Północ Mazowsza

Zamek w Ciechanowie. Fot. Mazowia Travel

Po raz pierwszy o datę inkorporacji Mazowsza pokłóciłem się w Ciechanowie. Musiało to być co najmniej dekadę temu, bo stara siódemka wiodła jeszcze przez Mławę i wracając z wakacji, odbiłem w lewo, by zobaczyć zamek w Ciechanowie. Mniej więcej tak wyglądało przez lata moje zwiedzanie Mazowsza — odbywało się zawsze niejako przy okazji. Przewodniczka podawała wyuczoną formułkę, iż w 1526 roku Mazowsze stało się częścią Polski. Dla mnie zawsze właściwszą wydawała się ta późniejsza data, 1529. Nie mogę z tej podróży znaleźć żadnego zdjęcia, czyżby aż tak zirytowała mnie tamta historia? Różnica rzecz jasna jest po tylu wiekach w zasadzie kosmetyczna. Zgodnie z prawem lennym po bezpotomnej śmierci książąt mazowieckich dobra wróciły do seniora, którym był władca polski. Zygmunt Stary we wrześniu 1526 roku wydał akt inkorporacji Mazowsza do Korony. Od tej chwili księstwo mazowieckie przestało istnieć jako odrębny organizm polityczny. Ale dopiero w kolejnych latach rozpoczęto dostosowywanie Mazowsza do ustroju Królestwa Polskiego. Kulminacją tego procesu był sejm piotrkowski w 1529 roku. To właśnie wtedy zatwierdzono królewską decyzję o inkorporacji, określono miejsce województwa mazowieckiego w strukturze państwa i uregulowano udział mazowieckiej szlachty w życiu politycznym Korony. Można powiedzieć, że jeśli rok 1526 oznaczał przejęcie Mazowsza przez króla, to rok 1529 przypieczętował jego pełną integrację z państwem.

Wspominałem już poprzednio, iż data inkorporacji jest niejednoznaczna. Od tamtej pory o datę kłóciłem się bezsensownie wiele razy. Ale historycy lubią takie awantury o nic. Kiedy Witold Rawski powołał Konwent Żmija, aby uczcić w 2026 r. okrągłą datę, oczywiście zgłosiłem weto. Data jest wszak symboliczna, proces inkorporacji rozłożony był na wiele lat, jeszcze prawie pół wieku później gdzieniegdzie obowiązywały mazowieckie przepisy. Metryka mazowiecka stała się częścią koronnej. Ale nic nie przebiega płynnie — w końcu 300 lat minęło, odkąd Mazowsze oddzieliło się dzięki Konradowi I Mazowieckiemu od Korony. Przez ten czas wypracowało nie tylko własne rozwiązania prawne czy ustrojowe, zmienił się nieco język czy mentalność. Potem broniło swojej niezależności, mając niezbyt ciekawe położenie, między poganami z Litwy i Prus, potem Zakonem Krzyżackim, wreszcie Polską. Litwini i Zakon byli zagrożeniem dużo większym i wzajemne wojny oraz najazdy odbywano regularnie, ale i z Polską bywało niełatwo. W 1351 r. Kazimierz Wielki musiał przybyć z wojskiem do Płocka, by podporządkować sobie krnąbrne księstwo. Nic więc dziwnego, że Polacy w pewnym momencie zaczęli mieć do Mazowszan dość specyficzny stosunek. Ta niezależność ich irytowała i denerwowała; aby oswoić tę sytuację, zaczęto mieć do Mazowsza stosunek pogardliwy. Panowie z Polski traktowali Mazowszan z góry, wyśmiewając się z tutejszych rycerzy, których w dzielnicy było wielu, mieszkających w tutejszych wsiach i tworzących rody gniazdowe. Książęta przez lata osadzali ich tutaj, by Mazowsza bronić; w późniejszych stuleciach skutkowało to słynną mazowiecką szlachtą, mieszkającą w rozpadających się drewnianych chałupach, która jednak mówiła, iż wychodzi na swój „dwór”, miast na pole. Jeszcze do dziś pozostało nam to w języku i powoduje potyczki słowne pomiędzy mieszkańcami Warszawy i Krakowa, co jest śladem po dawnych stosunkach Mazowszan i Polaków.

Skansen Kurpiowski im. Adama Chętnika w Nowogrodzie

A w latach przed i po inkorporacji było gorzej, bo antagonizmy szybko nie zniknęły. Pod koniec XVI wieku Bielski w swej kronice pisał nieco pogardliwie o herbowych z Mazowsza, których nie sposób zliczyć, a samych herbów nawet nie sposób wymienić z powodu ich niespotykanej nigdzie indziej ilości. Jędrzej Święcicki jeszcze w roku 1634 w swym dziele bolał nad utratą niezależności, a przede wszystkim nad tym, że Polacy traktują mieszkańców Mazowsza z wyższością, wspominając czasy przed inkorporacją, gdy Mazowsze było niezależne. Po inkorporacji Mazowsze zapewne dość nieoczekiwanie dla Mazowszan zaczęło stawać się centrum Polski. Warszawa powoli zmieniała się w stolicę, sporo było przybyszy z Wielkopolski i Małopolski, którzy obejmowali urzędy. I być może również dlatego szukający perspektyw dawni Mazowszanie zaczęli dzielnicę tak chętnie opuszczać, choć rzecz jasna swoje robił głód ziemi i nowe możliwości, jakie pojawiły się w tych czasach. Zatem Mazowszanie już od późnego średniowiecza tworzyli Mazury, dając im swą nazwę, i osiedlali się w puszczy dzielącej Mazowsze od Państwa Krzyżackiego. Napływała ludność ze wschodniego Mazowsza, szukając schronienia przed napadami, a także chłopi zbiegli przed pańszczyzną oraz inni ścigani przez prawo. Tam zaczęły powstawać osady, a z czasem region nazwano Kurpiami. Pierwsi mieszkańcy Kurpiowszczyzny zajmowali się rybołówstwem i myślistwem. W Rzeczypospolitej Obojga Narodów Kurpie słynęli ze swoich umiejętności strzeleckich i bartnictwa. Będąc w tamtych rejonach, warto odwiedzić skansen w Nowogrodzie, będący zapisem determinacji etnografa Adama Chętnika, który gromadził kurpiowskie zbiory przez lata, mimo dwóch wojen światowych. Znajdziemy tu nawet wczesnośredniowieczną łódź dębową, z czasów najdawniejszego osadnictwa regionu. Ale Mazowszanie poszli też wkrótce na wschód: niecałe pół wieku po inkorporacji, w 1569 r., zawarto Unię Lubelską, która zrównała w prawach szlachtę Litwy i Polski, a więc i Mazowsza, znosząc zakaz nabywania dóbr w obu państwach i gwarantując swobodę osiedlania się. I w ten sposób dawni Mazowszanie ruszyli za Bug, na Wołyń.

Dębowa dłubanka w skansenie w Nowogrodzie

Ale wróćmy do Ciechanowa, gdzie opowiada się o inkorporacji w 1526 r. jako rzeczy trwałej, która wówczas miała miejsce. Tutejszy zamek jest późny, pochodzi z przełomu XIV i XV w., bo wznosił go Janusz I Starszy, obok Konrada drugi najwybitniejszy z mazowieckich książąt. Czerwona cegła przywodzi na myśl Czersk, zresztą podobnie jak nad Wisłą, także tu odcisnęła swój ślad królowa Bona. Jesteśmy na północy Mazowsza, gdzie warto zastanowić się, z jakiego powodu wznoszono tu zamek. Podobnie jak kilka pokoleń wcześniej, miał on na celu obronę dzielnicy i umacnianie granic. W czasach Konrada granicą była Wisła, w kolejnych latach fortyfikowano się na granicy z Litwą i państwem zakonnym, wraz ze stopniowym przesuwaniem osadnictwa, tworząc wysunięte punkty handlowo-obronne. Stąd Ciechanów, Łomża, Liw… na granicy cywilizacji z nieznanym. Wszak Mazowsze było buforem między wrogami a Polską… No i znowu docieramy do problemy współczesnego podziału administracyjnego, niektórzy się dziwią, bo przecież Łomża to obecnie województwo podlaskie. Jeśli ktoś nie zna historycznych zależności może być o tym przekonany, wszak nawet jadąc ku Łomży widzimy, że teren przestaje być płaski i pojawiają się wzgórza. Być może dlatego niedawno czytałem gdzieś o kuropiowszczyźnie wschodniego Podlasia, choć są tak bardzo mazowieccy.

Dziś, wędrując w północnych rejonach dawnego pogranicza księstwa, natrafić można nie tylko na zamki świadczące o dawnej historii. Pojechałem kiedyś do lasów za Nidzicą, szukając w założonej w 1708 roku na terenie Prus wsi Wały, której nazwę dały zachowane dawne umocnienia. Najstarszym elementem historii tego miejsca są średniowieczne wały podłużne i fosy, przebiegające w lasach między Wałami a Zimną Wodą. Ich chronologię określa się na XI–XIII wiek. Umocnienia miały charakter liniowy i wykorzystywały naturalne przeszkody terenowe — bagna, jeziora i podmokłe doliny. Literatura przypisuje im funkcję obrony północnej granicy Mazowsza, natomiast w dokumentacji konserwatorskiej określane są przede wszystkim jako średniowieczne wały i fosy. Niezależnie od funkcji uświadamiają nam, jak daleko i zaczepnie działali książęta mazowieccy, toczący ciągle swoje wojny na północy z pogańskimi plemionami, usiłując obronić się przed ich najazdami. Chronili w ten sposób Polskę i nie mogli jednocześnie pozwolić sobie na większą niezależność, bo walka na tyle frontów była niemożliwa. Mazowsze pozostawało więc wasalem Korony.

Zamek w Nidzicy, 2012 r.

A skoro dotarliśmy już do Nidzicy… Na tutejszym zamku opowiadają nieco inną historię zysków i strat Janusza I Starszego, który, jak pamiętamy, wsparł wielką wojnę z krzyżakami, umożliwił budowę mostu pod Czerwińskiem, a chorągwie czersko-warszawskie ruszył pod Grunwald. Po zwycięstwie w 1410 roku Władysław Jagiełło nadał księciu w zarząd i dzierżawę m.in. zamki krzyżackie w Nidzicy, Ostródzie i Olsztynie. Przed bitwą, w dniu 12 lipca 1410 roku, w drodze z armią w głąb państwa krzyżackiego, nieobroniony zamek został zajęty przez wojska polskie, które następnie go opuściły. Janusz nie posłał swych chorągwi, więc do opuszczonego zamku po jakimś czasie wrócili Krzyżacy. W 1413 r., na mocy pokoju, Mazowsze musiało je zwrócić, ale tak naprawdę nigdy Nidzicy nie miało; rok później zdobywały zamek wojska polskie. Pokazuje to też trochę stosunek Korony do swego sojusznika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *