W strefie mroku: Diabelski kamień

Szanowny czytelniku znalazłeś się na blogu traktującym przede wszystkim o historii. Ponieważ jednak mamy wakacje, chętnych do eksplorowania zwyczajowej zawartości strony odsyłam do spisu treści, dziś pisać będę bowiem o tematach nieco mniej historycznych. W ubiegłym roku były groźne bestie czy poradniki jak odpoczywać w letnisku doby belle epoque, a ja narzekałem , że sezon ogórkowy aż się prosi, aby opisać historię aligatora wynurzającego się z jednego z tutejszych starorzeczy w celu pożerania kurcząt. No i doczekałem się, opisywana w dniu dzisiejszym historia jest dużo ciekawsza, choć dotyczy czasów bardzo bliskich. A przy okazji nadaje się aby odpowiadając na zapotrzebowanie społeczne reaktywować prowadzony przeze mnie lata temu na jednym z tutejszych portali i w jednej z lokalnych gazet dział „strefa mroku”. To dla wszystkich tych, którzy dopominali się o niego do momentu powstania bloga.

Na zdjęciu tytułowy kamień, klątwa okolic Konstancina

UFO w Emilcinie wylądowało w dniu 10 maja 1978 roku. Jest to jeden z najbardziej znanych w PRL-u faktów odwiedzin przybyszy z kosmosu, którzy zabrali na pokład swego statku rolnika Jana Wolskiego i poddali badaniom. Całość tej historii rzetelnie opisuje artykuł w wikipedii (TUTAJ), a na miejscu lądowania ustawiono obecnie pomnik. Ufolodzy po dziś dzień zawzięcie na ten temat dyskutują. Nas jednak interesować będzie poboczny wątek tej historii, tajemniczego kamienia, który miał znajdować się na polanie, a później zniknął. Fora internetowe pełne są związanych z nim opowieści, o tym iż Jan Wolski miał go zabrać z polany, odwieźć z powrotem, gdy prześladował go sen związany z tym głazem, miał tam zostać znaleziony jego martwy syn, miały się na nim łamać kosy. Ufolodzy dowodzą, iż zabierając kamień Jan Wolski ocalił ziemię przed inwazją z kosmosu, bowiem jak wszystkie pozostałe diabelskie kamienie w Polsce służy jako znacznik nawigacyjny dla UFO.  W każdym razie Wolski postanowił sprzedać kamień za przysłowiową złotówkę. Na początku lat osiemdziesiątych zakupili go naukowcy z zakładu doświadczalnego w SGGW-u. Oczywiście kamień bronił się przed zabraniem, stalowe liny pękały. W końcu jednak trafił do tajnej placówki doświadczalnej SGGW i wówczas rozpoczął się – nie omieszkam zacytować pewnego śródtytułu – „Horror w Oborach”.

Diabelski kamień z Emilcina.

Jak wspominają świadkowie, głaz do zakładu SGGW-u został przywieziony Fiatem 125P Kombi, gdzie poddano kamień badaniom. Choć nie wykryto dziwnego promieniowania, rozpoczął się ciąg niepokojących wydarzeń. Padło kilka krów i zdechło stado królików, a co gorsza jak rozpisują się liczne fora internetowe „Obory i pobliskie miejscowości” stały się sceną wielu morderstw i niewytłumaczalnych wydarzeń. Wreszcie wystraszeni miejscowi utopili go w roku 1986 w pobliskim jeziorze Goździe. Tam też w 2011 roku odnaleziony został przez członków projektu NPN – na zakończenie wpisu link do ich szczegółowej relacji. Niestety przeklęty głaz wciąż pozostaje na dnie jeziora i wywiera swój mroczny wpływ na mieszkańców tej gminy, co wiele tłumaczy…

Tu czai się zło. Kto wie czym jest to, co wystaje z wody.

O kamieniu dowiedziałem się po raz pierwszy w roku 1990, kiedy przeczytałem ze zdumieniem, iż Konstancin po przewiezieniu doń głazu stał się miastem często odwiedzanym przez UFO (niestety nie mogę sobie przypomnieć tytułu gazetki o takiej tematyce, jakich wówczas sporo wydawano). Dziś wiem, że zapewne chodziło o odwiedziny w Oborach w roku 1982, o których opowiada naoczny świadek na zamieszczonym poniżej na youtube filmiku – TUTAJ. Przybysze krążyli nad cmentarzem niemieckich żołnierzy nad Maryninem. Kto wie jakich głazów użyto do jego budowy…

  Marynin. To zapewne nie przypadek, że cmentarz znajduje się planie okręgu.

Na zakończenie dodam jedynie, iż na temat kamienia wypowiedział się nawet dr Jan Pająk, znany na całym świecie twórca teorii dipolarnej grawitacji i totalizmu. Niestety choć znajduję masochistyczną przyjemność w internetowych dyskusjach z rozmaitymi propagatorami dziwnych teorii, bowiem zazwyczaj smutno mi, że nikt z nimi nie dyskutuje, co utwierdza ich w przekonaniach że Gibraltar nie istnieje, z dr Janem Pająkiem dyskutować nie sposób, z uwagi na zawiły język naukowy użyty w jego koncepcie totalizmu. Przytoczę jedynie, iż zdaniem tego badacza na kamieniu znajdowały się liczne odbicia dłoni Ufonautów, ponadto wydzielał on regularne impulsy promieniowania, dające się zarejestrować na kliszy. Kamień został wykradziony przez grupę fanatyków z Warszawy i gdzieś zatopiony, najpewniej dlatego, iż Ufonauci hipnotyzują ludzi, zlecając im wykonanie określonych zadań. Wpisuje się to w ciąg dowodowy dra Jana Pająka, iż zatopienie kamienia, śmierć twórców programu Sonda, atak na WTC i katastrofa budowlana na Śląsku są częścią wielkiego planu skierowanego przeciwko ludzkości.

Przyjeżdżający do Konstancina i okolic zastanówcie się dwa razy, jak widać okolica znajduje się pod wpływem mrocznych sił. Kamień wciąż tu jest zatopiony w jeziorze, pozostaje tylko wypatrywać kręgów w zbożu. Choć one już tu są, jeden z nich na zdjęciu wykonanym poniżej.

Charakterystyczne znaki na trawie w okolicach Jeziorny, czyli konstancińskie kręgi w trawie.

Literatura:

– nic z powyższego nie jest wynikiem twórczości autora. Strona NPN już nie istnieje, ale na youtube zachował się film z wyprawy do Obór w poszukiwaniu kamienia. Nie mam siły linkować Jana Pająka, znajdziecie go bez problemu dzięki linkom z wikipedii.

Może ci się także spodobać...