Wielki napad na pociąg

Niniejszy tekst stanowi zapowiedź tego co na portalu pojawi się w wakacyjnych miesiącach. Będą to mianowicie Kroniki Kryminalne, czyli Zbrodnia w Gminie i na Letnisku, czyli historie o zbrodniach i wypadkach lat minionych. Nawet jeśli temat brzmi żartobliwie będzie zupełnie poważny, bowiem przedstawione w nim zostaną historie kryminalne jakie z odległej przeszłości, jakie miały miejsce na tych terenach. A zaczniemy nie bez powodu od kolejki wilanowskiej, bowiem nasz portal doczeka się już pojutrze bardzo istotnej aktualizacji z nią związanej.

Napady na pociągi kojarzą nam się z tematyką westernową, tymczasem miały one miejsce również w Europie. Wspomnieć tu można jeden z najgłośniejszych, z roku 1855 gdy w Anglii skradziono równowartość obecnych 1,101,507 funtów w złotych sztabkach z jadącego pociągu. Powyższą historię zbeletryzował Michael Crichton, a zaadaptowano ją na film z Seanem Conerry w roli głównej, z którego pożyczyłem sobie tytuł dzisiejszego wpisu. Inny słynny rabunek kolejowy to „napad stulecia” z roku 1963, również z Wielkiej Brytanii, który także przeszedł do historii. My zaś przenieśmy się na ziemie polskie, był bowiem czas, gdy napady na pociągi stały się częste. Mowa o czasach Rewolucji 1905 roku i późniejszych, gdy popularne w szczególności wśród bojowców stało się przeprowadzanie ekspropriacji, czyli wywłaszczeń mających na celu zasilenie działalności niepodległościowej. Celował w tym zwłaszcza PPS Frakcja Rewolucyjna, a jeden z najsłynniejszych napadów na pociąg przeprowadził nie kto inny, niż Józef Piłsudski. W roku 1908 przeprowadzona została akcja pod Bezdanami, nazwana później „Akcją czterech premierów”, bowiem w grupie bojowców znalazło się czterech przyszłych prezesów Rady Ministrów II Rzeczypospolitej. Śmiałych napadów w tym czasie było wiele, takich jak pod Rogowem. Okazuje się, iż akcja taka została przeprowadzona również w Klarysewie, gdy uderzono na kasę Mirkowskiej Fabryki Papieru, wiezioną kolejką wilanowską.

Niestety nazwisk uczestników tej akcji nie udało się odnaleźć. De lege rację miały władze zaborcze, określając ją jako zwykły rabunek. Natomiast oczywistym wydaje się, że akcji dokonała organizacja bojowa, świadczy o tym sposób przeprowadzenia całej operacji i fakt wystawienia pokwitowania oraz zaplanowania. Tajemniczy Związek Anarchistów to zapewne organizacja powiązana z tzw. “Międzynarodówką”, działającą w roku 1905 podczas rewolucji w Warszawie, z czasem przekształcona w Grupę Rewolucjonistów Mścicieli. Jeszcze uwaga techniczna, gdy autor artykułu pisze o Jeziornie, ma na myśli siedzibę Papierni, czyli Mirków. Stąd uwaga, iż od stacji Klarysew do Jeziorny dojeżdża się końmi, bowiem kolejka kontynuowała swój bieg w kierunku Konstancina, zaś z Klarysewa prowadziła bocznica do Mirkowa, a wagoniki obecną ulicą Mirkowską ciągnęły właśnie konie.

Tyle tytułem komentarza, poniżej zaś treść artykułu opisującego przebieg zajścia.

Miejsce napadu. Stacja Klarysew

Miejsce napadu. Stacja Klarysew

Nowa Gazeta, 20 lutego 1906 roku

Niesłychanie zuchwałego napadu i rabunku dokonano wczoraj w bardzo ruchliwej i na ogół spokojnej części dzielnicy podmiejskiej, na linii kolejki Wilanowskiej.

Okoliczności, towarzyszące wypadkowi, tak się przedstawiają. Zarząd Mirkowskiej Fabryki papieru doręczył wczoraj 2 swoim pracownikom 4,500 rb [rubli]. z poleceniem odwiezienia pieniędzy do admistracyi fabryki w Jeziornie; pieniądze te użyte być miały na dwutygodniową wypłatę pracownikom papierni w Jeziornie, dokonywaną zwykle po 1 i 15 każdego miesiąca. (Dla wiadomości czytelników objaśnić tu winniśmy, że papiernia w Jeziornie nosi nazwę „Mirkowskiej Fabryki Papieru”). Wysłańcy wprost z biura udali się na dworzec kolejki Wilanowskiej i południowym pociągiem odjechali w stronę Jeziorny. Droga przeszła spo-kojnie i obaj nic nadzwyczajnego lub podejrzanego w wagonie, którym jechali, nie zauważyli. Dopiero tuż pod st. Klarysew (od Klarysewa do Jeziorny dojeżdża się końmi około 2 wiorst) do wagonu, którym jechali owi wysłańcy, wpadło 2 ludzi, uzbrojonych w rewolwery. Ludzie ci zwrócili się wprost do owych urzędników papierni i — przyłożywszy im lufy rewolwerów do skroni — zażądali oddania całej gotówki, jaką posiadają.

Świadkowie tej sceny, która trwała zaledwie kilka sekund, inni podróżni — oniemieli ze strachu i przerażenia; gdy jednak odważniejsi chcieli zawołać o pomoc, spostrzegli, że konduktora i kontrolera pilnuje na balkonie wagonu również dwóch uzbrojonych ludzi, na peronie zaś — (pociąg tymczasem zajechał na stacyę i stanął) tuż przy wagonie stoi jeszcze dwóch. Jeden z pierwszych na stacyi zdał sobie sprawę z położenia strażnik dyżurny — dobył więc rewolwer i wystrzelił na postrach. Tem jednak pogorszył jeszcze swoje położenie, gdyż zwrócił uwagę owych dwóch, stojących na straży przy wagonie, którzy strzałami wpędzili go… pod wagon…

Gdy straż napastników przed wagonem zajęta była uganianiem się ze strażnikiem — w wagonie napastnicy obliczali gotówkę, z otrzymania której pokwitowali następnie urzędników papierni kwitem, uprzednio przygotowanym, z pieczątką „Związku anarchistów”, na którym jedynie cyfrę 4,500 dopisali, odebrawszy pieniądze, ołówkiem; dla ścisłości dodać należy, że kwit wypisany był na imię rodziny Natansonów, głównych właścicieli papierni w Jeziornie. Otrzymawszy pieniądze — napastnicy oddalili się, nie niepokojeni przez nikogo, obaj zaś obrabowani udali się do Jeziorny, gdzie o wypadku zawiadomili administracyę fabryki.

Brak informacji czy sprawców odnaleziono.

Może ci się także spodobać...