Pożar szmaciarni, 15 XI 1984 r. Zdjęcie ze zbiorów Starej Papierni.
15 listopada 1984 r. pożar strawił budynek obecnej Starej Papierni. Wówczas znany był pod nazwą „szmaciarnia”. Pojawiła się ona gdy po zakupie jeziorańskiej papierni w 1887 r. przez Leona Kronenberga i Edwarda Natansona dokonano jej rozbudowy, a główną rolę produkcyjną przejęły nowo wybudowane obiekty na terenie zakładu w obecnym Mirkowie. Budynków położonych w Jeziornie Oborskiej wybudowanych w 1836 r. zaczęto używać jako skład szmat, sortownię, rębalnię i miejsce wstępnego przerobu surowca. Początkowo określano je Starą Papiernią, gdy przeniesiono z niej produkcję papieru do nowych budynków w Mirkowie, z czasem wśród miejscowych zastąpiło je inne określenie, z uwagi na nowe przeznaczenie – „szmaciarnia”. W 1958 budynki wpisano do rejestru zabytków.

Pod koniec lat 60. papiernia oddała budynki w użytkowanie Centralnemu Ośrodkowi Badawczo-Rozwojowemu Opakowań i mieścił się tu Zakład Doświadczalny. Wówczas zlikwidowano tory prowadzącej z Warszawskich Zakładów Papierniczych, którymi wożono dotychczas szmaty wózkami konnymi.

15 listopada 1984 r. wybuchł tragiczny w skutkach pożar. Przyczyną miała być awaria pompy która podawała wodę do chłodzenia maszyn. Tego dnia zakład był nieczynny. Wiele osób wspomina pożar po dzisiejszy dzień, bowiem palący się budynek główny szybko zaczął stanowić zagrożenie dla Jeziorny Królewskiej, bowiem wiatr wiał tego dnia w kierunku rzeki i przenosił palące się kawałki papy w stronę zabudowań, jak wspominał Jacek Staniszewski. Wedle wspomnień Mariusza Lisowskiego w powietrzu unosiły się także płonące szmaty. Na tzw. Argentynie zapalił się jeden dom. Jak wspominał Piotr Szewczyk gdy wybuchł pożar na miejsce jako pierwsi dotarli druhowie z OSP Jeziorna (obecnie OSP Konstancin-Jeziorna). Dom uległ spaleniu, dzięki akcji straży nie zajęła się ogniem pobliska stacja benzynowa. Na miejsce pożaru przybyło wiele osób, wedle wspomnień wielu osób był on widoczny w całej okolicy, gdy się ściemniło. W akcji gaszenia brało udział kilkanaście jednostek straży pożarnej.

Wedle części osób wspominających już wówczas znajdowały się tam magazyny Muzeum Narodowego, w części zakładu, która nie uległa spaleniu – ostatecznie pożar objął jedynie główny budynek. Według innych magazyny wykorzystywano w tym celu dopiero po pożarze. P. Halina wspominała, że pod koniec lat 90. powieszono tam nawet tabliczkę, że obiekt jest pod pieczą muzeum.

Jak pisała pół roku po pożarze Ewa Pustola-Kozłowska, przyczyny pozostawały nieznane. „Ogień wypalił drewniane stropy i dach oraz znacznie nadwątlił strukturę ścian magistralnych. Dotychczasowy użytkownik obiektu, wspomniany Centralny Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Opakowań, szybko oddał zrujnowany budynek gminie. Dla gminy odbudowa obiektu -to zbyt wielkie obciążenie, tym bardziej że w Konstancinie wołają o ratunek zdewastowane, również zabytkowe wille. Tak więc budynku tego nikt już nie chce. A odbudować go trzeba, bowiem był on niezwykle ważny dla całego zespołu fabrycznego. Bez niego istniejący tu układ wodny w postaci stawu, przepustu i kanału odpływowego straci swą logikę, podobnie układ komunikacyjny i przestrzenny. Budynek ten, tworzący całość z pozostałymi elementami zespołu, ilustrował historyczny etap rozwoju papierni, jedynego podwarszawskiego tak dużego i cennego kompleksu przemysłowego, dlatego musi zostać odbudowany lub zrekonstruowany, a o tym zadecydują już ekspertyzy techniczne murów i grono konserwatorskie. Istnieje jednak poważna obawa, że nim zapadną decyzje, nim zbiorą się odpowiednie komisje, nim zakończą swą wędrówkę po urzędniczych biurkach sterty pism, nim powstanie odpowiedni projekt – wypalony budynek zawali się i nie będzie już czego odbudowywać”.

Z uwagi na zmianę ustroju, przez ponad dekadę wydawało się, że ruiny nie mają szans na odbudowę. Mieściły się tu wówczas magazyny Muzeum Narodowego w Warszawie. W 2003 r. Tomasz Urzykowski w „Spotkaniach z zabytkami” pisał „Jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX w. wydawało się, że dla stojącego w centrum podwarszawskiego miasteczka – u zbiegu ul. Warszawskiej i al. Wojska Polskiego – budynku dawnej wytwórni papieru nie ma ratunku. Od czasu pożaru w 1984 r. obiekt nie miał stropów ani dachu. Postrzępione mury z wielkimi dziurami zamiast okien bardziej przypominały relikt średniowiecznego zamku niż zakład przemysłowy. Niebezpiecznie przechylające się ściany podpierano drewnianymi stemplami. Ktokolwiek przejeżdżał w pobliżu nie zapomni ceglanych kikutów porośniętych bluszczem. Latem dochodziła do tego przykra woń przepływającego pod ruderą kanałku, napędzającego niegdyś fabryczne turbiny. Nie mówiąc już o rojach wylęgających się w nim muszek i komarów…”

Jesienią 2000 r. Jan Wejchert zakupił zrujnowaną budowlę i choć wiele osób spodziewało się rozbiórki postanowił odbudować fabrykę z zachowaniem możliwie największej ilości autentycznej substancji, a w surowych wnętrzach ulokować nietypowe centrum handlowo-usługowe. W latach 2000-2002 przeprowadzono ich odbudowę zachowując oryginalny układ architektoniczny. Wówczas także rozebrano mur okalający dawny zakład. Centrum Handlowe Stara Papiernia zostało otwarte 23 listopada 2002 r. i od tego czasu pełni rolę kompleksu usługowo-handlowego. Jeden z architektów przewidywał, że z uwagi na układ topograficzny Konstancina-Jeziorny dawna wytwórnia papieru ma szansę stać się zaczątkiem centrum miejscowości. I tak się po części stało.

Wspomnienia dotyczące szmaciarni publikowano uprzednio W TYM TEKŚCIE.
Zdjęcia z pożaru udostępnione przez Starą Papiernię, dziękujemy za podzielenie się.
Wspomnienia zaczerpnięto z wypowiedzi w mediach społecznościowych, fragmenty tekstu z E. Pustola-Kozłowska „Papiernia nad Jeziorką”, w Spotkania z Zabytkami” 3-4/1985 oraz T. Urzykowski, „Stare i Nowe”, w „Spotkania z Zabytkami” 5/2003
Jeśli ktoś może podzielić się jakimś wspomnieniem, prosimy o wpis w komentarzu lub na facebooku pod zdjęciem w albumie lub nadesłanie wiadomości na maila archiwa@okolicekonstancina.pl

Redaktor naczelny portalu, z wykształcenia historyk, absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Rodzinnie związany od wielu pokoleń z Nadwiślańskim Urzeczem, badacz regionu i dziejów lokalnych, autor publikacji oraz artykułów w tym zakresie.
