Willa „Amelin”. Zbiory WMK.
Wstęp do wspomnień o Stanisławie Zymerze – ogrodniku willi gospodarstwa „Amelin” (część I)
Artykuł dotyczący losów ogrodnika jeziorańskiej posiadłości „Amelin” – Stanisława Zymera, podzielony będzie na II części. Związane jest to z obszernością materiału, jaki udało się zgromadzić na temat samej uprawy róż w Konstancinie i okolicach oraz, jak i licznymi wspomnieniami o pradziadku Stanisławie zebranymi przez prawnuka p. Stanisława.
Niewykluczone, że modę na róże w Konstancinie wprowadziła Amelia Natanson, żona właściciela Papierni, Edwarda Natansona. Już w 1903 roku prasa pisała, że podczas „corsa kwiatowego” zorganizowanego w Konstancinie-Jeziornie Amelia Natanson przyjechała powozem zwanym koczem (popularnie: koszem) udekorowanym różami La France. Amelia Natanson, wykazująca się pozytywistyczną pracą u podstaw (hodowała drób i uprawiała warzywa), w swoim gospodarstwie pielęgnowała również róże holenderskie, m. in. powstałą na ich bazie odmianę La France.

Warto przyjrzeć się samemu wydarzeniu, które nazwano „corso kwiatowe”. Była to zabawa połączona ze zbiórką dobroczynną na rzecz ubogich. Zapoczątkowana została w Warszawie w 1893 roku. Początkowo odbywała się na Polach Mokotowskich, następnie na Dynasach (wyścigach konnych), a później na Agrykoli w Łazienkach. Wydarzenie to swój rodowód miało w krajach południowej Europy. Wymienia się takie miasta jak Nicea, ale też Wiedeń, w których odbywało się „corso”. Twórca róży La France mieszkał w Lyonie na południu Francji.
Corso było paradą udekorowanych kwiatami powozów, które publiczność mogła podziwiać z trybun. Dla właścicieli najpiękniej ozdobionych powozów przewidziano symboliczne nagrody. Całość kończyła „bitwa kwiatów”, czyli wzajemne obrzucanie się kwiatami. Opłaty pobierano za wstęp na trybuny a także za udział powozu w paradzie. Na ten ostatni mogli sobie pozwolić tylko ludzie zamożni, czasem instytucje lub przedsiębiorstwa – własny powóz i konie były rzeczą kosztowną.[2]
Interesujący jest też opis dobroczynnego „corso kwiatowego” w 1903 roku w Konstancinie, ponieważ świadczy o umiejętnościach organizatorskich władz Konstancina, a także ochoczym udziale w wydarzeniu zarówno elity konstancińskiej, jak i okolicznej ludności, co miało pokazać pracowitość, zaradność, ale świadczyło też o wysokich aspiracjach ludzi tu zamieszkałych. Niewątpliwie chcieli dorównać „corso” organizowanym na Polach Mokotowskich, czy na Dynasach.
(…) p. Stanisław Nowodworski, dyrektor Konstancina, przygotował i przyozdobił teren dla „corsa”, jak gdyby w Nizzy jakiej [prawdop. chodzi o Niceę leżącą nad rzeką Nizzy], a nie na wsi naszej ukazać się ono miało.(…) Niebawem wjeżdża wóz dworski, pełen słomy, a na niej wieśniacy i wieśniaczki z Jeziorny w strojach wilanowskich. Pobrzękują kosami i pociskami z kwiatów dają hasło do walki kwiatowej… (…) niebrzydka [była] bryczka błękitna p. Natalii Berke ze Skolimowa z trojgiem „milusińskich”, jako najmilszą ozdobą. Sąsiedni dwór w Jeziornie wystąpił z dwoma pojazdami. P. Edwardowa Natansonowa powoziła koszem [chodzi o powóz typu kocz], zarzuconym cudnemi różami „La France” z girlandami liści naokół; p. Edward Natanson powoził amerykanem, przystrojonym w żółte kaczeńce. (…) Ożywiona walka kwiatowa, rozpoczęta po rozdaniu uczestnikom corsa chorągiewek na jego terenie, przeniosła się potem do parku przed Kasynem, gdzie bawiono się ochoczo. (…) Po północy ostatni pociąg przywiózł rozbawionych uczestników zabawy do miasta.[3]
Czy po tak niesamowitym wydarzeniu w początkach istnienia Konstancina chciano w ogrodach uprawiać najpiękniejsze z kwiatów: róże? Oto odpowiedź: Rok 1906. Willa zwana później „Marychna” powstała w 1906 roku. Nosiła wtedy nazwę „Różana”. Od początku projektowana była pod wszechobecne róże. Zatrudniony był tu ogrodnik Jan Siekierzyński, do obowiązków którego należało dobre utrzymanie ogrodu, w tym dbanie o dekoracyjny szpaler róż. Ogród „Marychny” z licznymi nasadzeniami róż sztamowych (miniaturowych drzewek z koroną kwiatów na wysokim pniu) oraz różami pnącymi się po trejażach (drabinkach na ścianie domu) narysował właściciel willi w latach 1912-1929, arystokrata Józef Łubieński.[4]

Początek lat 20-tych. Monika Żeromska wspomina ogrodniczą pasję swego ojca Stefana Żeromskiego, którą dzielił z mieszkającym niedaleko poetą „Miriamem” Zenonem Przesmyckim. Opowiada, jak ojciec urządzał ogród w Konstancinie: Pośrodku klombu był krzak piennej czerwonej róży z maleńkimi kwiatami w takiej masie, że ciężkie gałęzie zwisały do ziemi i tworzyły ogromną kopułę. Mama ponad wszystko uwielbiała róże, więc posadziliśmy je, pnące różowe, rozpięte na zielonych drewnianych kratach przy murach.[5]
Lata 1926-1927. Róże obecne były w willi „Maryla”, którą opiekował się ogrodnik Paweł „Lewanda” Lewandowski. Jego pracę z tego okresu wspominała pisarka Katarzyna Witwicka: Na środkowym klombie (…) rosły tam, na stałe, irysy i róże. Jedyne róże w ogrodzie „Maryli” i o nie właśnie Lewanda troszczył się najpieczołowiciej. A gdy zaczynały kwitnąć – liczył pąki i każdego z nich pilnował (…). Róże odsłaniał Lewanda na końcu, gdy można już było wierzyć, że przymrozków więcej nie będzie, a w ogrodzie z dnia na dzień, nieomal z godziny na godzinę, robiło się coraz zieleniej. Poprzyginane do ziemi łodygi róż prostowały się jakby z ulgą.[6]
Rok 1933. Pismo ogrodnicze „Ogródki kwiatowe” w 1933 roku opisywało ogrody wybranych konstancińskich willi. Róże znajdowały się w ogrodzie 1) willi „Dziunio”: Dwie małe różanki stykają się z kortem. Wejście frontowe zdobią gęsto posadzone róże pienne (sztamowe), 2) willi „Miła”: Kwietniki ubrane są różami piennymi i rabatowymi, oraz 3) w bliźniaczej willi przy ulicy Gąsiorowskiego 8: Skupiny wewnętrzne zawierają dużo krzewów z barwnymi liśćmi, parter otacza linia głogów szkarłatnych, połączonych festonami róż piennych, o kwiatach białych odmianie „Alberic Barbier”.[7]
Rok 1938. Kwiaty, a w nich zapewne róże z „Amelina” (…) były sławne przez lata, jeszcze w 1938 roku Edward Natanson posiadał zarejestrowaną w gminie Jeziorna działalność rzemieślniczą w postaci ogrodu kwiatowego, który zaopatrywał pobliskie letniska. Fakt ten przytacza Paweł Komosa na podstawie ewidencji działalności na terenie gminy Konstancin.[8]
Rok 1943. Niewątpliwie do rozpropagowania róż w ogrodach okolicznych willi przyczyniła się znana w całej Warszawie firma ogrodnicza Ulrich, której przedstawiciele – rodzina Machlejd – mieszkali w willi „Julia”. Krystyna Machlejd z rozrzewnieniem wspominała, jak ogrodnik Jan Nazwikowski pomylił sól potasową pod róże z workami cukru do spożycia:
Nasz kochany Jan (…) mając pod swoją pieczą w lecie 1943 r. dwie torby dziesięciokilowe, przysłane z Warszawy: jedna – to 10 kg soli potasowej pod róże, a druga to 10 kg cukru kryształu, pomylił się i napoczął właśnie tę niewłaściwą z cukrem – i z całym spokojem i przejęciem słodził brudną ziemię tak długo, aż zostało w torbie na dnie … 1 kg.[9]
Po 1945 roku. Wspomina Monika Żeromska: Jesienią pierwszy raz po wojnie sadziliśmy […] w Konstancinie róże. Długi pas czerwonych, niskich polianta przed werandą i całe pólko najrozmaitszych wielokwiatowych krzewów, z których najlepsze pewnie będą Super Queen Elisabeth, różowa i zupełnie bez kolców, a przede wszystkim znana mi królowa róż – Madame Meilland, ogromna, pachnąca, bladoróżowa, właściwie złotawo różowa z brzeżkiem płatków obwiedzionych smużką jasnego różu weneckiego (…) W sadzeniu róż i w rojeniu się pszczół jest coś wspólnego, nie wiem dobrze co, ale czuję to wyraźnie. Obie te czynności są tajemnicze i radosne, dają biorącemu w nich udział uczucie podniecającego oczekiwania, spełniania jakby obrzędu, dzień spędzony przy tych pracach jest inny od innych, poważny, jasny, świąteczny.[10]
Tak Monika Żeromska opisywała emocje związane z uprawą róż sadzonych w ogrodzie willi „Świt”. Ogrodnik u Żeromskich, Józef Kępka wtedy już tam nie pracował, ale panie Żeromskie (Anna i Monika) korzystały zapewne z jego wieloletniej, przekazanej im wiedzy.
Rok 1952. Jedną z bardziej znanych osób zaangażowanych w hybrydyzację róż w Polsce był naukowiec Jan Milewski (wywodzący się z okolic Lwowa). W 1952 roku, kiedy był jeszcze dyrektorem technicznym Centrali Leśnych Użytków Produkcji Niedrzewnych „Las”, powołał zespół do inwentaryzacji dziko rosnących róż owocowych w Polsce, którego zadaniem było wyszukiwanie i dokładna rejestracja stanowisk róż. W ten sposób zinwentaryzowano 1588 krzewów róż. Aby zająć się na poważnie selekcją róż owocowych (…) musiał użyć sztuczki. W tamtym czasie przy centrali istniało tzw. kółko Miczurinowskie. Powołując się na jego potrzeby zdobył kawałek gruntu w Skolimowie pod Warszawą i założył rosarium. Sprowadzał tam najciekawsze odmiany róż i tworzył krzyżówki różnych gatunków. Z tego aż 46 z nich było udanych.[11] W ten sposób opisywał jego dokonania w zakresie pozyskiwania róż bogatych w witaminę C jeden z nadleśniczych Nadleśnictwa Myszyniec.
Rezultaty swoich najbardziej efektywnych badań nad różami Jan Milewski nazwał: „Konstancin”, „Chylice” i „Skolimów”.
Poniższy zapis zawiera fragment pracy naukowej z 1974 roku, w której wykazano, jak cenną odmianą jest róża „Konstancin”:
Jedną z najbardziej wartościowych odmian jest dojrzewająca już od połowy lipca polska odmiana róży mieszańcowej ‘Konstancin’. Odmiana ‘Konstancin’ uzyskana została w wyniku hybrydyzacji dwóch gatunków: wysokoplennej, wielkoowocowej, wywodzącej się z Dalekiego Wschodu róży pomarszczonej Rosa rugosa z wywodzącą się z Azji, mało plenną, o małych owocach, lecz 6-krotnie zasobniejszą w witaminę C, różą Rosa beggeriana. Jej wysoka wartość witaminowa, około 3000 – 3500 mg witaminy C w 100 g świeżej masy, przy zachowaniu dobrej plenności pożądana jest przez przemysł. Z jednego hektara uprawy róży odmiany ‘Konstancin’ można uzyskać od 43 do 78 kg witaminy C.[12]

Koniec lat 60-tych-początek lat 70-tych. Autorka powyższego artykułu przypomina sobie wizyty rodzinne u wujostwa Biernackich w ogródku przy ulicy Południowej w Jeziornie, w którym kwitły dziesiątki róż. Wujek bardzo dbał o nie; można było chodzić między nimi tylko po wytyczonych ścieżkach, nie wolno było kwiatów zrywać, nawet dotykać. Latały tam roje pszczół i motyli. Odmiany tych róż były tak różnorodne, a same kwiaty tak kolorowe, że zapierało dech w piersiach. Widok i zapach był przecudny … pamiętam, a upłynęło już 50 lat.
1990 rok. Telegram z gratulacjami dla nowo wybranego Prezydenta Miasta Warszawy Stanisława Wyganowskiego przesyła Burmistrz Konstancina-Jeziorny – Józef Hlebowicz. Panowie znali się, bowiem Stanisław Wyganowski był kuzynem Edwarda Natansona, właściciela fabryki papieru i wraz z żoną Amelią, gospodarza willi „Amelin”. [14] Józef Hlebowicz wybiera druk telegraficzny z wizerunkiem … róży. Róży bardzo przypominającej La France. Czy to przypadek?
![]() |
![]() |
| Róża z telegramu J. Hlebowicza do S. Wyganowskiego | Róża La France: https://www.roses-andre-eve.com/en/large-flowered-bush-roses-collection/2073-la-france.html |
Konstancin to róże!
Uprawa, a właściwie plantacja pierwszych róż herbatnich hybrydowych La France, róże Polyantha, Super Queen Elisabeth, Madame Meilland, Alberic Barbier, róże sztamowe, róże na trejażach, róże bogate w witaminę C: Konstancin, Chylice i Skolimów, Rosa rugosa, Rosa beggeriana, różnokolorowe róże rabatowe – to okruchy pamięci, ale wszystkie te kwiaty mogliśmy kiedyś podziwiać w Konstancinie.
Ogrody Konstancina, powstające na działkach wytyczonych przez założycieli letniska w naturalnym lesie sosnowym, były w znacznej części ocienione. Ograniczony był dopływ słońca, poza fragmentami przy samych willach, usytuowanych zgodnie z koncepcją letniska pośrodku działki. W ogrodach „Amelina” przy papierni w Jeziornie było nieco inaczej – większe świetliste przestrzenie nadawały się znakomicie na ogród różany.
Co takiego szczególnego było w tym, że róże w Konstancinie, Jeziornie, Skolimowie udawały się? Co wiadomo o hodowcach róż z „Amelina”?
Wiele informacji na ten temat przynoszą wspomnienia o pracującym w gospodarstwie „Amelin„ ogrodniku Stanisławie Zymerze, który za swoje róże otrzymał dyplom na wystawie wiedeńskiej. Jego postać będzie tematem drugiej części artykułu.
[1] Kurier Warszawski, nr 176, wydanie niedzielne, 15 (28) czerwca 1903 roku
[2] Róża La France powstała w 1867 roku. Jej twórcą był Jean-Baptiste André Guillot (1827-1893), szkółkarz, który poprzez krzyżówkę uzyskał pierwszą hybrydę herbatnią o różowych kwiatach, długim pąku i o silnym zapachu; za https://forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/37-roze/90926-la-france
[3] Maria Czapska, Europa w rodzinie, Kraków 2014; za https://czasemancypantek.pl/w-spoleczenstwie/dobroczynnosc/corso-kwiatowe
[4] Danuta Bekalarek, Jan Siekierzyński – ogrodnik willi „Marychna”, 20.05.2024, https://okolicekonstancina.pl/2024/05/20/jan-siekierzynski-ogrodnik-willi-marychna/
[5] Znad Jeziorki nr 7, Miniatury historyczne, Adam Zyszczyk Dawne ogrody Konstancina-Jeziorny, Skolimów 2019, str. 12
[6] Danuta Bekalarek, Paweł Lewandowski – ogrodnik willi „Maryla”, 3.03.2023
https://okolicekonstancina.pl/2023/03/03/pawel-lewandowski-ogrodnik-w-willi-maryla/
[7] Znad Jeziorki nr 7, ibidem, str. 6-8
[8] Paweł Komosa, Mikrohistorie. Opowieści o ludziach i miejscach (2). W Amelinie, 8.07.2020,
https://okolicekonstancina.pl/2020/07/08/mikrohistorie-opowiesci-o-ludziach-i-miejscach-2/
[9] Danuta Bekalarek, Jan Nazwikowski – ogrodnik willi „Julia”, 2.10.2023
https://okolicekonstancina.pl/2023/10/02/jan-nazwikowski-ogrodnik-w-willi-julia/
[10] Monika Żeromska, Wspomnień ciąg dalszy, Warszawa 1996, s. 292. Autorka opisuje sytuację po II Wojnie Światowej; miała wtedy 33 lata.
[11] Głos Lasu, Jan Milewski – leśnik konsekwentny, październik 2010; Zajączkowski K.: Jan Milewski – naukowiec. Konferencja naukowo-techniczna pt.: „Jan Milewski – człowiek prawy i wyjątkowej pracowitości”, Myszyniec, 7.09.2010
[12] Andrzej Cendrowski, Stanisław Kalisz, Marta Mitek, Właściwości i zastosowanie owoców róży w przetwórstwie spożywczym, Katedra Technologii Żywności, Wydz. Nauk o Żywności, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, ŻYWNOŚĆ. Nauka. Technologia. Jakość, 2012, 4 (83), str. 24 – 31
[14] Archiwista, Dokumenty. Telegram gratulacyjny, 16.09.2025; https://okolicekonstancina.pl/2025/09/16/dokumenty-telegram-gratulacyjny/

Regionalistka, po Wyższej Szkole Zarządzania. Zainteresowanie Urzeczem odziedziczyła po rodzicach pochodzących z Powsinka i Chabdzinka. W 2027 r. minie 300 lat od osiedlenia się jej pierwszego udokumentowanego przodka na Służewie. Zafascynowana genealogią i najstarszymi dziejami regionu.



Dziękuję bardzo za ten artykuł, ciekawe czy można gdzieś jeszcze zdobyć sadzonki róż „Konstancin”?
Może w Skierniewicach? Instytut powinien posiadać sadzonki.