowadzić wrogą robotę, w celu hamowania produkcji bibułki, a tym samym powodować nie wykonanie zamówień eksportowych”. W celu zapobieżenia podobnym wypadkom, planuje się dokonanie werbunku w Laboratorium oraz przy pomocy Komitetu Fabrycznego i Dyrekcji zdjęcie Niedzielskiej z zajmowanego stanowiska.
Aktywizacja wrogich elementów w Warszawskich Zakładach Papierniczych w Jeziornie
„Elementy”, szczególnie związane z byłymi Narodowymi Siłami Zbrojnymi, rozpowszechniają wrogą propagandę antypaństwową i oczekują szybkiego wybuchu wojny, zmiany ustroju w Polsce, a tym samym polepszenia warunków materialnych dla siebie. W holendrze bielarskim Nr 3 znaleziono kawał żelaza, który mógłby spowodować awarię, gdyby nie został wyjęty na czas. Niewątpliwie żelazo to zostało celowo wrzucone do holendra. Nowo zwerbowany informator „Hebel” „zapodaje”, że Józef Wilk, maszynista, były członek NSZ, dość często, pod pretekstem robienia poprawek przy maszynie, psuje produkcję. Dodaje większą lub mniejszą ilość wody. Zachodzi podejrzenie, że robi to celowo, w dobrze zamaskowany sposób.
