Tężnia Obecnie wykorzystanie solanki jest minimalne ze względu na brak możliwości zrzutu ścieków
Taki podpis pod zdjęciem zamieszcza tygodnik „Stolica” w 1986 roku publikując swój artykuł. Lata 70. minęły wraz z planami budowy uzdrowiska, teraz jest tylko kryzys, stagnacja i próba wyjścia z sytuacji. Konstancin jest w kryzysie i o tym traktuje poniższy artykuł.
Stolica 32 (2003), 10 sierpnia 1986 r.
Konstancin czeka na pomoc
Przed wojną Konstancin był letniskiem dla bogatych. Po wojnie ich wille zajęli biedni. Wkrótce zaczęły powstawać nowe. W 1967 roku, kiedy Konstancin otrzymał status uzdrowiska budownictwo willowe przyhamowano. Wyznaczono strefę chroniona obejmującą jedną czwartą miasta na cele uzdrowiskowe – obecne i przyszłe. W latach siedemdziesiątych wille znów zaczęły wyrastać. Jawnie gwałcono status uzdrowiska, chociaż zgody na budowę nie wydawano byle komu. Ledwo przebrzmiał tamten skandal, szykuje się nowy. Podnoszą się głosy, ze przepisy uzdrowiskowe hamują działalność inwestycyjną. Trzeba więc uchylić status uzdrowiska. W praktyce oznaczałoby to zabudowę każdego wolnego skrawka ziemi, a co za tym idzie – zniszczenie uzdrowiska. Czy można do tego dopuścić?

Konstancin ze wszystkich stron otaczają lasy: Las Kabacki, Lasy Chojnowskie i Oborskie. Lasy sosnowe rosnące na piaszczystych glebach sprawiają, że tamtejszy klimat ma ogromne walory uzdrowiskowe. Do tego dochodzi solanka i borowina. Takie uzdrowisko położone kilkanaście kilometrów od centrum Warszawy, to skarb, który powinien być otaczany specjalną opieką. Powinien – a nie jest. Są tylko ślady dawnej świetnośćci, piękne stare wilie, chylące się dziś ku upadkowi, których nie ma kto remontować. Jest to problem ogolnowarszawski, od lat wymagający rozwiązania. Pisałam na ten temat obszernie w 1 numerze „Stolicy” ze stycznia br. W Konstancinie gdzie dominuje zabudowa willowa, nabiera on szczególnej ostrości.
Konstancin tworzy wspólny organizm miejski z Jeziorną, Chylicami i Skolimowem. Jest to wspólnota pozorna, bardziej administracyjna niż funkcjonalna. Każda z tych osad rozwijała się w innych warunkach, każda ma dziś inne potrzeby. Wspólne są tylko zaniedbania i braki. Wszędzie brakuje nowych mieszkań, a starych się nie remontuje. Brakuje sklepów, zakładów usługowych, a przede wszystkie – infrastruktury technicznej ujęcia wody i sieci wodociągowej, oczyszczalni ścieków, kolektora, centralnej ciepłowni, stacji elektroenergetycznej, dróg. Na infrastrukturę wydano już około 2 min zł, ale efekty wciąż są nikłe.

Te braki w jaskrawym świetle ukazują jakość życia stałych mieszkańców. Uzdrowisko cierpi również z tego powodu. Podstawą jego istnienia są przecież dobre warunki środowiska naturalnego, a ono ulega systematycznej degradacji. Rzeki Jeziorka i Mała są rzekami tylko z nazwy – bardziej przypominają ściek. Dzięki lasom powietrze jest jeszcze świeże, ale jak długo? Zakłady produkcyjne w Piasecznie, Mysiadle i Mirkowie pylą bez ograniczeń. Do tego dochodzą zanieczyszczenia komunikacyjne – spore, jako że przez Konstancin przechodzi ruch tranzytowy, oraz dymiące kominy domów i pył polnych dróg, którego tumany wzbija każdy pojazd. A ruch pojazdów jest, w samym uzdrowisku, stanowczo za duży, przydałyby się ograniczenia.
Dzielnica uzdrowiskowa rozciąga się na terenie Konstancina, Skolimowa i Królewskiej Góry. Trzy szpitale, ogólnodostępny zakład przyrodoleczniczy i inne obiekty uzdrowiska mieszczą się w starych willach, rozsianych w różnych miejscach. W sumie uzdrowisko ma tych willi 17. Łącznie jest tam 280 łóżek. Leczy się choroby układu krążenia, narządów ruchu, reumatyczne, układu wydzielania wewnętrznego i przemiany materii, a także różne schorzenia dróg oddechowych. Niezależnie od uzdrowiska działa mające ustaloną renomę. Stołeczne Centrum Rehabilitacji, które dysponuje 700 łóżkami. Ogółem w szpitalach i sanatoriach Konstancina jest około 1100 łóżek, a w przyszłości ma ich być 2500, co wynika ze wskaźników umożliwiających zachowana funkcji leczniczo uzdrowiskowej. Wziąwszy pod uwagę brak łóżek w szpitalach warszawskich jest to już dziś licząca się ilość.

W latach siedemdziesiątych kiedy w każdej dziedzinie życia planowano na miarę „dziesiątej potęgi przemysłowej świata”, w Konstancinie miały powstać nowe, wspaniałe sanatoria. Dzisiejsze plany są znacznie skromniejsze, za to bardziej realne. Kierujący uzdrowiskiem od trzech lat lek. Med. Zdzisław Cieślukowski wprowadził metodę, „małych kroków”. Polega ona na maksymalnym wykorzystaniu istniejącej bazy jej modernizacji i rozbudowie oraz stopniowym przejmowaniu nowych obiektów, szczególnie położonych w sąsiedztwie. Dzięki temu poszczególne budynki wraz z uporządkowanym otoczeniem stworzą funkcjonalną całość. I tak po kawałeczku…
Okazuje się, ze „zaciskanie pasa” ma swoje dobre strony. Zmusza do sięgania po wypromowane metody, pomaga też docenić stare wartości. Taką wartością w wymiarze historycznym i kulturowym jest układ przestrzenny Konstancina. Planując budowę ogromnych sanatoriów, nie zastanawiano się nad tym, czy będą one do tego układu pasowały, czy go nie zepsują. I czy przy okazji nie zniszczy się tak cennej w Konstancinie zieleni. Łatwiej zresztą budować nowe niż remontować stare. Dziś uważa się że jeśli budować to małe pawilony, wkomponowane w otaczającą zieleń.

Większość willi będących w posiadaniu uzdrowiska jest w dobrym stanie Inne wymagają szybkiego remontu. W maju ubiegłego roku odkupiono walący się budynek od FSO. Środki na remont i są, ale na razie me ma wykonawcy. W przyszłości planuje się przeniesienie tam biura, a w willi, którą zajmuje ono obecnie – zorganizowanie oddziału szpitalnego. Dwa lata temu Prokuratura Generalna odsprzedała uzdrowisku willę w podobnym stanie. Na razie wykonano to, co było najważniejsze remont dachu. Ma tam powstać szpital rehabilitacji kardiologicznej. Trwają pertraktacje z wykonawcami w sprawie remontu przejętego w ubiegłym roku budynku dawnej restauracji Berentowicza. Jest to świetne miejsce na stołówkę uzdrowiskową. Kończy się remont pawilonu gastronomicznego, w którym zostanie urządzona pijalnia wód mineralnych. Obok, w dawnym budynku przepompowni ścieków wyremontowanym przez uzdrowisko od podstaw będzie biuro usług dla pacjentów. To są właśnie przykłady realizowania metody „małych kroków”
Plany sięgają dalej, ich urzeczywistnienie zależy jednak od możliwości przekwaterowania lokatorów Gdyby udało się wysiedlić 16 rodzin mieszkających w tzw. szwedzkim domu”, byłby oddział dla 40 pacjentów W budynku kina, stanowiącym własność miasta, mieszka ośmiu lokatorów. Dyrekcja uzdrowiska podjęłaby się remontu i adaptacji budynku na ośrodek kultury, ale najpierw trzeba przekwaterować ludzi. Tylko dokąd?

Blisko 3000 mieszkańców Konstancina-Jeziorny czeka na mieszkania, a istniejąca tu spółdzielnia mieszkaniowa niczego jeszcze nie zbudowała. Nie ma gdzie budować, ponieważ do tej pory nie zatwierdzono planu zagospodarowania przestrzennego. Resort rolnictwa zwleka z przekazaniem budownictwu niewielkiej ilości gruntów. Natychmiastowego remontu wymaga kilkadziesiąt willi Władze lokalne nie uporają się same ze wszystkim problemami potrzebna jest pomoc Warszawy. Konstancin leczy warszawiaków więc chociażby z tego względu należy mu się rewanż.
EWA DOBROWOLSKA. Zdjęcia: JACEK SIELSKI

Redaktor naczelny portalu, z wykształcenia historyk, absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Rodzinnie związany od wielu pokoleń z Nadwiślańskim Urzeczem, badacz regionu i dziejów lokalnych, autor publikacji oraz artykułów w tym zakresie.

