Wspomnienia: Górki saneczkowe

1971 r., na sankach. Ulica Literatów, widok w kierunku Obór. (zdjęcie: Tadeusz Staniszewski, ze zbiorów Jacka Staniszewskiego)

Przełom 2025 i 2026 roku przyniósł wyjątkowy w minionych latach mróz i śnieżną pogodę. Dało to dobrą okazję by powspominać i zanotować rzecz zazwyczaj ulotną i rzadko wspominaną, w postaci największej zimowej atrakcji, czyli jazdy na sankach. Pojawiające się w naszych mediach społecznościowych wspomnienia zebrałem poniżej i przyznam, były one o tyle ciekawe, że zazwyczaj we wspomnieniach wraca jedno główne z miejsc saneczkowych zjazdów, w postaci dawnej skarpy wiślanej na Grapie, na przedłużeniu ulicy Mickiewicza. Sam tam o ile pamiętam spędzałem w tym miejscu godzinami ferie zimowe, gdy tylko śnieg dopisał. Kilka osób jak się okazało ma jeszcze w domach dawne sanki wykonywane przez lokalnych rzemieślników, które używane były przez kilka pokoleń, nim wyparły je modele produkcji masowej. We wspomnieniach te sanki miejscowej produkcji zawsze były lepsze i szybsze od zakupionych w sklepie.

Miejsc saneczkowych było na terenie gminy dużo więcej, o czym pisali wspominający i opowieści te zamieszczamy poniżej. Wspomnienia z części wiejskiej gminy raczej się nie pojawiały, lecz ponieważ sam je po części dzielę to tam z kolei rozrywką była jazda na łyżwach na zamarzniętych starorzeczach i kuligi. Być może wynika to także z ukształtowania terenu, bowiem wzniesienia umożliwiające zjeżdżanie na sankach znajdowały się głównie w miejskiej części gminy. Ale to już temat na inną okazję. Poniżej zaś opowieści o tutejszych górkach saneczkowych.

W większości wspomnień rzecz jasna pojawia się skarpa na Grapie, bo była najlepsza do zjazdów. Mówiło się o niej po prostu „idziemy na górkę” lub na „góry”. Było to główne miejsce zjazdowe, a dalej była łatwiejsza i bardziej płaska „górka piaskowa”.  Ale były też bardziej strome miejsca i jak się okazuje zjeżdżano z nich przez kilkadziesiąt lat i czyniły to kolejne pokolenia.

gorka
1975 r. Górka na Grapie. (zdjęcie: Tadeusz Staniszewski, ze zbiorów Jacka Staniszewskiego)

„Pamiętam jak masę czasu bawiliśmy się na tej górce. Do późnego popołudnia jeździłam na sankach , które były mega szybkie, na folii i z bolącą pupą lub na metalowej misce , która nie raz obracała się wokół własnej osi. To była piękna zabawa bez względu na ilość stopni za oknem. A ruch był taki , że nie raz ktoś zjeżdżający podciął mi nogi , kiedy wchodziłam pod górkę.” (Dżona Asia)

„W tamtych czasach dzieci same przechodziły przez ul. Wilanowską na górki, bo nie było na niej dużego ruchu. Chodziłam tam z siostrami na sanki od razu po szkole i zostawałyśmy dopóki całkiem nie zgrabiały nam palce, z sinymi wargami, ale wybiegane i szczęśliwe.” (Danuta Kaluga)

„W tej okolicy, w latach 50-tych ub. wieku, była górka nazwana „diabelna”, była bardzo stroma i oblodzona dlatego tak ją nazwano” (Teresa Hoch)

„Na piaskowej tej bardziej stromej kawałek dalej, super zjeżdżało się na folii po nawozie  Tyłek do wymiany ale zabawa była przednia!!” (Iwona Kowalska)

„Pamiętam piaskową jako trudniejszą. Bardziej stromą, z pokładami piasku które mogły mocno namieszać w kierunku zjazdu oraz – w pewnym okresie – z lekkim wzniesieniem na końcu które to wyrzucało sanki w górę” (Adam Zyszczyk)

„Jedno z tych miejsc, które znam „od zawsze”. Zjeżdżałem tam na nartach kandaharach po raz pierwszy gdzieś ok. 1967 r.” (Andrzej Krzyżanowski)

„Te okolice i ta górka to moje dzieciństwo. Mieszkałam w bloku tzw. fabrycznym, zimy w latach 60,70 były mroźne i śnieżne, więc po szkole ,na sanki albo na łyżwy na staw. W willi „Jasna” mieszkała przez długie lata moja ciocia z rodziną.to było fajne dzieciństwo.” (Ewa Dejnakowska)

staniszewski2
15.02.1975. Na dole górki na na Grapie. (zdjęcie: Tadeusz Staniszewski, ze zbiorów Jacka Staniszewskiego)

„My z Wilanowskiej 5 mieliśmy górki dosłownie za blokiem i tam przeważnie zjeżdżaliśmy do wieczora. Ta górka koło Jasnej to było już większe wyzwanie, z podskokami i na łąki można było wpaść z rozpędu  ale było cudnie, wesoło i żaden mróz nie przeszkadzał” (Beata Baukrowicz)

„W latach wcześniejszych było tam bardziej stromo. Był podział na trasy trudne i łatwiejsze. Budowaliśmy po prawej stronie skocznie narciarską.”(Robert Sekulski) 

„Piaskowa była bardziej stroma, a dodatkowo na dole tworzyła się swego rodzaju „hopka”. Zresztą za tzw. naszych czasów skarpa na odcinku Grapa-Obory była na tyle niezarośnięta, że podczas śnieżnych zim można było z niej zjeżdżać w bardzo wielu miejscach. Z lat pacholęcych zapamiętałem 4 umiejscowione na niej „oficjalne górki”:
– najłagodniejszą i najkrótszą, w bezpośrednim sąsiedztwie garaży, chętnie uczęszczaną przez rodziców z małymi dziećmi;
– tę istniejącą do dzisiaj, znajdującą się u zbiegu ul. Mickiewicza i Literatów;
– Piaskową, która znajdowała się mniej-więcej w połowie drogi między Grapą a oborskimi ogródkami działkowymi;
– „leśną górkę” vis-a-vis ogródków działkowych w Oborach.
Ale poza nimi zdarzało mi się zjeżdżać ze skarpy również w wielu innych miejscach.
W Oborach zapamiętałem dwie górki: tę zlokalizowaną „na tyłach” działek, w bezpośrednim sąsiedztwie przedłużenia ul. Od Lasu (z niej nigdy nie zjechałem, bo rzeczywiście miałem pietra – była dość stroma, w dolnym odcinku trzeba było zmieścić się pomiędzy dwoma blisko siebie rosnącymi drzewami i kończyła się „hopką” wyrzucającą zjeżdżających na jezdnię), oraz tzw. wąwóz, znajdujący się nieco dalej, który w mojej pamięci utrwalił się jako jedna z najfajniejszych tras zjazdowych, bo stanowił swego rodzaju namiastkę toru saneczkowego.
Ach, no i jeszcze niewielki pagórek znajdował się w lesie na odcinku pomiędzy Podstawówką przy ul. Żeromskiego i CKI. Na tę górkę zdarzało się nam chodzić zimą w ramach lekcji WFu (na wyposażeniu szkoły były wówczas sanki)”. (Maciej Łaba)

„Rok 1986, stryjek Stasiek uczył mnie jeździć na nartach. Jakieś chłopaczki (ciekawe czy są na tym forum) podśmiewali się „he, dziadek (stryjek był wówczas po 50ce, ale wyglądał na 70) wyżywa się na mlodziaku, ale sam pewnie jeździć nie umie”. U stryjka nie trzeba było mocniejszego zapalnika. Zabrał mi narty, założył, podszedł do młodych i mówi: chodźcie. Poszli na ten najbardziej stromy stok od Literatow przez krzaki i chaszcze, stryjek poszedł jak dzik w kapustę a chopaczkom… kopary poopadaly (jak w „Autach”, gdy Guido zmienił Zygzakowi koła). Mnie też. Jeszcze tylko z dołu dobieglo: no który się odważy?” (Mariusz Lisowski)

„Super górka saneczkowa była w Klarysewie przy ulicy Saneczkowej. Kolejna była na tej samej skapie, kawałek dalej w stronę Ogrodu Botanicznego. Popularna górka była też w Jeziornie na wale przeciwpowodziowym przy ulicy Nadbrzeżnej.” (Piotr Mat)

sloneczna
Początek lat 50. ul. Słoneczna, Klarysew. Zb. D. Jaworowicz

„W Klarysewie zjeżdżało się obok kościoła, z góry, gdzie teraz nie ma przejścia, jest ulica, domy, pogrodzone wszystko. Od strony Wygonu. W Jeziornie i Mirkowie oczywiście z wału – po naszej stronie przy moście kolejowym albo w ok. Fabrycznej, a po fabrycznej stronie głównie przy moście. Oczywiście – na foliówkach – śmigało się też na Porąbce obok czwórki. Na górkę z wału przy Fabrycznej/Nadbrzeżnej folię można było wyprosić u lokalnego gospodarza, pana Miąsko. Na większych kawałkach folii jeździło się „kupą”. Wygładzony na foliach zjazd wylewało się wodą z Jeziorki. Po zamarznięciu lód wygładzało się jeżdżąc na butach-traktorach. Potem było szaleństwo aż do roztopów.” (Bartek Biedrzycki)

„Mnie w latach 70 tych sanki zrobił tata, pamiętam jak spawał płozy a deski siedziskowe zrobił ze starej beczki i pomalował na kolor jasna zieleń, jakie one były ciężkie, na dwie osoby. A potem zjazdy z górki Słomczyńskiej lub z górki za dzwonnicą. Po jakimś czasie daliśmy sobie spokój z sankami ( pod górę je ciągnąć było ciężko) i zjeżdżaliśmy na workach foliowych albo na tornistrach szkolonych” (Elżbieta Derlatka)

Sanki wykonane w latach 50. XX w. przez kowala z Jeziorny.

„Była jeszcze tzw Zieloną Górka na ulicy Granicznej. Nowe Wierzbno i Skolimów całe lata zjeżdżał. Ale na większą górkę to się chodziło na Grapę.” (Karol Zwierzchowski)

„W Konstancinie w latach 50-tych i 60-tych chodziliśmy na Królewską Górę, tam, gdzie później postawili sanatorium. Tamtędy też był skrót do lasu oborskiego na grzyby. Z ulicy Piotra Skargi to tylko jeszcze Jaworowska i już byliśmy. A sanki miałem duże, drewniane, ale na metalowych płozach, bardzo szybkie.” (Janusz Wielocha)


Jak zawsze dziękujemy za podzielenie się wspomnieniami.  Obecnie po latach saneczkowych zjazdów i rozjeżdżeniu przez quady i inne pojazdy, górka nie wydaje się już tak stroma. Ale może to nasza percepcja dorosłych, wracających wspomnieniami do czasów dzieciństwa?

Górka na Grapie obecnie, 2026. Fot. A. Piętka.

Na koniec jeszcze jedno zimowe wspomnienie z przeszłości, z czasów gdy mrozy zdarzały się częściej.

„Ja pamiętam jeszcze będąc małą dziewczynką jak rodzice zanim wychodziłam do szkoły w Słomczynie smarowali mi stopy spirytusem aptecznym zakładali rajstopy i jeszcze skarpety. Pamiętam jak te stopy grzały. A zimy w latach 70 tych to były zimy” (Elżbieta Derlatka)


Jeśli ktoś może uzupełnić wspomnienia lub posiada zdjęcia, którymi może się podzielić, prosimy o wpis w komentarzu lub na facebooku lub nadesłanie wiadomości na maila archiwa@okolicekonstancina.pl

One thought on “Wspomnienia: Górki saneczkowe

  1. Ciekawe wspomnienia, wraca pamięć o tamtych czasach. Ulice nie były sypane solą, z Piotra Skargi na Królewską Górę mój brat Jacek (5 lat starszy ode mnie) ciągnął mnie na sankach, a ja trzymałem jego narty (drewniane oczywiście, z paskowymi wiązaniami. Bywało też, że jego na nartach ciągnął pies (owczarek niemiecki) na smyczy, a ja bidny musiałem swoje sanki sam ciągnąć. Ale zabawa była przepyszna.
    A tak w ogóle, to na posesji przy ulicy Skargi 4, gdzie mieszkałem, była górka, z której zjeżdżało się na sankach i nartach, tylko, oczywiście wiele mniejsza, ale do zabawy wystarczała.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *