Kolejka w Konstancinie

Na teren letniska Konstancin kolejka docierała odgałęzieniem z bocznicy nazwanej Rozjazdem Oborskim. Wjeżdżała na teren osiedla przez solidny, zachowany do dziś nasyp, przecinający rozlewiska Jeziorki i przez most przerzucony ponad jej nurtem. Docierała na dworzec usytuowany przy równoległej do Alei Sienkiewicza ulicy Kolejowej (obecnie Źródlana), w pobliżu jej skrzyżowania z ulicą Słowackiego (obecnie Wierzejewskiego). Budynek dworcowy, zaprojektowany przez Józefa Piusa Dziekońskiego, odpowiadał charakterem wykwintnej miejscowości letniskowej. Jego wygląd przechowały liczne fotografie i opisy dawnych bywalców kurortu pełne zachwytów i podkreślające urok tego miejsca.

Trasa kolejki wilanowskiej w Konstancinie, widoczne bocznice do Konstancina i cegielni oraz Chylic

Była to budowla drewniana w stylu alpejskim, opleciona winoroślą, otoczona kwiatami, przesycona zapachem żywicznego drewna i węglowej sadzy, zawsze czysta i wysprzątana. Od dworca odgałęziała się w głąb uzdrowiska równolegle do Alei Sienkiewicza bocznica kolejowa kończąca swój bieg przy oborskiej cegielni. Obok transportu cegły połączenie to przydawało się niekiedy do celów nadzwyczajnych. Na przykład do transportu … zwłok zmarłych nagle konstancińskich posesjonatów. Tak jak w przypadku nagłej śmierci budowniczego willi Julia Karola Machlejda (1837 – 1906). Krystyna Urlich ożeniona z synem Karola, Julianem Machlejdem opisała dość niezwykły jak na nasze czasy sposób transportu ciała zmarłego teścia do Warszawy. „Ciało wyprowadzono następnego dnia do przygotowanego wagonu towarowego ubranego choiną i podstawionego przy willi „Zbyszek” („Julia” położona jest za tym pensjonatem – Z.S.), i od stacji w Warszawie karawan ruszył na cmentarz ewangelicko-augsburski”. Projektowanego u zbiegu dzisiejszych ulic Sienkiewicza i Żeromskiego, drugiego dworca kolejowego nigdy nie zrealizowano, a w tym wypadku byłby przydatny. 

Dworzec “Konstancin”, przed 1914 r.

Autor podpisujący się inicjałami K.W. w artykule pt. „Nowe latowisko” na łamach „Kuriera Warszawskiego” w 1900 roku podkreślał natomiast zabezpieczenie mieszkańców uzdrowiska przed zanieczyszczeniem powietrza ze strony parowych „samowarków”. „Wiorstowa aleja bita (Sienkiewicza – Z. S.) do przechadzek i przejażdżek, przecinająca całą przestrzeń Konstancji na dwie prawie równe części a od równoległego z nią plantu kolejki (nasypu, który zachował się na całej długości w obrębie uzdrowiska – Z. S.) oddzielona jest kilkudziesięciołokciową ścianą sośnicy chroniącej ją od dymu i pyłu”. Dobrze zapamiętała drezynę Katarzyna Witwicka mieszkająca w Maryli przy Sienkiewicza: „po torach razy czy dwa razy dziennie jeździła jednokonna drezyna z Obór na stację oraz towarówka wioząca cegły”. Taki też sielankowy obraz bocznicy  zapamiętała i utrwaliła w swych „Wspomnieniach” Monika Żeromska. „Przy dobrym humorze prowadzącego drezynę można było pędzić nią przez cały Konstancin i przez pola aż do osiedla strycharzy przy cegielni”. Częściej jednak wędrowała ze swego domu stojącego w pobliżu hydroforni i Alei Sienkiewicza, w przeciwną stronę, na dworzec kolejki. „Goście przyjeżdżali, rodzice jeździli do Warszawy, a ja odprowadzałam ich na stację kolejki. Parowozik z wysokim kominem wjeżdżał ciągnąc wagony i bezustannie gwiżdżąc manewrował, bo Konstancin był ostatnią stacją. Pan zawiadowca także gwizdał, bilety pozwalał mi ojciec kupować w kasie. Cały przewiewny budynek opleciony był starym, pachnącym winem, tak że wchodziło się tam jak do zielonej cienistej altany. Dookoła rosły kasztany, które jesienią także były jeszcze jedną atrakcją tego miejsca. Słodki zapach kwitnącego wina, dymu i świetnych rzeczy, które gotowała żona zawiadowcy stacji, to wszystko było nadzwyczaj pociągające. Kiedyśmy wracali pod wieczór, szliśmy do domu trzymając się za ręce długą prostą ulicą Sienkiewicza, którą ocieniały gęsto posadzone kuliste akacje, a na końcu świecił różowo w zachodzącym słońcu ceglany wodociąg”. Zgodnie z rozkładem kolejka kursowała co godzinę.

Dworzec “Konstancin”, lata trzydzieste XX wieku. Zb. A. Zyszczyka

Katarzyna Witwicka w swych „Opowiadaniach konstancińskich” podkreśla, że kolejka będąc jedynym środkiem transportu łączącym Konstancin ze stolicą, łączyła ludzi niezależnie od ich zamożności i społecznego statusu. Prawie wszyscy podróżujący nią regularnie znali się blisko lub choćby z widzenia. Wspomina o zdarzeniu, które połączyło ją, jej ojca i mieszkającego już wówczas w Konstancinie sławnego pisarza Stefana Żeromskiego. Była wigilia Bożego Narodzenia i pracujący w Warszawie ojciec Katarzyny zakupił tam gęś, którą rodzina miała spożyć podczas świąt. Ponieważ jednak omówiony był jeszcze z kolegami na przedświątecznego „śledzika” pognał na Plac Unii, aby komuś ze znajomych z Konstancina wręczyć zakup z prośbą o dostarczenie go rodzinie. „Napatoczył” się Żeromski i bez oporu zgodził się spełnić prośbę tym bardziej, że jego „Świt” graniczył przez płot z pensjonatem w którym zamieszkiwali Witwiccy.

Dworzec “Konstancin”, lata dwudzieste XX wieku.

Andrzej Łapicki w jednym z ostatnich felietonów ogłoszonych na łamach „Rzeczpospolitej” też przedstawił podobny sielankowy obraz. „Czy można sobie wyobrazić końcową stację ekspresu Warszawa – Skolimów na placu Unii Lubelskiej? Kolejka startowała spod słupa ogłoszeniowego, który przetrwał do dziś. Zjeżdżała w dół Słoneczną i hen, dalej do Konstancina. Jakim cudem z powrotem wdrapywała się na szczyt placu Unii Lubelskiej to już tajemnica złotych rączek mechanika (i wspomnianego urządzenia zębatego – Z.S.). Przed wojną stację końcową przeniesiono na dół, do wylotu Słonecznej (dziś jest tu masywny gmach ambasady Rosji – Z.S.). Stamtąd ciuchcia ruszała, pokonywała <zakręt śmierci>, gdzie miała wypadek nawet Hanka Ordonówna. /…/. Na końcu trasy niezmiennie czeka dom Aktora. Dom Starego Aktora gdzie można we względnym luksusie dożyć swoich dni. Spotyka się tam typy nieprawdopodobne”. Dalej  był budynek stacyjny i odchodziła bocznica do Chylic i chylickiej cegielni. Biegła ul. Kolejową dziś Przesmyckiego, skręcała w Długą i Słowiczą dojeżdżała do celu. Nie zawsze jednak na trasie Kolejki Wilanowskiej panowała sielanka godna opisu córki sławnego pisarza. Zdarzały się zakłócenia spowodowane przez kapryśną i groźną  naturę. Wielka śnieżyca w lutym 1929 roku, na dwa tygodnie odcięła Konstancin od świata. Dwumetrowa warstwa śniegu zablokowała drogi i tory kolejki, nieskuteczne okazało się kopanie tunelu wzdłuż torowiska. Jeszcze gorzej, bo wykolejeniem zakończyła się próba „wiercenia” tunelu przy użyciu kilku sprzężonych parowozów. Dopiero poprawa pogody samoistnie rozwiązała problem.

Bocznicę kolejki do Konstancina zlikwidowano w 1952 roku, linię do Piaseczna w 1971 roku. Pozostała tylko nazwa dawnego przystanku „Rozjazd Oborski”, czasem jeszcze używana przez dawnych mieszkańców, określających drogę do Piaseczna jako „przez rozjazd”.

Wjazd kolejki wilanowskiej na stację w Konstancinie w roku 1942 lub 1943. Nagranie ze zbiorów rodzinnych p. Andrzeja Blikle. Poglądowy dźwięk i napisy dodano w procesie redakcji.
fb-share-icon0

Może ci się także spodobać...