Krzyż choleryczny w Kabatach

Są krzyże drewniane i są betonowe, gładko ociosane i proste surowe.
Są takie przy drodze, co na straży stoją, zmurszałe i stare czasu się nie boją.
Jedne kryją przeszłość cierpieniem znaczoną, inne tajemnicę przysięgą złożoną.
A każdy a nich inny, tak jak los człowieka, na kartach historii zapisany czeka.
Regina Sobik „Jak człowieczy los”

W Kabatach, przy skrzyżowaniu ulicy Gąsek z ulicą Podgrzybków, na terenie który należy do dzielnicy Wilanów, stoi metalowy krzyż. Wiąże się z nim ciekawa historia. To opowieść o wytrwałości i przywiązaniu do symboli wiary katolickiej.
Droga biegnąca u podnóża skarpy, która w 1960 r. otrzymała nazwę ul. Gąsek (na pozostałych odcinkach to ul. Opieńki i Wczasowa), przecinała w tym miejscu centralny plac w Kabatach, który służył za miejsce zebrań gromadzkich, a także punkt codziennego spędu bydła, potocznie zwany Bydligórka. Była tam kiedyś kuźnia i sklep – nie mogło zabraknąć również znaku religijnego. Chociaż nie widać go na starych mapach, to w świadomości mieszkańców drewniany krzyż stał tam już od bardzo dawna.

Aktualnie stojący krzyż z 1974 roku

Według tradycji, pierwszy krzyż postawiono na tym miejscu w czasie, gdy Kabaty nawiedziła epidemia, która jak mówiono zabijała ludzi. Potocznie nazywano ją morowym powietrzem. Mieszkańcy Kabat odmawiali pacierze o wstawiennictwo w obronie przed zarazą i specjalnie w tej intencji postawili krzyż. Choć był krzyżem epidemicznym nie miał formy krzyża św. Zachariasza z dwoma poprzecznymi belkami, ale miał typowy kształt. Codziennie organizowali modlitwy i procesje przebłagalne wokół wsi, zatrzymując się przy stojących już krzyżach, ale przy tym modlili się szczególnie.

Potwierdzeniem ustnej tradycji są zapisy w Aktach Stanu Cywilnego parafii Powsin. Wynika z nich, że epidemia cholery panowała tu latem 1867 r. Od 22 lipca do 29 września zmarło 19 osób w różnym wieku, którym w akcie zgonu zapisano taką właśnie przyczynę śmierci. Zmarli byli z Kabat, Zamościa, Lisów, Bielawy, Jeziorny, Olechowa i Powsina. Zgony zdarzały się niemal w każdej miejscowości w obrębie parafii, ale w Kabatach na cholerę zmarło najwięcej, bo co najmniej dziewięć osób. Okazuje się też, że krzyż postawiono blisko miejsca zamieszkania większości z nich, a więc głównego ogniska epidemii. Jak opowiadała moja prababcia Agnieszka Latoszek-Szymańska, z jej rodziny zmarły wtedy 4 osoby, w tym brat matki Józef Sokołowski (37 l.) i jej babcia oraz osoby z sąsiedztwa.

Jeden ze zgonów na cholerę w Kabatach w 1867 roku

Źródła podają, że w 1867 roku cholera panowała na terenie całego Królestwa Polskiego, a w samej guberni warszawskiej zmarło 3671 osób. Wbrew panującej wówczas obiegowej opinii o morowym powietrzu, źródłem choroby nie są zarazki przenoszące się w powietrzu. Zakażenie następuje po spożyciu brudnej, skażonej bakteriami wody, bądź pokarmów które miały styczność z taką wodą. Bakterie przecinkowca cholery odkrył i opisał w 1883 roku Robert Koch. Po ustaniu zarazy, pod krzyżem śpiewane były nabożeństwa majowe i tradycja ta przetrwała prawie do końca XX wieku. Gdy podczas wojny, w 1944 roku, w Kabatach kwaterowali żołnierze niemieccy, również oni przy tym krzyżu organizowali swoje nabożeństwa i modlitwy. Ten pierwszy krzyż stał do 1962 roku. Wtedy, w połowie maja przeszła gwałtowna ulewa i wichura nad południową Warszawą, łamiąc wiele drzew i uszkadzając linie energetyczne w rejonie Pyr i Służewca. Stary, drewniany krzyż, nadwyrężony na skutek upływu czasu i nadgnity przy gruncie, został przez gwałtowny podmuch wiatru złamany i przewrócony na ziemię.

Po tym zdarzeniu mieszkańcy Kabat spotkali się na zebraniu i postanowili, że teraz trzeba postawić coś trwalszego. Miał to być 1,5 metrowej wysokości ceglany postument zwieńczony granitowym krzyżem wysokim na 1 metr. Do budowy został wynajęty murarz z Kabat, Adam Cymer. Wraz z pomocnikiem przygotował fundament, a następnie rozpoczął budowę podstawy, która miała być wykonana z białej cegły. Był dobrym fachowcem, więc warstwy były położone równo, odpowiednio wyfugowane tak, że ładnie to wyglądało. Wymurował już prawie cały postument i robota była na ukończeniu, gdy nagle samochodem Nysa przyjechało kilku milicjantów i zażądali zaprzestania budowy pod pretekstem ochrony zbocza przed osuwaniem. Murarze musieli rozebrać to, co już było zrobione. Ktoś zauważył zdarzenie, wieść rozeszła się z szybkością błyskawicy i zanim skończyli rozbiórkę zebrała się spora grupa mieszkańców. Szczególnie aktywna była jedna z kobiet, Janina Karaszewska. Zachęcała inne by bronić krzyża twierdząc, że kobietom nic nie zrobią. Ale wszystko odbywało się pod czujnym okiem milicjantów, którzy cały czas byli na miejscu i używając radiostacji na bieżąco informowali dowództwo o sytuacji. Na koniec zabrali pięciu mężczyzn, których zawieźli na komendę MO na Sadybę. Tam wszyscy byli przesłuchiwani. Murarz wraz z pomocnikiem zostali zatrzymani i siedzieli 24 godziny w areszcie, a pozostałych zwolniono. Jeszcze przez kilka następnych dni, milicjanci pilnowali tego miejsca, żeby ktoś nie próbował kontynuować budowy.

Widok na teren dawnej Bydligórki. Zdj. autora.

Ludzie ugięli się przed siłą, ale odczuwali brak symbolu, który zapisał się trwale w świadomości mieszkańców. Krzyż w takich miejscach sakralizuje przestrzeń, a poza tym był potrzebny, ponieważ przy nim tradycyjnie odprawiano nabożeństwa majowe. Po kilku miesiącach pojawiła się kolejna inicjatywa, by jednak ustawić nowy krzyż w dawnym miejscu. Całość organizował Piotr Karaszewski i informował wtajemniczanych w sprawę. Pełnił on wtedy funkcję przewodniczącego komitetu blokowego, ponieważ poszerzenie granic Warszawy objęło Kabaty i zlikwidowano urząd sołtysa. Zaangażowanych w sprawę było kilkunastu kabackich gospodarzy, ale wszystko utrzymywano w tajemnicy w obawie przed kolejną interwencją milicji. Tym razem krzyż miał być ponownie drewniany.

W wąwozie niedaleko Natolina, na terenie kabackiej wspólnoty gromadzkiej, rósł odpowiednich rozmiarów dąb. Mężczyźni ścieli go i zaciągnęli końmi do pobliskiej stodoły. Tam drewno zostało obrobione i powstał krzyż, który zrobił Stefan Pyzel. Gdy wszystko było już gotowe, można było go przenieść na miejsce i ustawić. Nie było to jednak takie proste zwłaszcza, że w dalszym ciągu trzeba było zachować dyskrecję. Wszystko zostało wykonane w nocy, by nie natknąć się na kogoś niepowołanego. Nie użyli zaprzęgu konnego, gdyż chcieli uniknąć zbędnego hałasu. Postanowili więc zanieść krzyż ręcznie. W tym celu położyli go na drewnianych drążkach i trzymając je szli drogą pod skarpą. Wykonany ze świeżo ściętego drewna był ciężki i mocno się utrudzili, dlatego zmieniali się i odpoczywali w czasie tej drogi. Przed nimi, w pewnej odległości szła Adela Pyzel sprawdzając na wszelki wypadek czy kogoś obcego nie ma na drodze. Gdy już doszli, wykopali otwór w ziemi, poświęcili go wodą święconą i umieścili w nim krzyż. Zaraz też rozeszli się do domów. W następnych dniach spodziewali się powtórnej akcji milicyjnej, ponieważ były to lata walki z religią, ale tym razem nic takiego nie nastąpiło. Widocznie drewniany krzyż zastępujący poprzedni był do zaakceptowania dla władzy, a nowy granitowy ustawiony na murowanym postumencie już nie. Niebawem wokół zasadzono kwiaty, a po niedługim czasie powstało ogrodzenie ze sztachetek i napis „Bogu na chwałę 1962”.

Stary krzyż przy lesie. Zdj. autora.

Ten drugi drewniany krzyż nie stał zbyt długo głównie dlatego, że drewno nie było wysuszone i szybko zaczęło niszczeć. Trzeba było zadbać, by nie uległ całkowitemu zniszczeniu. Po 12 latach, w 1974 r. został on zamieniony na obecnie stojący krzyż metalowy, który wykonał Józef Olszewski, kowal z Bielawy. Pieniądze na zapłatę pochodziły ze zbiórki przeprowadzonej wśród mieszkańców Kabat. Teraz sprawą kierował Czesław Mrówka. I tym razem, pamiętając wcześniejsze doświadczenia, wszystko zostało zrobione dyskretnie. Robotę wykonało pięciu mężczyzn. Po zmroku, wyjęli z ziemi dotychczasowy drewniany krzyż i zdemontowali otaczające go ogrodzenie. Nowy krzyż metalowy postawili bliżej skarpy, po to żeby odsunąć go od drogi. Ulica Gąsek była wtedy wąską, gruntową drogą, ale za kilka lat została poszerzona i pokryta asfaltem. Zostało również postawione nowe, metalowe ogrodzenie i wewnątrz umieszczona granitowa płyta z napisem:
BOGU NA CHWAŁĘ
1962 ROK
WIERNI OSADY KABAT

Zachowano istniejącą na poprzednim krzyżu treść napisu i datę, by sprawić wrażenie, że ten krzyż stoi od dawna, by była ciągłość.

Najlepiej zachowany fragment starego krzyża został wykorzystany do naprawy innego krzyża drewnianego, który stoi w Kabatach przy lesie, obok dawnej drogi do Piaseczna, w okolicy nazywanej Pod borem. Część pionowego słupa stała się teraz belką poprzeczną, gdyż dotychczasowa była już mocno zniszczona, i w ten sposób również została zachowana kontynuacja.

Zmieniona belka poprzeczna z krzyża z 1962 r. Zdj autora.

Nowy krzyż metalowy został poświęcony 20 czerwca 1974 roku, przy okazji procesji święcenia pól kabackich przez ówczesnego wikarego powsińskiego ks. Władysława Łapińskiego. I właśnie ten, trzeci już z kolei znak wiary stoi do dnia dzisiejszego. Obecnie przy tym krzyżu zatrzymuje się procesja, która zgodnie ze starodawną tradycją idzie przez Kabaty, w czwartek Oktawy Bożego Ciała. Dziś to już nie tylko obrzęd święcenia przyległych pól, ale głównie modlitwa o błogosławieństwo i ochronę przed nieszczęściami dla mieszkańców i całej okolicy.

W maju 2020 roku przy Lesie Kabackim ustawiono nowy krzyż, w miejsce starego, które zmurszał. Wykonał go Tadeusz Kondraciuk, stolarz z Powsina, na zlecenie mieszkańca Ursynowa, za zgodą proboszcza Lecha Sitka z powsińskiej parafii. Nazwiska fundatorów umieszczono na nowym krzyżu.

Żródła:

Może ci się także spodobać...