Stanisław Zymer – ogrodnik „Amelina”

Wspomnienie o ogrodniku willi gospodarstwa „Amelin” (część II) 

„Amelia uprawiała warzywa, pielęgnowała kwiaty, hodowała kury i kaczki.” (…) Lecz „Amelin” to również ogród, który miał licznych ogrodników. Jednym z nich był pan Koprowski, innego Edward Natanson sprowadził aż z Niemiec (…)[1].

To właśnie ten fragment artykułu Pawła Komosy był początkiem dociekań, o jakich ogrodników gospodarstwa „Amelin” chodzi. Szybko wyjaśniło się, że ogrodnikiem o niemiecko-brzmiącym nazwisku, ale niekoniecznie pochodzącym z Niemiec był Stanisław Zymer, który długo pracował w gospodarstwie Natansonów, w ogrodach willi „Amelin”. Odtworzenie losów naszego konstancińskiego ogrodnika – de facto ogrodnika z Jeziorny – było możliwe dzięki wspomnieniom zachowanym w pamięci prawnuka Tomasza i jego mamy, Jadwigi oraz odnalezionym dokumentom i metrykom.

Amelin, 1976. Zb. NID

Badania genealogiczne prowadzone na potrzeby tego artykułu wskazują, że rodzina Cymer/Cymera/ rzadziej Cymora[2], od dawna mieszkała w Ostrowie Wielkopolskim i jego okolicach. Już w latach 30-tych XVIII wieku na zachód od Ostrowa w miejscowości Krotoszyn odnotowani są Marcin i Anna Cymerowie, którym rodzą się dzieci: 1732-Marcin i 1734-Krystyna. W 1775 roku w parafii katolickiej w Ostrowie Wielkopolskim Marcin Cymer (wdowiec) bierze ślub z Marią Elżbietą Wyrawa (wdową)[3]. Nie da się ustalić, czy urodzony w 1732 roku w Krotoszynie Marcin Cymer jest tożsamy z Marcinem Cymerem wdowcem[4], który bierze ślub w nieodległym Ostrowie Wlkp, ale to samo imię i nazwisko, wiek 45 lat oraz status „wdowiec” mogą wskazywać, że to ta sama osoba. Ponadto imię Marcin powtarza się w tej rodzinie.

Dopiero dane z XIX wieku przynoszą bardziej konkretne informacje o rodzinie Cymer, której do nazwiska dopisano literkę „a” – i zapisywano je jako Cymera. W 1836 roku w parafii katolickiej Ostrów Wielkopolski ślub bierze 29-letni Mateusz Cymera z Katarzyną Grzęda, a w 1842 roku w parafii katolickiej Górzno ślub bierze 31-letni Jan Cymera z Antoniną Synoracką, natomiast w 1848 roku w parafii ewangelickiej Odolanów ślub z Marią Kubica bierze 29-letni Wojciech Cymera s. Marcina[5]. Nie wiemy, czy kawalerowie o nazwisku Cymera byli braćmi, czy raczej tylko kuzynami, ale nie ulega wątpliwości, że rodzina zarówno w XVIII, jak i XIX wieku była silnie związana z terenami Ostrowa Wielkopolskiego.

Amelin 1983. Kadr z filmu „Słona róża” Janusza Majewskiego

Jan Cymera (ok. 1811-?), który w parafii katolickiej Górzno w 1842 roku poślubił Antoninę Synoracką (ok. 1817-?) to przodkowie naszego ogrodnika Stanisława Zymera. Z bardzo skromnie zapisanej metryki wynika, że Jan Cymera wykonywał zawód owczarza, a w dniu ślubu katolickiego „wyrzekł się herezji luterańskiej”[6]. Wypas owiec przez wieki był bardzo intratną dziedziną przynoszącą stałe dochody. Owce dostarczały ludziom szerokiego zasobu surowców, z których najważniejsze to: wełna, mięso, mleko, skóry i tłuszcz. Nie trzeba nikomu udowadniać, że każdy z tych surowców miał kluczowe zastosowanie w codziennym życiu i gospodarce. W dobrach wielu pobliskich Jeziornie parafii (Cieciszew, Słomczyn, Służew, czy Powsin) zawód określany po łacinie „ovilionis”=owczarz był od wieków bardzo popularny. Często zawód ten przechodził w nazwisko[7]. Tak się jednak nie stało w przypadku rodziny Cymera, później Zymer. Do dokumentów podawano rodowe nazwisko, ale księża sporządzający metryki dokonywali zapisu ze słyszenia i własnej interpretacji, dlatego znajdujemy różne jego formy:  Cymora, Cymera, Cymer, Cymmer, Zimmer, Zymmer, Zymer.

Janowi z zapisem nazwiska Cymera/Cymora urodziło się 2-je dzieci: w 1844 roku w Górznie syn Leon, a w 1850 roku w Wielopolu par. Gostyczyna syn Józef. Obie te miejscowości leżały „za kordonem”, czyli w Księstwie Poznańskim. Pomimo, że niewiele wiemy o młodych latach Leona Cymery (1844-1913) to niewątpliwie wychowywał się on u boku ojca Jana, bo dzięki doświadczeniu, które zdobył również wykonywał zawód owczarza[8].W latach 60-tych XIX wieku ożenił się, ale brak na ten temat dokumentów. Zachowała się jedynie informacja w metryce ślubu z drugą żoną, że jest wdowcem. Z Krystyną Rejm (ok. 1857-1903) urodzoną w Zdziersku k. Łabiszyna, a zamieszkałą z rodzicami w Drwalewie k. Grójca, wziął ślub w 1877 roku. Osiadł początkowo we wsi Olszamy w parafii Jasieniec, ale już w 1880 roku mieszkał w pobliskim Częstoniewie (również par. Jasieniec). Z małżeństwa z Krystyną urodziło się Leonowi 8-ro dzieci, z czego 2-je zmarło w młodym wieku. W 1903 roku zmarła żona Krystyna pozostawiając: dorosłego i żonatego syna Adama, nastoletnie 3 córki: Ewę, Władysławę i Michalinę oraz 7-letniego Stanisława i 3-letniego Jana. W tym samym roku Leon Zymer ożenił się z wdową po Józefie Włodarczyku Marianną z d. Gandurską (ok. 1863-?)[9]. Decyzja o szybkim ożenku była podyktowana, w wiekach przeszłych, często względami praktycznymi. Do wychowania zostało Leonowi 5-ro dzieci, które nie umiały zapewnić sobie jeszcze bytu, a sam ze względu na wykonywany zawód od wiosny do jesieni był daleko poza domem. Leon Cymera (zapisywany w metrykach również Zymer) przebył 270 kilometrów z Ostrowa Wielkopolskiego do parafii Jasieniec koło Grójca, gdzie mieszkał i pracował blisko 40 lat.

Ważną postacią w historii rodziny jest najstarszy syn Leona i Krystyny, Adam Cymer (1880-1957). Ożenił się on w 1902 roku i nie pracował razem z ojcem, jako owczarz. Już w 1903 roku podjął pracę w formie dniówki w Falencinie, z którego pochodziła jego żona Katarzyna Woźniak (ok. 1884-?). Za 2 lata, w 1905 roku pracował już w Jeziornie Fabrycznej jako robotnik. Najprawdopodobniej to w tym roku trafił do gospodarstwa przy willi „Amelin” Natansonów, którzy jako właściciele fabryki papieru mieszkali właśnie w Jeziornie Fabrycznej[10]. Tam zapewne nabył specjalistycznej wiedzy ogrodniczej i w kolejnych latach (1907-1920) pracował w majątkach: Grobice, Bielawa, Dłużew, Szczaki, Łoś i Żyrów wszędzie bez trudu znajdując pracę jako ogrodnik[11]. Ze wspomnień rodziny wynika, że Adam Cymer (częściej nazwisko to przy Adamie figuruje właśnie w tej formie) umiał czytać i pisać i to on edukował młodszego o 16 lat Stanisława.

Lato 1984r. Stanisław Zymer na swoim podwórku. Zb. T. Zymera.

Stanisław Zymer (1896-1988) po śmierci matki Krystyny w 1903 roku pozostawał jeszcze przez kilka lat w Częstoniewie, ale ok. 1908-1909 roku brat Adam zabrał go ze sobą. Adam w tym czasie zatrudniony był w Bielawie w parafii Powsin, już jako ogrodnik, a więc prawdopodobnie pracował przy ogrodach majątku Rossmannów, do których Bielawa należała. Stanisław przy boku brata Adama dorastał i to zapewne tu w Jeziornie kontynuował (w wieku 13-tu, a może 14-tu lat) pracę ogrodnika w gospodarstwie „Amelin” Natansonów. Jego naukę tak wspominają członkowie rodziny:

Pradziadek nigdy nie chodził do szkoły. W Jeziornie przyglądał się lekcjom szkolnym przez okno. Po przenosinach do Jeziorny starszy brat nauczył go czytać (na książce do nabożeństwa). Czytał dużo, chętnie i na głos, prasę codzienną, ale także książki ogrodnicze (znał nawet łacińskie nazwy wielu gatunków).

Ze wspomnień prawnuka Tomasza jasno wynika, że Stanisław Zymer od młodych lat musiał zadbać o siebie sam, ponadto był pracowity i ambitny:

Wszystkiego nauczył się od brata i sam, pracując od dziecka w ogrodzie pod kierownictwem doświadczonych osób. (…) Jako ok. 20-latek został szefem drużyny ogrodniczej Natansonów.

Około 1918 roku dostał imienny dyplom za swoje róże wysłane na wystawę w Wiedniu. Dyplom ten wisiał na ścianie w jego (nadal istniejącej) chałupie i pamiętam go znakomicie. Niestety skradziono go na początku lat 90. po śmierci pradziadka, dla cennej ramy.

Rodzina Stanisława Zymera pamięta, że dyplom „za róże” pisany był w języku polskim (a więc zapewne po uzyskaniu niepodległości przez Polskę) i przez długie lata wisiał oprawiony w ozdobną ramę, jako jedyny oprócz portretu ślubnego. Niewątpliwie dla Stanisława był cenną pamiątką.

Lato 1984 r. Stanisław Zymer z żoną wnuka, Jadwigą przed swoim domem. Zb. T. Zymer

Stanisław w 1916 roku ożenił się z wdową po Franciszku Zawadzkim, Heleną z d. Rzeczkowską (1887-1971), w młodości pracownicą papierni w Jeziornie. Świadkiem na ich ślubie był naczelny ogrodnik Parku Natolińskiego, Maksymilian Zbranicki[12], co oznacza, że młody adept sztuki ogrodniczej utrzymywał w tym czasie ścisłe kontakty z innymi specjalistami z okolicy, przyjaźnił się z nimi. Stanisław z żoną wychowywali trzech synów, dwóch z poprzedniego małżeństwa Heleny i własnego syna Jana (1916-1983)[13]. Z informacji o Stanisławie Zymerze wynika, że jako 20-latek był dojrzałym życiowo, pracowitym, odpowiedzialnym, młodym mężczyzną.

Dla zobrazowania pracy Stanisława Zymera warto przytoczyć kilka zaleceń uprawy róż zamieszczonych w:

1) tygodniku „Ogrodnik Polski” z 1893 roku: Róże rozmnażamy przez szczepienie i oczkowanie. Z pierwszego mamy zazwyczaj wysokopienne, z drugiego krzaczaste. Jako podkładkę do szczepienia używamy róży dzikiej, kopanej w lesie lub wyhodowanej z nasienia[14].

2) tygodniku „Ogrodnik” z 1912 roku: Róże zużywają bardzo wiele azotu (25% więcej od drzew owocowych), wskutek tego na 2 f. Superfosfatu przypada 6 f. Saletry. Na każdy krzak lub drzewko należy przeznaczyć po 4 łuty superfaosfatu i soli potasowych 40% i to rozsypać wczesną wiosną, saletrę zaś, w ilości ogólnej 6 łutów, dać w 3 dawkach w ciągu pierwszej połowy lata[15].

3) miesięczniku „Ziemianka Polska” z września 1937 roku: Pierwszym warunkiem dobrego przezimowania róż jest odpowiednie zdrzewnienie pędów. (…) Usuwamy wszystkie młode pędy i nieopadłe liście, (…). Koronę okrywamy gałązkami świerkowymi lub jałowcem. Wykopujemy niewielki dołek pod koronę, układamy ją, zasypujemy ziemią, a gdy nadejdą większe mrozy przykrywamy liśćmi. (…) Wiosną, gdy obawa większych mrozów minie, przystępujemy do odkrywania róż stopniowo. (…) W drugiej połowie kwietnia podnosimy róże, przywiązujemy i zasilamy. Gdy wybije większość oczek, przystępujemy do przycięcia korony. (…) Ażeby zapewnić dostęp światła i powietrza do środka krzewu, usuwamy wszystkie pędy skierowane w głąb krzewu, lub krzyżujące się z innymi. Tniemy nad oczkiem wybranym, w takiej tylko odległości, by oczka nie uszkodzić. (…) Jest kilka odmian herbatnich i mieszańców herb., których w pierwszym roku po posadzeniu nie należy silnie ciąć, jak n.p. M-me Abel Chatenay, Lady Hillingdon i la France[16].

Lato 1984r. Stanisław Zymer przy inspektach. Zb. T. Zymer

I tak dalej, o nawożeniu róż saletrą chilijską, sadzą z węgla kamiennego, nawozami naturalnymi pochodzącymi od kur, gołębi, królików, o szczepieniu, oczkowaniu, dziczkach i zrazach, o pozyskiwaniu nasion.

W tych przepisach na hodowlę róż (m. in. La France) są wymienione dwa elementy, o których doskonale wiedział Stanisław Zymer, a które pozwoliły mu na osiągnięcie znakomitego efektu. Pierwszym, który był nieograniczenie dostępny, to nawożenie. W gospodarstwie Natansonów były dziesiątki, a może setki kur, które dostarczały nawozu organicznego. Drugi składnik znajdował się samoistnie w okolicach Konstancina, Jeziorny, Skolimowa, Chylic – przebogata flora i fauna (pszczoły, motyle i inne owady), które bytowały przy Jeziorce, na okolicznych łąkach i terenach podmokłych, w obecności konstancińskich sosnowych lasów. Dzięki owadom możliwe było pozyskiwanie nasion na dalszą uprawę róż.

Na pytanie postawione w artykule Róże nie tylko w Konstancinie : Co takiego szczególnego było w tym, że róże w Konstancinie, Jeziornie, Skolimowie udawały się?, można odpowiedzieć jednoznacznie: okoliczna flora i fauna, odpowiednie zasilanie oraz wiedza i praca ludzka – w gospodarstwie „Amelin” wiedza i praca Stanisława Zymera.

Stanisław Zymer pracował w gospodarstwie „Amelin” do mniej więcej połowy lat 30-tych XX wieku. Równolegle dzierżawił kawałek ziemi w okolicach miejscowości Sobienie-Jeziory i tam uprawiał warzywa. Przewoził je, między innymi, krypą przez Wisłę na targ do Skolimowa i tu sprzedawał.

Lato 1984 r. Stanisław Zymer z żoną wnuka, Jadwigą w ogrodzie

Słowa o pradziadku napisane przez prawnuka Tomasza przekrojowo odzwierciedlają trudne lata w jakich przyszło żyć Stanisławowi:

Ogrodnikiem pozostawał do ostatniego roku przed śmiercią, a zatem przez około 80 lat. W połowie lat 30. kupił hektar ziemi (…) naprzeciwko osiedla Porąbka (przyległy do ziemi swojego brata) i tu prowadził gospodarstwo ogrodnicze ze zmiennym szczęściem prawie do końca lat 80. XX wieku. W latach 50. i 60. gospodarstwo Zymerów w Bielawie dostarczało warzywa do kuchni lokalnych szkół, m.in. szkoły przyfabrycznej. Pradziadek trzymał też inspekty dla potrzeby rodziny (m.in. melony, które w tamtych czasach były rarytasem). W późniejszych latach (po śmierci żony) z kwiatów uprawiał m.in. aksamitki i chryzantemy (na jej grób). Zmarł w mieszkaniu moich rodziców, gdzie mieszkał z nami przez ostatni rok życia. Pochowany w Powsinie, opiekuję się jego grobem.

Rodzina mojego pradziadka należała do najuboższej warstwy służby, która przez wieki wędrowała za pracą, nie posiadała niczego poza pierzyną i może niedzielnym ubraniem – i nie zostawiła po sobie dokumentów pisanych. Co nieco jednak wiem, bo znałem dziadka i pradziadka i bezpośrednio przyglądałem się ich pracy. Historia rodziny (…) dotyczy ludzi, którzy stanowili może 75% polskiego społeczeństwa (chłopi i wędrowni robotnicy rolni), tworzyli niemal cały dochód narodowy – a zostało po nich kilka zapomnianych narzędzi na strychu.

Jednak nie. Nie pozwolimy, żeby zapomniano o ogrodniku z Jeziorny – Stanisławie Zymerze.

Pradziadek był człowiekiem wierzącym, (…) Modlił się na głos, przeważnie do Matki Boskiej, którą uważał za najbliższą człowiekowi. W ostatnich miesiącach życia prosił ją usilnie, żeby go „jeszcze nie brała”. Miał wtedy już ponad 92 lata. Był człowiekiem pogodnym, dużo się śmiał. Czyta