Odejścia

Początek listopada skłania zawsze do nostalgii i zadumy. Odwiedzając cmentarze na chwilę zbliżamy się do śmierci, ośmieszając ją coraz częściej w ramach starego celtyckiego święta Halloween, które szerząc się w Polsce, wypiera nasze refleksyjne wspominanie zmarłych i zwyczaj zaduszny, choć nikt już nie pamięta genezy żadnego z tych świąt. Wyeliminowaliśmy śmierć z naszego życia, stopniowo i niezauważalnie, mało kto uświadomił sobie czego nam brakuje…

Przed wiekami, stuleciami, jeszcze kilkadziesiąt lat temu, śmierć była wszechobecna w życiu codziennym i nie była jak obecnie przeżywana wyłącznie w zaciszu domostw, wśród rodzin i znajomych. Zarazy, choroby i wojny zbierały liczne żniwo, co sprawiało, iż zmarli byli wszechobecni, a świadomość nadejścia śmierci była znaczna. Rodziny szlacheckie i arystokratyczne wiedziały jak ważne jest sporządzenie odpowiednich zapisów testamentowych, dbały o ich bieżące aktualizowanie, nie tylko z uwagi na prawny porządek. Pięknymi słowami ujęła tę kwestię w testamencie Urszula Wielopolska: Ja Urszula z Potockich (…) uważając nieuchronny dla każdego przypisany Wyrok Boski, że kto się rodzi umierać powinien, nie chcąc bez rozrządzenia duszy i majątku mego z tego schodzić świata, zdrowa na umyśle i ciele to ostatnie czynię postanowienie. Starościna krakowska zjechała po raz ostatni w te strony w styczniu 1806, przyjeżdżając z Krakowa leżącego w Austrii, do Warszawy położonej w Prusach. W grudniu zmarł Michał, syn jej siostry, Eleonory Potulickiej z Potockich. Od rozbiorów zarządzał majątkiem oborskim, mieszkając w tamtejszym dworze, który miał stanowić jego spadek. Urszula niezwłocznie po pogrzebie w dniu 15 stycznia zapisy testamentowe zmieniła ustalając, iż majątek przejdzie w ręce nieletnich dzieci jej ukochanego siostrzeńca. Gdy zmarła kilka miesięcy później w dniu 15 maja, Obory wraz z przynależnymi im dobrami przeszły w ten sposób pod kuratelę Elżbiety z Wodzickich, matki 14 letniego Kacpra Potulickiego.

Lecz odejścia to nie tylko kwestie testamentowe. Prócz wojen, które pozostawiały trupy leżące wśród okolicznych pól i nad rzekami, umierało się w domach. Obecnie zwłoki szybko zabierane są z mieszkań, lecz przecież jeszcze nie tak dawno temu nie tylko na Łurzycu odbywało się czuwanie przy zmarłym, który pozostawał w domu jeszcze przed dwa-trzy dni po śmierci. Nad jego ciałem odprawiano modły, najczęściej robiły to najstarsze mieszkanki miejscowości. Jeszcze w latach osiemdziesiątych takie czuwania odbywały się w tutejszych wsiach. Dopiero po ich zakończeniu kondukt pogrzebowy wyruszał do kościoła i na cmentarz. Starym zwyczajem odprowadzano wówczas zmarłego do granicy wsi, gdzie ustawiona była kapliczka. To jej kolejna funkcja w życiu tutejszych społeczności. Tam odbywało się pożegnanie, bo na pogrzeb nie wszyscy mogli się udać. Pamiętam jeden z ostatnich takich pogrzebów w Opaczy, gdy zmarła moja prababcia, a przez wieś szedł na pożegnanie kondukt pogrzebowy, aż do kapliczki gdzie nastąpiło jej pożegnanie przez społeczność i dopiero po nim odprowadzono zwłoki na cmentarz. Miało to miejsce ponad ćwierć wieku temu. Nie słyszałem aby gdzieś na Łurzycu zwyczaj ten jeszcze był kontynuowany.

Z odprowadzaniem na cmentarz różnie bywało. Czasem trumna była wożona, czasem w wypadku szczególnej zażyłości noszona przez najbliższych przyjaciół zmarłego. W latach sześćdziesiątych trumnę z Brześcc do kościoła w Słomczynie przynieśli przyjaciele ucznia utopionego w Wiśle. Dziś wydaje się niewiarygodne aby trumnę nieść tak wiele kilometrów, jednak w przeszłości zdarzało się to dość często. Od XIX wieku udawano się na cmentarze, gdzie odprawiano modły nad zmarłym, wcześniej pochówki odprawiano w różnych miejscach, często przy kościołach. Jednym z takich miejsc był choćby teren nieistniejącego już kościoła w Cieciszewie. Dopiero w roku 1807 w Księstwie Warszawskim nakazano organizować cmentarze w określonej odległości od siedzib ludzkich, a na nich grzebać zmarłych, wcześniej tworzenie cmentarzy i pochówki nie były niczym regulowane. W kilkanaście lat później wprowadzono księgi stanu cywilnego, od roku 1825 należało wraz z kilkoma świadkami udać się do kapłana, który wpisywał urzędową formułę: stawił się okazując niemowlę, lub stawili się by zaświadczyć o śmierci…

Właśnie na tworzonych od początku XIX wieku cmentarzach odwiedzamy naszych zmarłych dzisiaj, a śmierć jest teraz jakże odległa. Lecz kiedyś, jak i narodziny była stałym elementem codzienności.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory

Może ci się także spodobać...