Zimowe drogi

Od kilku dni pada śnieg, spadła temperatura, lecz zima nie stanowi problemu, stała się przede wszystkim atrakcją. To niezauważalna lecz fundamentalna zmiana jaka zaszła w naszym życiu, na którą zwrócono mi niedawno uwagę na Urzeczu. Aż do czasów wojny zima przynosiła konieczność wytężonej pracy, nawet jeśli nie wiązała się koniecznością przebywania od świtu do zmierzchu w obejściu i polu. Zadbać trzeba było o opał, o ogrzanie domostw i inwentarza. Wymagało to odpowiednio wczesnych przygotowań, bowiem śnieg utrudniał bądź uniemożliwiał całkowicie komunikację pomiędzy okolicznymi osadami. Zima trwała długo, przeglądając gazety z XIX wieku zauważymy, iż biało stawało się już w listopadzie, a śniegowa warstwa leżała nierzadko do marca lub kwietnia. Normalną rzeczą był mróz, nierzadko sięgający minus 20 stopni. W takich sytuacjach gdy choć na kilka dni temperatura się podnosiła, bądź nadchodziła odwilż, to ona była atrakcją i ukojeniem, dającym możliwość odpoczynku od ogrzewania domostw, uszczelniania dachów i ścian, usuwania śniegu i lodu.

Kabaty, 1928. Fot. H. Poddębski. Zbiory APW.

Bo zapomnieliśmy nie tylko o tym, że zimową porą czas spędzano w gronie wielopokoleniowej rodziny w słabo oświetlonych niewielkich izbach, że był to czas zawierania małżeństw, bowiem nie musiano pracować w polu, lecz również o rzeczach takich, jak utrudnienia w poruszaniu się. Pewne rzeczy wyrzuciliśmy wręcz całkowicie ze świadomości w naszym świecie, wyposażeni w dające łatwość przemieszczania się pojazdy mechaniczne. Podczas dyskusji dotyczącej zdjęcia przedstawiającego okolice Gucina i obecną Aleję Wilanowską jeden z dyskutantów odrzucił możliwość, iż jest to ulica, bowiem była ona prosta, podczas gdy na zdjęciu widoczny ślad na śniegu skręcał. Nasza codzienność, w której drogi są odśnieżane, widoczny jest dokładnie ich przebieg a pojazdy jeżdżą w liniach prostych sprawia, iż nie zdajemy już sobie sprawy, jak wyglądało to w przeszłości. Obfite opady śniegu powodowały, iż ówczesne drogi znikały całkowicie pod jego warstwą i przestawały się odróżniać od otaczających je pól. Stawały się one nieprzejezdne dla pojazdów posiadających koła, z rzadka przejeżdżały nimi sanie. Każde wzniesienie, dół czy kamień powodowały lekkie odchylenie od kierunku jazdy. Kolejne pojazdy podążały koleinami pierwszych sań, co sprawiało, iż nawet jeśli droga szła w linii prostej, zimą jej zarys zdawał się biec zupełnie inaczej.

Szosa Wilanowska, okolice Służewa, 1928. Fot. H. Poddębski.

Przyzwyczajeni do samochodów pokonujących śniegi zapominamy, iż jeszcze nie dano wyposażone w koła pojazdy nie były w stanie przebić się przez zaspy, bowiem wozy utykały w śniegu. Gdy kilkanaście lat temu ujrzałem w jednym z gospodarstw na Mazowszu takie sanie miałem przez chwilę problem ze zrozumieniem do czego mogą one właścicielowi służyć, będąc przyzwyczajonym do utwardzonych dróg, którymi da się przejechać samochodem. Ówczesne trakty między osadami były zwykłymi polnymi drogami, po deszczach tonących w błocie, a zimą całkowicie zasypanych. Sanie były jedynym środkiem transportu, na drogach, które nigdy nie były odśnieżane. Mecenas reprezentujący interesy Potulickich w połowie XIX wieku w przedstawianym im rozliczeniu rachunku wielokrotnie wykazywał, iż przemieszczał się sankami, podobnie czynił sądowy woźny, doręczający wezwania kolonistom olęderskim z dóbr oborskich. Warto zauważyć, iż sanie z Urzecza podobnie jak tutejsze wozy, miały rozstaw płóz innych choćby od tego używanego przez Polesuków z Mazowsza Leśnego, z kołbielszczyzny. To kolejna rzecz prócz mowy i zwyczajów, która stanowiła pewną barierę w kontaktach i podkreślała odmienności regionalne.

Droga do Wilanowa, 1937. Zbiory APW.

W śniegu należało wydeptać ścieżki i wyjeździć koleiny. Łatwiej było więc nie udawać się daleko jeśli nie było potrzeby, wyjątkiem był rzecz jasna kościół parafialny, gdyż obrządek wyznaczał rytm codziennego życia. Jednak dotarcie do parafii w Słomczynie czy Powsinie przez sypiący śnieg i zaspy nie było łatwe. Na Urzeczu szybsza i równiejsza droga wiodła przez zamarzniętą Wisłę, bowiem do zawiślańskich miejscowości można było dotrzeć w ten sposób dużo łatwiej. Kościoły w Karczewie czy Zerzeniu stawały się w ten sposób miejscem, gdzie nie tylko udawano się na msze, ale również udzielano sakramentów. W metrykach obu świątyń znajdziemy wiele chrztów czy małżeństw zawartych zwłaszcza zimową porą. Często czynili to szczególnie olęderscy koloniści, którzy za nic mieli obowiązek nałożony na nich przez przepisy wprowadzone już przez pruskie władze w latach 1796-1806, a potrzymane przez rządy Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego, nakazujące im zgłaszania urodzeń, małżeństw i zgonów w parafiach katolickich, na terenie których mieszkali. Bywały lata, gdy osadnicy z Kępy Okrzewskiej czy Oborskiej pojawiali się zimą w Zerzeniu czy w Wilanowie, gdzie udawali się zamarzniętą Wisłą.

Kabaty, 1928. Fot. H. Poddębski. Zbiory APW.

Choć w wielu opracowaniach przeczytamy, iż lód na Wiśle był tak gruby, że jeździły tamtędy w Warszawie karety, sprawa nie jest tak oczywista. Bywała zdradliwa, lód był miejscami cieńszy, tworzyły się miejsca gdzie wartki nurt sprawiał, iż zamarzała jedynie pozornie. Na Urzeczu normalnym było, iż wyznaczano szlaki, którymi chadzano przez rzekę. Oznaczano je palikami wbitymi w lód i nie prowadziły one w linii prostej. Biada temu, kto zgubił drogę. W gazetach z przełomu XIX i XX wieku natrafić możemy na informację o tych, którzy zmylili drogę w zadymce, choćby o chłopcach z Kępy Oborskiej, którzy poszli wówczas pod lód, bowiem nie trzymali się szlaku. Lód rzecz jasna stanowił także inne zagrożenie, aby uniemożliwić jego piętrzenie i powstawanie zatorów w środek nurtu wbijano dębowe pale, mające na celu rozbicie go gdy zacznie się odwilż. Rozsadzał często drewniane umocnienia kanałów, młyńskie koła i drewniane pomosty czy mostki, gdy w drewnie zamarzała woda. Z tych samych powodów po zimie nierzadko większość chat wymagała napraw.

Spoglądając na piękne zdjęcia przysypanych śniegiem ówczesnych chat i wsi o tym nie pamiętamy, podobnie jak o kwiatach, które do niedawna dzięki nieszczelnym drewnianym oknom lód rysował na szybach domostw.

Może ci się także spodobać...