Na południe od Pilicy

Opacwo. Zb. Wikicommons

Podążając ścieżkami historycznego Mazowsza, warto wjechać na nie rzadko uczęszczaną drogą od południa, od strony mostu w Dęblinie, i podążać wzdłuż Wisły ku Kozienicom. Na trasie wędrowca wyrośnie wówczas mało znany klasztor w Opactwie. Dzisiejszy zespół jest w znacznej mierze dziełem epoki baroku, wznoszonym etapami od 1733 roku, a jego budowa i wykończenie trwały przez kolejne dziesięciolecia. Ale początki benedyktyńskiego opactwa w Sieciechowie sięgają XII wieku. W 1122 roku Sieciech Młodszy odbył pielgrzymkę do opactwa św. Idziego w Saint-Gilles. Niedługo później sprowadził stamtąd do swojej siedziby zakonników. Klasztor uposażył następnie Bolesław Krzywousty, a w kolejnych stuleciach opactwo stało się jednym z ważniejszych ośrodków religijnych tej części kraju. Pierwotne zabudowania były zapewne drewniane, natomiast murowany kościół romański powstał około 1230 roku. Dawny klasztor i kościół spłonęły jednak w 1682 roku. Spoglądając na kompleks dawnego opactwa pośrodku pól, na dawne zabudowania folwarczne klasztoru, nagle pojmuje się, jak wyglądało to wszystko w średniowieczu. Klasztor był tu niczym wyspa na granicy z ówczesnym Mazowszem, które leżało za lasami na północy, stanowiąc wysunięty punkt tej części Małopolski, która zwała się ziemią sandomierską. Mnisi gospodarowali tu i stanowili najbardziej wysunięty punkt chrześcijaństwa. Za Wisłą rozciągały się wpływy Rusi Halicko-Włodzimierskiej, a z północy przybywały litewskie najazdy.

Ale podróżując od południa, nim dotrzemy do Opactwa, miniemy Sieciechów, w średniowieczu należący do najważniejszych grodów nad środkową Wisłą. Już Gall Anonim pisał, że między Sandomierzem a Płockiem nie było znaczniejszego grodu. Warownia znajdowała się na terenie dzisiejszego Zajezierza, a jej znaczenie wynikało nie tylko z położenia nad Wisłą, lecz także z przebiegających tędy ważnych szlaków prowadzących przez Radom, Sandomierz i Zawichost na Ruś oraz do Krakowa. Imię swe miejscowość wzięła najpewniej od niesławnego palatyna Sieciecha, który knuł w czasach Władysława Hermana, usiłując przejąć władzę, a także bił tu własną monetę. Z czasem Sieciechów stał się również ważnym ośrodkiem miejskim i portem nadwiślańskim. W 1232 roku został lokowany na prawie magdeburskim. Wkrótce potem Sieciechów stał się też miejscem dramatycznych wydarzeń związanych z walką o władzę w rozbitej na dzielnice Polsce. Konrad Mazowiecki więził tu przez rok Grzymisławę, wdowę po Leszku Białym, wraz z jej synem, przyszłym księciem Bolesławem Wstydliwym. Po zmianie koryta Wisły rola Sieciechowa spadła w XIV wieku, podobnie jak Czerska. Wówczas także zapewne klasztor w Opactwie, początkowo lokowany nad Wisłą, wzniesiono w nowym miejscu. 

Dlaczego o tym piszę? Bo wydaje się pozornie, iż po historii średniowiecznego Mazowsza nie ma żadnych śladów. Gdy jedzie się na Dolny Śląsk, trudno zdecydować, który zamek odwiedzić; znaleźć można tam wieże obronne i freski romańskie. W porównaniu z innymi miejscami kraju Mazowsze wydaje się jałowe. Wszak budowano tu głównie z drewna, z dawnych czasów ocalało ledwie kilka zamków, a po dawnych budowlach nie ma śladu. Ale dzieje Mazowsza kryją się w nazwach, takich jak Sieciechów czy Magnuszew, choć o jego średniowiecznej historii mało kto pamięta. Możemy ją jednak odnaleźć, podążając dawnymi drogami.

Podążając dalej na północ, za Kozienicami, w stronę Czerska, znajdziemy się na Zapiliczu. Jest to zapomniana nazwa krainy w obrębie dawnej ziemi czerskiej, położonej między Pilicą, Radomką i Wisłą. Mamy tu dawne średniowieczne osady, jak Magnuszew, grody, jak Ryczywół, wreszcie znajduje się tu najdogodniejszy punkt przeprawy przez Wisłę. Odgrywał on niemałą rolę w historii Mazowsza. W 1944 roku Armia Czerwona przełamała w tym miejscu niemiecką obronę nad Wisłą, zdobywając przyczółek warecko-magnuszewski. Walki, w tym słynna bitwa pod Studziankami, zapisały się jako jeden z ważnych etapów działań poprzedzających ofensywę na Warszawę. Stąd wojskowy skansen w Mniszewie. Znaczenie tej przeprawy wyjaśnia także, dlaczego w 1794 roku Tadeusz Kościuszko obozował ze swymi insurgentami nieopodal Warki. Przez Wisłę stąd niedaleko pod Maciejowice, które stanowiły jego ostatnią bitwę, gdzie wciąż w Świerżach Górnych działa przeprawa promowa.

Obszar Zapilicza.

I tak dotarliśmy do Warki. Od pewnego czasu miasto to wydaje się nieco zapomniane. Niegdyś tędy wiodła główna droga do Radomia i Krakowa, obecnie wszystkie ważniejsze trasy je omijają. Lecz jeśli dotrzemy tu od strony Czerska, bez wątpienia naszą uwagę zwrócą charakterystyczne kapliczki przy drodze, przypominające słynną kapliczkę moczydłowską i pokazujące, jaki styl panował w XVIII wieku. Kapliczek takich wzdłuż jednej drogi próżno szukać gdzie indziej.

Sama Warka pamięta o swej przeszłości, choć od XVIII wieku znajduje się w nowym miejscu. Nie robi może takiego wrażenia jak Płock, ale warto zobaczyć farę, święte źródło i ohel cadyka, a także stanąć nad Pilicą. Była tu kolonia Szkotów, o której opowiadał swego czasu dr Łukasz Maurycy Stanaszek. Kilkanaście lat temu na rynku stanął pomnik hetmana Czarneckiego, wszak to właśnie tutaj w 1656 roku pokonał Szwedów. Wspomina się także Piotra Wysockiego i Kazimierza Pułaskiego. Warka z jakiegoś powodu kojarzy mi się jednak z pewnego rodzaju końcem i kresem historii dawnej Polski, a zwłaszcza Mazowsza. Nie tylko z powodu Maciejowic. Po upadku Czerska przejęła jego rolę w zakresie administracji ziemi czerskiej. Natrafiłem niegdyś w archiwum na dokumenty z tamtych czasów. W 1796 roku postanowienia rozbiorowe wchodziły w życie powoli, dawnym zwyczajem wciąż jeszcze opierano się na prawach Rzeczypospolitej. Rządca Obór pisał więc skargę na Szymanowskich z Turowic do władz w Warce, odwołując się do sprawiedliwości „imperatorowej Katarzyny Wtórej” i skarżąc się na uwięzienie należących do Obór chłopów w Kawęczynie. Wskutek zamieszania związanego z insurekcją Szymanowscy uznali część oborskich chłopów, którzy uciekli przed Kozakami na teren Brześc, za własnych poddanych.

Jedna z kapliczek przydrożnych w rejonie Warka-Czersk. Za Fotopolska.

Choć z historii wiemy, że od 1795 roku ziemie te znajdowały się już pod zaborem pruskim, jak widać, rzeczywistość wyglądała inaczej. Wciąż na ziemi czerskiej stały rosyjskie wojska, a jej mieszkańcy nie znali jeszcze postanowień, które zmiotły Rzeczpospolitą z mapy. Zmieniło się to rok później. Przyszli Prusacy, urządziła się zaborcza administracja, a na Pilicy stanęła granica z Austrią. Zapilicze, Kozienice, Opactwo i Sieciechów znalazły się pod zaborem austriackim. Austriacy od 1772 roku nazywali nowe ziemie od dawnego sąsiada Mazowsza, Rusi Halicko-Włodzimierskiej, Galicją i Lodomerią. Nazwę tę zastosowano również do ziem zdobytych wskutek trzeciego rozbioru. Stąd aż do 1806 roku tereny te zwano właśnie tak, podobnie jak część Urzecza. W Galicji leżał Karczew, było tam także Zapilicze – w tym samym państwie, w którym w 1797 roku po postanowieniach pokoju w Campo Formio znalazła się Wenecja. Był to również kres dawnego Mazowsza i podziałów istniejących od czasów jego niezależności. Zniknęły bowiem ziemie czerska i warszawska, zatarły się dawne podziały na powiaty. W XIX wieku o niezależności Mazowsza w średniowieczu nikt już nie pamiętał, ostatecznie zatarły się także wprowadzone w średniowieczu przez piastowskich książąt granice dawnych ziem.

I tak dotarliśmy na razie do kresu naszych wędrówek po Mazowszu, pisanych z okazji rocznicy inkorporacji. Ale jak czytelnik mógł już zauważyć, data 1526 roku niekoniecznie stanowi dokładną datę kresu niezależności Mazowsza – sejm zatwierdził inkorporację dopiero w 1529 roku. Jeśli mi się uda, w kolejne wakacje, przez najbliższe trzy lata, będę do mazowieckich opowieści wracał, bo jeszcze wiele przed nami do odkrycia i opisania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *