Koniec letnisk nad Jeziorką

1972 r, życie codzienne, na tyłach willi „Maryla”. Zb. P. Brzezińskiej.

Powyższy tytuł niniejszego artykułu doskonale odda jego charakter i treść, stanowiąc opisanie zjawiska, jakie dotąd umykało w literaturze i wspomnieniach oraz historii Konstancina i Skolimowa, a mianowicie procesu, który sprawił, iż letniska nad Jeziorką przestały istnieć. Historia wbrew powszechnemu wyobrażeniu nie jest nauką o stałych i niezmiennych wydarzeniach historycznych, lecz nauką o zmianie, przemianie politycznej i społecznej. Taka właśnie zaszła ponad 70 lat temu, zmieniając trwale krajobraz tutejszych stron. A sięgając w przeszłość dostrzeżemy jak wiele rzeczy, z którymi paradoksalnie mierzymy się teraz, w podobnej formie wydarzyło się w przeszłości.

Do opisania tego zagadnienia przymierzałem się od dłuższego czasu. Ostatecznie powstanie niniejszego tekstu przyśpieszyła obecna sytuacja na terenie Konstancina-Jeziorny, którego mieszkańcy podnoszą liczne protesty społeczne, związane z planowanym wybudowaniem wielkiego osiedla na terenie dawnych zakładów papierniczych oraz działaniami powiązanymi, które skutkować mogą utratą charakteru uzdrowiska. W tle ważkich argumentów związanych z wynikającym z powyższego znaczącego powiększenia liczby mieszkańców gminy, braku rozbudowy infrastruktury i fundamentalnej zmiany pojawiają się głosy, iż oznaczać to będzie kres unikalnego charakteru Konstancina i Skolimowa, a takie zwiększenie liczby ludności całkowicie zachwieje i zmieni lokalne stosunki społeczne. Jednakże nikt chyba nie jest świadom, że wszystko to spotkało już te okolice niegdyś.

Warto zauważyć, iż napływ znacznej ilości ludności nie związanej z tymi stronami miał miejsce w przeszłości kilkakrotnie – w związku z rozbudową tutejszej papierni w latach 30. XIX wieku, następnie na przełomie lat 80/90 XIX wieku, co wiązało się z budową osiedla w Mirkowie, gdy gdy sprowadzono tu „ciepoków” z Mirkowa. Powyższe znacząco odmieniło strukturę społeczną rolniczego dotąd rejonu, a nowa ludność przyniosła swą kulturę i zwyczaje. Na przełomie XIX i XX wieku powstały letniska nad Jeziorką, co doprowadziło do całkowitej zmiany tutejszych stosunków, a skutkiem ubocznym prócz rozwoju letnisk willowych i przybycia letników, był także wykładniczy wzrost społeczności żydowskiej w Jeziornie. Gdybyśmy jednak popatrzyli na to z boku, to analogia z obecnymi czasami jest wręcz bezpośrednia, bowiem parcelacja lasów w Konstancinie i Skolimowie wraz z Chylicami, a następnie budowa willi i pojawienie się tam nowych mieszkańców i gości była niczym innym niż planowana obecnie deweloperka i sprzedaż mieszkań, czyli biznesowym przedsięwzięciem.

1947, kolejka na moście w Konstancinie, fot. M. Chrząszczowa, zb. Fundacji Archeologii Fotografii.
1947, kolejka na moście w Konstancinie, fot. M. Chrząszczowa, zb. Fundacji Archeologii Fotografii.

Letniska nad Jeziorką zadomowiły się i stały codziennością, początkowo swą odrębność zaznaczając jako osady letniskowe w ówczesnych gminach, od 1924 roku wyodrębnione jako gmina Skolimów-Konstancin. I były przedwojennymi letniskami w pełnym tego rozumieniu, bo przybywało się tu na wypoczynek, wynajmując pokoje w licznych pensjonatach, na dłuższy bądź krótszy okres czasu. Wypoczywano, zażywano kąpieli, liczne były atrakcje towarzyskie. Prócz tego istniały liczne wille, w których zamieszkiwano od wiosny do jesieni, jak czynił to np. Stefan Żeromski. Usługi gastronomiczne i rozrywkowe świadczyły liczne restauracje jak „Casino” czy „Cafe Elite”, a w sezonie bywało tutaj jednocześnie do 2000 osób, lecz liczba stałych mieszkańców była niewielka. Było to więc letnisko w rodzaju obecnych miejscowości nadmorskich, które pustoszeją po sezonie, a sytuacja ta nie zmieniła się podczas II wojny światowej, gdyż w tym samym charakterze wykorzystywali je Niemcy. Na wypoczynek przybywali tu niemieccy żołnierze, w willach kwaterowano oficerów. Już podczas I wojny światowej Niemcy dostrzegli zresztą w Konstancinie i Skolimowie pewien uzdrowiskowy klimat i wysyłano tu wówczas rannych celem dojścia do siebie i rekonwalescencji. Podczas II wojny światowej do Konstancina przeniesiono zaś warszawski szpital Św. Ducha, wskutek zniszczenia jego budynku w stolicy, jednak miejscowość zachowała letniskowy charakter, nastawiony na letni wypoczynek i pobyt w niej letników. Wszystko to miało się zmienić po 1945 roku.

Powojennych problemów było wiele, jeden z nich stanowiły zniszczenia oraz brak miejsc do zamieszkania. Władza ludowa mając świadomość problemu, szybko podjęła działania aby to rozwiązać, wszak jej programem było całkowite zniesienie nierówności społecznej i poprawa warunków życia robotniczej i wiejskiej ludności. Już w październiku 1945 r. zostaje wydany tzw. dekret Bieruta, na mocy które na własność Warszawy przechodzą grunty w granicach miasta, co miało ułatwić odbudowę całkowicie zniszczonej stolicy. W ślad za nim idzie wydany 21 grudnia 1945 r. dekret o przymusowej gospodarce lokalami, regulujący i ograniczając najem lokali mieszkalnych osób prywatnych. Wprowadza pojęcia publicznej gospodarki lokalami, de facto nacjonalizując mieszkania, do których od tej pory przydział zależeć będzie od prezydium rady narodowej. Przydział zastąpić ma umowy cywilno-prawne i nie wymaga zgody właściciela. Początkowo ma obowiązywać w największych polskich miastach, jednak z uwagi na stopień zniszczenia stolicy i brak lokali zostaje rozciągnięty na ówczesny powiat warszawski.

A przypomnijmy, że w związku z odbudową Warszawy ściągają do niej ludzie z całej Polski. Nie tylko zresztą, okoliczne zakłady pracy, takie jak Jeziorna także potrzebują miejsc dla nowych robotników uruchamianego na powrót zakładu. Ludzie ci nie mają gdzie mieszkać, podobnie powracający do zniszczonej Warszawy, stanowiącej morze ruin. W Mirkowie brakuje miejsca miejsca, kwateruje się więc ludzi w całej gminie, w szczególności na Argentynie i w Jeziornie, gdzie w dawnych mieszkaniach po wysiedlonej stąd społeczności żydowskiej już w 1941 r. kwaterowano Polaków wysiedlonych z Pomorza. Teraz umieszcza się tu mieszkańców Warszawy i robotników. Warunki są na dzisiejsze normy straszne, brak kanalizacji, toalet elektryczności, są wygódki, studnie, po kilka osób w izbach przy lampach naftowych. Nadal jednak to za mało. Stąd i polecenie kwaterunku pada na Konstancin i Skolimów i tamtejsze wille. Decyzja ta rozwiąże podstawowe problemy, bowiem wciąż wiele osób nie ma gdzie mieszkać, gnieżdżąc się po kilka rodzin w pokojach, halach, salach bez ogrzewania i wody.

Wille letniskowe wydają się dobrym rozwiązaniem, wszak letniska Chylice, Skolimów i Konstancin przed wojną liczyły nie więcej niż 1000 stałych mieszkańców wedle znanych danych. Rusza przydział lokali oraz miejsc noclegowych, który de facto oznacza kres letniska, z czego nie wszyscy zdają sobie zrazu sprawę. Kwaterunek uderza jednak przede wszystkim we właścicieli pensjonatów. Początkowo w 1945 roku wygląda, że niewiele ulegnie zmianie, Konstancin nadal jest popularnym miejscem wycieczek, choć mało kto stać tuż po wojnie na wakacje. Lecz jak przed wojną tłumy oblegają zniszczoną kolejkę wilanowską. W prasie można znaleźć reklamy zachęcające do letniego pobytu. Jak niegdyś zaprasza gości restauracja „Casino”, a plaża w Skolimowie zachęca do kąpieli w Jeziorce. Ale już latem 1946 roku Konstancin znajduje się pod mocnym ostrzałem prasowym, choć władza dopiero konsoliduje swe siły. W popularnym „Robotniku” czytamy, iż „płuca Warszawy drożeją” a wyjazd „na letniaki to problem”. Wszak człowiek pracy tylko w niewielkim promieniu od stolicy może udać się na wakacje, a na linii otwockiej wynajem 1 pokoju kosztuje 25 000 złotych, 3 pokoi 80 000 w sezonie. Konstancin jednak przebija wszystko, bo żąda się tu za jeden pokój 100 000 złotych, bo zawsze miał „opinię luksusowego”, a dojazd jest tu tragiczny. Kolejka zatłoczona, a most w Jeziornie nadal nie został odbudowany. Ceny są więc skandaliczne. W drugiej połowie 1946 r. udaje się z wysiłkiem uruchomić aż 18 par pociągów w miejsce dotychczasowych 4 par. Wprowadzony zostaje pociąg wieczorny, który rusza z Konstancina po 20, a powraca po 21 co pozwala na wieczorne powroty i wizyty w letnisku oraz Warszawie. I dojeżdża bezpośrednio do parku w Konstancinie, w przeciwieństwie do uruchomionej niedawno komunikacji autobusowej, która jedzie do Skolimowa, nie mając jak przejechać przez rzekę w Jeziornie  z powodu braku mostu. Mnogość środków komunikacji jak się zaznacza winna jednak służyć nie letnikom, a ludziom pracy, którzy dzięki nim będą mogli korzystać z życia kulturalnego Warszawy. Letnisko jako drogie i mające łatkę burżuazyjnego jest krytykowane, jako nieuwzględniające potrzeb człowieka pracy. Ten sezon w letnisku przebiega jeszcze normalnie, „Casino” zaprasza na jego zakończenie w ostatnich dniach września, gdy przygrywać będzie orkiestra Kaczyńskiego. Wkrótce jednak kończy działalność, gdy budynek kurhausu zostaje przekazane organizacjom społecznym, a popularny Berentowicz musi się wynieść do willi „Wesoła”. To ostatni rok działalności letniska.

„Express Wieczorny” nr 129, 1946 r.

Bo już w maju 1947 roku zostaje ogłoszone, że wianuszek okalających Warszawę gmin powiatu został włączony do planu przekwaterowań. Prezydium Rady Ministrów zdecydowało, iż procedura będzie szybka i uproszczona, decydować będzie Wojewódzka Rada Narodowa, która przydzielać będzie lokale w podwarszawskich letniskach z wyłączeniem Otwocka, dla którego planuje się funkcję uzdrowiskową i leczniczą. Zaś letniska takie jak „Konstancin, Milanówek, Podkowa Leśna mają całkiem inne oblicze i były dotychczas nastawione wyłącznie na przyjmowanie zamożnych letników. Klasa pracująca korzystała z nich latem w minimalnym stopniu z racji wysokich cen”. Nie nadają się także do organizowania masowego wypoczynku, modelu jaki zaczyna być we wówczas wprowadzany w PRL i skutkował będzie ostatecznie niebawem budową ośrodków wypoczynkowych. Podmiejskie gminy letniskowe, a wśród nich Skolimów-Konstancin, otrzymują polecenie przygotowania izb mieszkalnych, które znajdować się będą w opuszczonych i prywatnych willach. Jak ogłasza w lipcu Życie Warszawy – Letnie „salony” podwarszawskie przechodzą do historii w Konstancinie i Skolimowie. „Dawniej ekskluzywne siedziby co bogatszych warszawskich kupców i przemysłowców, dziś wobec panującego w stolicy głodu mieszkaniowego stały się terenem ekspansji pracujących w Warszawie i w jej pobliżu poszukujących mieszkań”. W kolejce spotkać można coraz mniej letników i gości weekendowych, dominują ludzie pracy dojeżdżający do odbudowywanej Warszawy.

Sytuację komplikuje nieco powódź, gdy w 1947 r. wylewają Wisła i Jeziorka, wkrótce jednak rusza kwaterunek. Początkowo jest on wykonywany z oporami, gazety notują, iż z 30 izb, jakie miały być przekazane potrzebującym, na terenie Konstancina przeznaczono ledwie 5. Bronią się właściciele willi,, o czym donosi „Robotnik” z oburzeniem. Ruszają trójki kontrolne, które szybko wyjaśniają sprawę na linii otwockiej, gdzie znajduje nowy dom 500 rodzin. Konstancin ze Skolimowem jednak walczą w udany sposób, zostając na krótko wyłączne spod obowiązku kwaterunku, gdyż władze gminne przytomnie zauważają, iż pierwszeństwo w zasiedlaniu willi winni mieć pracownicy zakładów papierniczych w Mirkowie. Fabryka potrzebuje robotników, a nie jest im w stanie zapewnić dachu nad głową. Warszawska wojewódzka rada narodowa się z tym zgadza, jednak Skolimów i Konstancin blokują dalej kwaterunek, uznając, iż 100 rodzin z Mirkowa to za duża liczba. Wówczas Warszawa nakazuje im przyjąć 300. Zaczyna się zasiedlanie willi, do tego ponad miarę, choć gminna administracja działa wespół z właścicielami willi, usiłując poradzić sobie z oczekiwaniami władz.

Kontrole w Podkowie Leśnej i Konstancinie ujawniają, iż stosowane są różne chwyty, bo każdy pokój w willi ktoś zajmuje, a to chory członek rodziny, a to rzekomo pracujący w Warszawie sublokator, nieobecny podczas kontroli ze stolicy. W Podkowie Leśnej uznane zostaje, że na 1 osobę winien przysługiwać 1 pokój, co powoduje powszechne oburzenie, bowiem w Warszawie wciąż wiele osób kolejny rok po zakończeniu wojny gnieździ się w ruinach i piwnicach. Podkowa się broni, wskazując, że tu stoją głównie niewielkie domki, w przeciwieństwie do Konstancina i Skolimowa który mając wielkie przedwojenne wille przemysłowców ma szerokie możliwości kwaterunku.

1947. Kwaterunek trwa w najlepsze. Zbiory AAN.

W tej sytuacji decyzje zapadają w Warszawie. Wille w letniskach nad Jeziorką mają być poddane kontroli przez robotników z Mirkowa. Skolimów i Konstancin mają oddać pokoje robotnikom, bo zagęszczenie jest w willach zbyt małe. W 1948 r. Warszawa dosiedla kolejne 30 rodzin. Jednak z kwaterunku zostaje wyłączona Królewska Góra ma zostać przekazana do dyspozycji szefa Resortu Mieszkaniowego. Bo począwszy od 1948 roku centralizująca się władza spoglądała chciwie na modernistyczne wille i wkrótce zacznie je przejmować różnymi sposobami, doprowadzając wkrótce do powstania „czerwonego osiedla”, zamieszkanego przez dostojników partyjnych, ogrodzonego i odciętego od świata. W ten sposób Królewska Góra znika z mapy jako letnisko. Zakwaterowane tu ledwo co rodziny zostają wysiedlone donikąd, stając się problemem dla gminy Skolimów-Konstancin, która nie ma gdzie znaleźć im lokum.

Przymusowy kwaterunek i zasiedlenie z lat 1947-48 zmieniają całkowicie sytuację Konstancina – Skolimowa, zarówno demograficznie jak i społecznie. Wszelkie możliwe lokale zostają administracyjne zasiedlone, a stan taki odbija się na ruchu letniskowym, który z braku mieszkań, jak z żalem konstatują stali mieszkańcy, maleje do minimum. Nie przyjeżdża się już na letnisko i wypoczynek do Konstancina czy Skolimowa, stają się one miejscem zamieszkania ludzi pracy. Wszystko to sprawia, że dawne letnisko upada, bowiem wraz z jego końcem, nie ma się kto zajmować jego dotychczasowym funkcjonowaniem. W 1949 r. nieliczni kierowani sentymentem goście, którzy docierają do Konstancina, mają problem aby poznać dawne letnisko. Kolejka wilanowska służy teraz nie do wożenia gości do parku, lecz stała się środkiem komunikacji mieszkańców, z których większość dojeżdża do pracy w Warszawie. Zatłoczona jest jak zawsze, mimo zwiększonej liczby kursów. Dawne letnisko popada zapomnienie, walczy się z prywatną inicjatywą, Berentowicz co prawda dalej działa teraz w dawnej restauracji Cafe Elite na wprost dworca kolejki, lecz park przedstawia zgoła inny obraz. Tego lata możliwe jest jeszcze drukowanie listów w „Życiu Warszawy” i jeden z gości opisuje co ujrzał. Krowy pasące się w parku, niszczejące „Casino”, wycięte jesiony przy ulicy Matejki i wiele innych drzew, zniknięcie  drewnianych parkanów, którymi palono w zimę by przetrwać chłody. Brak żarówek w latarniach, ulice tonące w błocie… Nikt nie dba o osiedle, bo letniska już nie ma, autor listu ostrożnie sugeruje, że to zapewne dlatego, że teraz większość mieszkańców od poniedziałku do soboty zajmuje się pracą robotniczą i nie ma na to czasu, winna dbać o to więc Gminna Rada Narodowa. Wspominane jest mimochodem także słowo szaber, jakiemu poddano letnisko w okresie 2 ostatnich lat. Wkrótce jest jeszcze gorzej, bo w 1951 roku w Konstancinie i Skolimowie zaczyna brakować wody, bo niekonserwowana instalacja wodociągowa się zapycha. Okazuje się, że brak letniska sprawił, iż przestano zajmować się i tym. Następnie rozpoczyna się era stalinizmu i listów nie wolno już drukować, aż do 1955 roku.

„Robotnik”, 1947 r.

Co stało się z Konstancinem i Skolimowem, ze opisywany obraz przypomina apokalipsę? Do 1945 roku na terenie gminy Skolimów-Konstancin mieszkańców było jak wspomniano niewielu, włącznie z napływającymi letnikami w sezonie letnim bywało ich nie więcej niż 2500. W 1948 r. liczba ta sięgnęła ponad 5000 i cały czas rosła, ostatecznie zwiększając się prawie trzykrotnie. W willach kwaterowano rodziny z różnym bagażem doświadczeń życiowych, niektóre przybyłe ze wsi, gdzie nie znano urządzeń sanitarnych i rozmaitych udogodnień. Stąd i pojawiły się zniszczenia, które niekoniecznie zawsze były dziełem wandali. Ostra zima wymusiła konieczność ogrzewania, wiele drewnianych elementów nie przetrwało tego okresu. Łatwo o dość wypaczony obraz tych czasów, bo choć z jednej strony władza narzuciła kwaterunek właścicielom prywatnych willi, była to w wielu przypadkach kwestia ratująca wielu osobom życie. A warunki nie były wcale dobre. Kilka lat później Andrzej Mularczyk pisał o młodym małżeństwie, które w tym czasie „wraz z rocznym dzieckiem mieszkało w hallu zrujnowanej willi… Matka 3-letniego dziecka bała się nadchodzącej zimy w mieszkaniu, gdzie szpary trzeba było zatykać szmatami, a gwiazdy można było liczyć przez dach…”. Gdy w 1956 r. udało się pozyskać część zasobu mieszkaniowego osiedla na Królewskiej Górze, po wywieszeniu listy z przydziałami kilku członków lokalnego prezydium zastało pobitych przez rozczarowanych, bowiem lokali wciąż brakowało. Sytuację zaczęło rozwiązywać stopniowe budowanie osiedla mieszkaniowego na Grapie. I w ten oto sposób tkanka dawnego letniska została ostatecznie zmieniona. Lokatorów zasiedlano na mocy decyzji kwaterunku, bez uzgodnienia z właścicielami.

Tak oto letnisko odeszło w przeszłość i dziś mało kto to zauważa i nie zastanawia się jak to się stało. W latach 1947-48 zmieniła się całkowicie jego rola, bo miejsce dawnych gości zajęli kwaterunkowi mieszkańcy, dla których często przyznanie takiego lokalu było kwestią znaczącej poprawy warunków życia. Dla właścicieli willi sytuacja wyglądała inaczej. W 1949 r. zostali przymusowo zrzeszeni w Stowarzyszeniu Właścicieli Prywatnych, lecz kwaterunkowi mieszkańcy komunalni pozostawali w ich domach w zasadzie aż do lat 90. Kwaterowano ich także w willach opuszczonych. W jakimś stopniu z jednej strony w wielu przypadkach sprawiło to, iż częściowo wille te były remontowane, jednakże w wielu z nich jeszcze w latach 80. brakowało kanalizacji i wzorem przedwojennym udawano się do wygódki na zewnątrz, a wodę noszono z pompy. Lokatorzy płacili stawki urzędowe za czynsz, które nie pokrywały rzeczywistych kosztów użytkowania lokali i remontów budynków, więc wille popadały w ruinę, a duże widne przedwojenne pokoje podzielono często między obce sobie rodziny.

Willa „Wanda”, życie codzienne i pranie na balkonie, 1972 r. Zb. P. Brzezińskiej

Letnisko przestało istnieć nie tylko z powodu akcji kwaterunkowej, lecz także z powodu całkowitego przeformatowania sposobu wypoczynku, którego celem było umożliwienie masowego korzystania zeń klasie robotniczej. Każdy zakład pracy zaczął wznosić swoje własne ośrodki. Wkrótce Konstancin stracił ostatecznie rację bytu gdy Warszawa powiększyła swe granice wchłaniając ościenne gminy, a przedwojenne wcześniej oddalone od niej letnisko, nie miało nic do zaoferowania. Miejscem relaksu i wypoczynku stał się powstały ośrodek wypoczynkowy w Powsinie, gdzie jak informowano w 1953 roku wypoczywali tłumnie robotnicy z Jeziorny, Skolimowa i Konstancina. Z perspektywy czasu wydaje się więc, że w tej rzeczywistości letniska nad Jeziorką nie mogły przetrwać, bowiem ich rola dobiegła końca wraz z rozrostem aglomeracji warszawskiej i powstaniem koncepcji masowego wypoczynku. Być może to było jedną z przyczyn likwidacji bocznicy kolejki wilanowskiej do parku, gdy przestała być ona potrzebna, kiedy zniknęli goście. Bocznicę zamknięto w 1952 r. Już wcześniej linia autobusowa była niewydolna i często skarżono się na kierowców i zatłoczone autobusy. Niestety transport okazał się niewystarczający dla zwiększonej liczby osób jeżdżącej codziennie do Warszawy.

I tak to się skończyło, można by napisać, dzieje letniska dobiegły końca latem 1946 lub 1947 roku. Przybyli nowi mieszkańcy, zwiększyła się ich liczba, a na Grapie zaczęto wznosić bloki, co miało stopniowo rozwiązać problem braku izb mieszkalnych, zmieniło jednak na dobre krajobraz architektoniczny. Jednakże władza miała inne plany, które miały zmienić charakter Konstancina.

Konstancin będzie dzielnicą szpitali, czytamy w artykule z 1953 roku w „Stolicy”. Decycja została podjęta na bazie dotychczasowych doświadczeń. Paradoksalnie, choć nikt nie pisze o tym w artykule, przyczynili się do tego dwukrotnie Niemcy,. Podczas I wojny światowej kierowali tu rekonwalescentów i wymusili na zarządzie osady przyjęcie statutu letniskowej osady leczniczej. Podczas II wojny ponownie kierowano tu chorych, wreszcie przeniesiono szpital Św. Ducha po zniszczeniu jego warszawskiej siedziby. Po wojnie tu pozostał, a 1950 r. zdecydowano się otworzyć nowy szpital chirurgii kostnej. W 1951 r. w Konstancinie lokuje się sanatorium i Instytut Reumatologiczny. Bo klimat Konstancina sprzyja leczeniu i docelowo w przyszłości planuje się aby kiedyś był dzielnicą Warszawy, nastawioną na leczenie i rekonwalescencję. To istotna zmiana w stosunku do tej sprzed kilku lat, gdy w tej roli widziano tylko Otwock.

Wiele tych planów nie uda się ziścić, ale choć może i letnisko dobiegło końca, to data ta wyznacza jednocześnie początek czegoś innego, co ziści się w perspektywie kilkunastu lat, a o czym nikt jeszcze nie ma wówczas pojęcia. Wraz z koncepcją dzielnicy szpitali zaczyna powstawać coś, co kilkanaście lat później przekształci się w jedyne uzdrowiska na Mazowszu.

Grapa, osiedle w miejscu dawnego parku, skrzyżowanie Mickiewicza i XX-lecia PRL. 1972 r. Zb. P. Brzezińskiej.

Na zakończenie zauważmy, iż 70 lat temu nie było możliwości protestu i wyrażenia niezadowolenia społecznego, bo inny był nie tyle charakter władzy co i zakres jej działania. Ówczesne gminy stanowiły jednostki władzy centralnej, a nie samorządowej, realizowały politykę państwa, a decyzje podejmowano w wojewódzkich radach narodowych. Brak było możliwości prawnej zaprotestowania przeciwko odgórnym rozwiązaniom, abstrahując od faktu, iż tego typu protesty społeczne były nie do pomyślenia w mentalności ówczesnych mieszkańców, nawykłych do życia w systemie władzy decydującej o tego typu rozwiązaniach. Mając więc swobodę wyrażania zdania i żyjąc w czasach gdy konsultacje społeczne są normalną formą jego wyrażania, w przypadku chęci wywarcia wpływu na  rzeczywistość zawsze warto zeń zawsze skorzystać.

Natomiast 70 lat po tym jak zwiększyła się znacząco liczba mieszkańców, wybudowano osiedla mieszkaniowe, a infrastruktura wysiadła, wszystko to wrosło tak mocno w pejzaż tych okolic, że nie pamięta o tym nikt, poza pewnym lokalnym historykiem.


Źródła:

gazety codzienne 1945-51: „Robotnik”, „Życie Warszawy”, „Stolica”, „Ekspress Wieczorny”,

AAN i APW O/Grodzisk Mazowiecki, Akta gminy Skolimów-Konstancin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *