Wiosna na Łurzycu

Nadeszła wiosna więc Jeziorka przybrała, także i Wisła sięgnęła wałów. Nie bez powodu region zwano niegdyś Urzeczem, gdyż wiosenna woda potrafiła uczynić tu prawdziwe spustoszenie. Lecz usiłując się przed nią obronić, nasi przodkowie zwiększyli także zagrożenie zamieniając je na niebezpieczeństwo innego rodzaju. Gdy zaczęli budować główki, tamy i wały, płynąca leniwie woda, rozlewająca się po okolicznych polach, zaczęła wzbierać i nabierać pędu, nie mając dokąd ujść. Jak zapisywano, zaczęła się odbijać od jednego brzegu, by swym nurtem uderzyć w drugi. I tak jeden rodzaj powodzi zamieniono na inny i rozpoczęła się trwająca już prawie 190 lat historia walki z zabezpieczeniem wiślanych wałów i 150 letnia związana z przybieraniem Jeziorki w obrębie zbudowanych nad tą rzeką.

Wiosenna powódź pod Wilanowem i Zawadami, a w tle piękny chruściany płot (zbiory NAC)

Podczas wiosennego wezbrania wody powodowanego przez topniejący śnieg szczególnie niebezpieczne były zatory lodowe. Występowały przez wieki na całej długości Wisły, a ostatni wielki zator spowodował pamiętną powódź pod Płockiem na przełomie roku 1981 i 1982. Podobnie działo się w naszych stronach „gdy lody jedne pod Miedzeszynem a drugie pod Wólką Zerzeńską zatory poformowały wówczas koryto Wisły na lewy brzeg zwrócone zostało”, zanotowano w roku 1860. Przez lody i parcie wezbranej wody zmywane były tamy usypywane w ubiegłych latach, mające na celu spowolnienie wiślanego nurtu i skierowanie jego energii na środek rzeki. „Przejście lodów na Rzece Wiśle w roku bieżącym znaczne wyrządziło szkody w lądach a nawet i wałach ochronnych” jak zapisano w tym samym roku, a w usypanych niedawno wałach woda powodowała wyrwy. Wójt gminy Obory p. Lenk był wówczas świadkiem ofiarności dwóch kolonistów olęderskich, Jakoba Wolffa i Aleksandra Kurkowskiego, którzy usiłowali załatać przerwany wał pod wsią Zawady. Wody nie udało się powstrzymać, a Wisła rozlewając się za linią wałów w znacznym stopniu oprócz wsi zalała ich grunta leżące w Kępie Zawadowskiej i Nadwiślańskiej.

Lecz nie sądźmy, że problem dotyczyl tylko Wisły. Jeziorka przybierała od niepamiętnych czasów i zapewne stąd pochodzi jej pierwsza znana nazwa. Na łąkach między Jeziorną Królewską, a Jeziorną zwaną niegdyś Przyjeziorną bądź Wyględowem, a później Oborską, rozlewala się tworząc rozległe Jezioro. Właśnie wtedy znikał bród i konieczna była przeprawa łodziami, czym zajmowali się mieszkańcy wsi. Dawne rozlewisko wciąż jest widoczne, podobnie jak ślad dawnej linii brzegowej.  Wezbrana rzeka sięgała w swej dalszej części kępy, czy też „gruntu”, od którego wzięła nazwę wieś Grąd. Woda opływała teren dookoła nie zalewając go z racji istniejącego wzniesienia, stąd też w miejscu tym ulokowano Papiernię, której także zaczęła grozić wiosenna woda wzbierająca w obrębie wałów na Jeziorce, pochodząca również z Wisły.

Mapa z roku 1856 przedstawiająca rozlewisko pod Jeziorną

Sytuację częściowo poprawiło zatamowanie pod koniec lat dwudziestych XIX wieku przez hrabiego Kacpra Potulickiego ujścia Jeziorki i skierowanie jej do Wilanówki. Jednakże cofająca się woda zaczęła podnosić się wzdłuż tej ostatniej rzeki i powodowała powodzie na terenach zasiedlonych przez kolonistów olęderskich w dobrach wilanowskich, jezierskich i oborskich. W latach czterdziestych wieku XIX rozpoczęto rozbudowę istniejących wałów i sypanie nowych na lewobrzeżnym Urzeczu, a całością prac kierował początkowo dziedzic Bielawy, były oficer inżynieryjnych wojsk napoleońskich i polskich, Henryk Rossman. Wałami obudowano wtedy także Jeziorkę, lecz spiętrzona cofająca się woda spowodowała nowe zagrożenia. Dawne ujście było miejscem newralgicznym i podatnym na wiosenną wodę. W roku 1852 dyrektor Papierni Henryk Segno świadom zagrożenia doprowadził do wizji lokalnej z udziałem przedstawicieli Potockich z dóbr wilanowskich i Potulickich z Obór wskazując, iż gdyby więc w zagrożonym miejscu wał został przerwany przy cokolwiek wyższym stanie wody (…), natenczas ¼ część wody wiślanej buchnęłaby w wyłom, zapełniła dawne teraz miejscami osuszone, jednak zawsze nisko położone koryto Wilanówki, podniosłaby wodę w Jeziorce i tem samemy tamtejszym zakładom wielką wyrządziła szkodę, dalej pędząc zalałaby posiadłości JW. Hrabiego Pana [Potockiego] zalałaby również osady do Willanowa należące zatopiłaby łąki pod Willanowem i wiślaną żółtą wodę sprowadziłaby do czystego Jeziorna Wilanowskiego. Gdyby wyłom w wale raz został zrobiony ludzka siła nie wystarczyłaby aby w tem samem miejscu prąd wody zatrzymać . Pokazuje się z tego nie tylko że JW. Hrabia Potulicki, Papiernia w Jeziornie, lecz także skarb JW. Hrabiego Pana w niniejszej rzeczy jest zainteresowany lubo przerwaniem zagrożony wał nie jest w terytorium JW. Hrabiego Pana sytuowany. Dawne konflikty graniczne ustąpić musiały wspólnym interesom, związanym ze zmianą powstałą przez wybudowanie wałów. Tama o której tu mowa już nie istnieje, od ponad pół wieku Jeziorka jak dawniej wpada do Wisły w okolicach Habdzinka, po dokonanej regulacji rzeki.

Zdjęcie Marii Chrząszczowej z roku 1947 przedstawiające wiosenny wylew rzeczki Wierzbnej (Małej) na ulicy Batorego w Konstancinie. (zbiory Wirtualnego Muzeum Konstancina)

Historia powodzi, wezbrań wody i zagrożeń rzecz jasna trwa nadal, o czym chyba wiedzą najlepiej mieszkający nad Jeziorką, wzdłuż której w wielu miejscach woda podnosi się również za linią ochronną. W ostatnich latach wezbrana woda w Jeziorce po wielokroć na wiosnę przesączała się przez wały, naruszone przez bobry i w zasadzie choć nie przedostało się to do szerszej świadomości, tylko dzięki ofiarności ochotniczych straży pożarnych i mieszkańców tutejszych wsi, w tej części Urzecza nie doszło do powodzi, które wiele lat były tu codziennością.

A z wezbraniami wody i wiosną, było także nierozerwalnie związane odrabianie szarwarków. Ale o tym już innym razem…


Źródła i literatura:

  •  AGAD, Obory
  • AGAD, AGWil, Dział IX
fb-share-icon0

Może ci się także spodobać...