Na rogu dzisiejszych ulic Potulickich i Wareckiej przez wiele lat stał niepozorny, parterowy budynek. Dla przypadkowego przechodnia był zwykłym barem. Dla mieszkańców Konstancina-Jeziorny był jednak czymś znacznie więcej. Był miejscem spotkań, rozmów, świętowania sukcesów i odreagowywania codziennych trosk. Był częścią życia miasta. Działał tam do lat 90. Dziś po „Strzemiennym” pozostały już tylko wspomnienia. Ale jakie wspomnienia!
Położony niemal na uboczu, trochę „za miastem”, tworzył własny, niepowtarzalny świat. Nie było tu wielkomiejskiego zgiełku. Było spokojnie, swojsko i jakoś bardziej po ludzku. Wielu mieszkańców wspomina, że właśnie ta lokalizacja dawała poczucie swobody i anonimowości. Można było usiąść, porozmawiać ze znajomymi i na chwilę zapomnieć o codzienności. Choć budynek nie zachwycał architekturą, nadrabiał atmosferą. Jak wspomina jedna z mieszkanek:
„Budynek był obskurny, ale jedzenie dobre.” Inna osoba podsumowała to jeszcze krócej: „Spelunka, ale z klimatem.” I chyba właśnie te dwa zdania najlepiej oddają charakter Strzemiennego.
Był to lokal prywatny, co w czasach PRL było rzadkością. W okresie, gdy w sklepach brakowało niemal wszystkiego, tutaj zawsze można było dobrze zjeść. Mieszkańcy do dziś zastanawiają się, jak właściciele radzili sobie z zaopatrzeniem. Jedno jest pewne – potrafili. Wspomnienia bywalców tworzą prawdziwą kulinarną kronikę dawnego Konstancina.

Największą sławą cieszyła się kaszanka z cebulką. „Kaszanka z cebulką rewelacja.” Dla wielu była to pozycja obowiązkowa podczas każdej wizyty. Nie mniejszą legendą była golonka. „Była naprawdę super golonka.” Goście wspominają także schabowego, który podobno ledwo mieścił się na talerzu. „Schabowy na cały talerz.”
Menu uzupełniały dania, które dziś nazwalibyśmy klasyką polskiej kuchni:
- żurek z jajkiem,
- schab w sosie własnym,
- kasza gryczana z gulaszem i kiszonym ogórkiem,
- wędzona słoninka.
Jedna z mieszkanek wspomina:
„Kasza gryczana, gulasz i ogórek kiszony. Pycha, pamiętam.”
Bar miał również swój wyjątkowy wystrój. Nazwa nie była przypadkowa. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające konie, a wnętrze zdobiły prawdziwe strzemiona i elementy końskiej uprzęży. Jak wspomina jeden z dawnych pracowników: „Wystrojem w środku były uzdy i strzemiona. Stąd powstała nazwa baru Strzemienny.” Inna mieszkanka dodaje: „Fajny był wystrój wnętrza, były tam strzemiona i piękne obrazy koni.” Dzięki temu lokal miał swój własny charakter i odróżniał się od innych barów tamtych czasów.
Ze wspomnień wynika również, że „Strzemienny” został otwarty 1 sierpnia 1979 roku. Dla wielu mieszkańców stał się szybko miejscem niemal kultowym. Spotykali się tam pracownicy miejscowych zakładów, mieszkańcy Jeziorny, Konstancina, Skolimowa i okolicznych wsi. Wspomnienia pokazują coś jeszcze. Ludzie nie pamiętają tylko jedzenia. Pamiętają atmosferę, znajomych, rozmowy i ludzi tworzących to miejsce. Po latach jedna z osób napisała po prostu: „Trochę czasu tam spędzałem.” W tym krótkim zdaniu zawiera się chyba cała historia Strzemiennego. „Znałem pp. Bobowskich właścicieli „Strzemiennego”. Trudno dziś sobie wyobrazić, że to miejsce i taki barek, mógł mieć powodzenie, ale miał!” Nie był zabytkiem, nie był luksusową restauracją i nie trafiał do przewodników turystycznych. Był natomiast częścią codziennego życia mieszkańców. Miejscem, które współtworzyło lokalną tożsamość Konstancina-Jeziorny. Dziś pozostały wspomnienia. I może właśnie dlatego są one tak cenne.
Nie było wtedy telefonów komórkowych ani internetu. Jeśli ktoś chciał spotkać się z kolegą, po prostu zaglądał do Strzemiennego. Po pracy przychodzili tu pracownicy papierni, cegielni, kierowcy, rzemieślnicy i mieszkańcy okolicznych ulic. Jedni wpadali tylko na chwilę, inni przesiadywali znacznie dłużej. Przy stolikach rozmawiano o wszystkim. O pracy, o pogodzie, o plonach w ogródkach, o dzieciach, które właśnie kończyły szkołę, o meczu Legii, o rybach złowionych w Jeziorce czy o tym, co nowego wydarzyło się w Konstancinie. Ktoś wspominał dawną kolejkę wilanowską, ktoś inny opowiadał dowcip, a za chwilę cała sala wybuchała śmiechem. Nikt się nie spieszył. Przy talerzu gorącego żurku, kaszanki z cebulką czy słynnej golonki czas płynął jakby wolniej. To właśnie tutaj spotykali się sąsiedzi, umawiano się na wspólne wędkowanie, pomagano znaleźć pracę, zapraszano się na wesela i chrzciny. Strzemienny był miejscem, w którym codzienne życie mieszało się z historiami mieszkańców. Dzisiaj po samym budynku nie pozostało już nic. Ale wystarczy jedno stare zdjęcie i kilka wspomnień, aby na nowo ożył gwar rozmów, brzęk talerzy i charakterystyczny zapach smażonej cebulki unoszący się nad barem. Bo tak naprawdę mieszkańcy nie pamiętają tylko potraw. Pamiętają ludzi. To oni tworzyli atmosferę Strzemiennego i sprawili, że po tylu latach to miejsce wciąż żyje w pamięci kolejnych pokoleń.
Bo historia miasta to nie tylko pałace, wille i wielkie wydarzenia. To również takie miejsca jak Strzemienny – gdzie pachniało żurkiem, kaszanką z cebulką i zwyczajnym, dobrym życiem.
Mały bonusik. Przepis na kaszankę ze Strzemiennego.
Jeżeli chcemy odtworzyć smak kaszanki ze Strzemiennego, warto pamiętać, że była to kuchnia prosta, ale uczciwa. Nie stosowano wyszukanych przypraw. Liczyły się dobra kaszanka, świeża cebula, smalec i cierpliwość.

Kaszanka z cebulką „jak w Barze Strzemienny”
Składniki (4 porcje):
- 4 dobrej jakości kaszanki (najlepiej z dużą ilością kaszy gryczanej),
- 3–4 duże cebule,
- 2–3 łyżki smalcu,
- 1 łyżka masła (opcjonalnie),
- sól,
- świeżo mielony pieprz,
- majeranek,
- odrobina cukru do cebuli
Przygotowanie
Najpierw pokrój cebulę w cienkie półplasterki. Na patelni rozgrzej smalec i smaż cebulę bardzo powoli przez około 20–25 minut. Nie może się przypalić. Powinna stać się miękka, złocista i lekko słodka. Pod koniec dodaj szczyptę cukru oraz odrobinę pieprzu.
Kaszankę ponacinaj delikatnie z obu stron lub zdejmij osłonkę, jeśli wolisz bardziej chrupiącą wersję.
Na drugiej patelni rozgrzej odrobinę smalcu. Smaż kaszankę na niewielkim ogniu około 5–6 minut z każdej strony. Powinna być dobrze zarumieniona z zewnątrz, ale w środku pozostać miękka i soczysta. Pod koniec posyp ją niewielką ilością majeranku.
Na talerzu ułóż kaszankę i przykryj grubą warstwą gorącej, karmelizowanej cebuli.
Z czym podawano?
Bywalcy „Strzemiennego” wspominają przede wszystkim prostotę dań. Do kaszanki najczęściej podawano:
- świeży chleb,
- ogórek kiszony,
- ogórek małosolny (latem),
- musztardę,
- czasami buraczki lub kapustę kiszoną.
A do tego obowiązkowo mocna herbata lub… kufel zimnego piwa.

Ewentualnie, kieliszek „dobrze schłodzonej substancji” Jeśli ktoś może uzupełnić powyższe informacje, zidentyfikować osoby widniejące na fotografii lub może podzielić się jakimś wspomnieniem z nimi związanym, bądź posiada inne dokumenty wspomnienia na ten temat, którymi może się podzielić, prosimy o wpis w komentarzu lub na facebooku lub nadesłanie wiadomości na maila archiwa@okolicekonstancina.pl

W latach 1979-2025 nauczyciel historii szkół podstawowych na terenie gminy Konstancin-Jeziorna, wychowawca, organizator, przewodnik, instruktor harcerski, twórca uczniowskiego klubu turystycznego „Traper”.
