Domy Dziecka w gminie Konstancin-Jeziorna 1919-2015

Wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości w 1918 roku do zniszczonego wojną kraju przybyły liczne organizacje charytatywne i społeczne. Około 1920 roku pojawiła się Amerykańska Misja Metodystów której przewodził ks. L. G. White. Główna placówka założona została w Warszawie, a pozostałe w Wilnie, Cieszynie, Poznaniu, Lwowie i Baranowiczach. Oferowana przez Metodystów pomoc to m.in. kuchnie dla inteligencji i studentów, nauka języka angielskiego a także schroniska dla zdemobilizowanych studentów i ochronki dla dzieci. Jedną z dziecięcych ochronek Metodyści założyli w wykupionym budynku dawnego gimnazjum pani Pawlickiej ulokowanym na skarpie w Klarysewie. Obok głównego gmachu wybudowali kaplicę, a całość założenia zyskała biblijną nazwę Emaus. Był to prawdopodobnie pierwszy dom dziecka działający na terenie dzisiejszej gminy Konstancin-Jeziorna. W domu funkcjonowała szkoła, szwalnia oraz stołówka. Metodyści (jako Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy Ewangelicznych Chrześcijan) na potrzeby sierocińca kupili również willę Skaut znajdującą się w Konstancinie przy ul. Batorego 1. Metodystyczny Dom Dziecka w późniejszym okresie nosił nazwę im. Marii Konopnickiej.

Metodystyczny Dom Dziecka w Klarysewie 1922 r (zbiory A.Zyszczyka)

W 1933 roku główny budynek w Klarysewie wydzierżawiony został warszawskiemu Domowi ks. Boduena – domowi podrzutków założonemu w 1732 roku w Warszawie przez ks. Gabriela Baudouina. Dom ks. Boduena opiekował się wówczas dziećmi od niemowlęctwa do lat siedmiu. Do Klarysewa po ukończeniu trzeciego roku życia trafiały dzieci chore, kalekie, słabowite fizycznie i psychicznie. Klarysew obliczony był na 240 dzieci, rozmieszczonych i kształconych w ośmiu przedszkolach. Po odzyskaniu zdrowia starano się dzieci kierować do rodzin własnych lub zastępczych. Dom  w Klarysewie wg relacji prasowej z 1938 roku wyglądał następująco: ,,Warunki, w jakich chowana jest tu dziatwa – są wprost idealne. Nie będzie przesady w powiedzeniu, że jest to mały raj dziecięcy. Wielki dwupiętrowy pawilon dominujący swoją strukturą na wzgórzu od strony Konstancina i Skolimowa oraz szereg dodatkowych budynków zapewniają zakładowi wzorowe warunku higieniczne, rozległy zaś las kilkumorgowy i ogród owocowy oraz boiska i wszelkie urządzenia rozrywkowe dają dzieciom wszystko, co zdrowiu ich tylko może sprzyjać. To też w tym światku dziecięcym panuje radosny gwar i beztroska zabawa. Nad radosną czeredą dziecięcą czuwa fachowy personel lekarski, wychowawczy i pielęgniarski”.

W 1932 roku na terenie Skolimowa swą siedzibę lokuje Dom Dziecka Rodziny Policyjnej. Stowarzyszenie ,,Rodzina Policyjna’’ powstało w 1929 roku w celu niesienia pomocy charytatywnej i wychowawczej dla osieroconych dzieci rodzin policyjnych oraz pomocy wdowom. W tym celu w latach trzydziestych XX wieku powstało kilka domów dziecka, w tym dom w Skolimowie. Skolimowski Dom działał w latach 1932 – 1934 w wynajętej willi Greczynka a następnie 1935-1937 w willi Marysieńka. Schronienie znalazło w nim ponad czterdzieścioro dzieci. W 1937 roku Dom Dziecka Rodziny Policyjnej przenosi się ze Skolimowa do wybudowanego przez siebie Zakładu Rodziny Policyjnej w Sochaczewie. Wspomnienia ze Skolimowa opisał w książce ,,Uśmiech przez łzy” Kazimierz Racławski:

,, Rozległa willa Greczynka ogrodzona drewnianym płotem, miała dwie przeciwległe furtki. Jedną maszerowaliśmy do szkoły powszechnej. Wychodziła ona na łąkę, będącą od czasu do czasu boiskiem do gry w piłkę nożną. W soboty i niedziele na łące tej pojawiał się pan w bryczesach, kroczący dumnie z pięknie osiodłanym kucem. Z usług jego korzystali chłopcy przyjeżdżający z rodzicami na sobotnio-niedzielny wypoczynek do Skolimowa. Zazdrościliśmy im bardzo, gdyż dla nas jazda kucem była tylko nieosiągalnym marzeniem. Drugą furtką chodziliśmy parami do kościoła, na wycieczki w okoliczne lasy oraz do Królewskiej Góry. W lecie, w czasie kanikuły wędrowaliśmy do Jeziornej nad rzeczkę o tej samej nazwie (…) w 1935 roku, chyba na wiosnę, przenieśliśmy się z mocno zdezelowanej willi Greczynka do Marysieńki położonej przy drodze Warszawa – Konstancin – Skolimów. Mogliśmy z tego domu obserwować w każdym tygodniu charakter społeczny tych miejscowości obdarzonych tężniami i szczególnym mikroklimatem. W okresie kanikuły występowały niezmiennie dwa cykle, pokazujące nam nieznany inny świat. W piątek od południa do wieczora jechał do Skolimowa nieprzerwany potok najprzeróżniejszych pojazdów osobowych, taksówek, zmaltretowanych autokarów samorządowych i pięknych prywatnych z przeszklonymi dachami. Na cichych i spokojnych dotąd ulicach Skolimowa panował ożywiony gwar, w którym dominował język żydowski. Z tego ogromnego ruchu największe korzyści odnosili bracia (…) Paulinkowie, dysponujący kilkoma autokarami i wielkim, świetnie zaopatrzonym sklepem kolonialnym. Oni również byli mecenasami lokalnego sportu, a jednocześnie czterech grało w miejscowej drużynie piłki nożnej. Od początku pobytu naszego w nowym domu, obserwowałem z zainteresowaniem i rosnącym zdumieniem jej właścicielkę, kobietę w wieku emerytalnym. Imponowała nam energią, witalnością i niespożytą pracowitością. Tu nie mogliśmy tak szaleć jak w Greczynce. Reagowała natychmiast, jeśli nasze zachowanie mogło zagrozić całości lub trwałości jej domu”.

Pod koniec lat trzydziestych w wynajmowanej na okres wakacji skolimowskiej willi Corso podobne do „Rodziny Policyjnej” stowarzyszenie ,,Rodzina Wojskowa’’ organizowało kolonie dla dzieci rodzin wojskowych. Początkowo miały na celu integrację i wzajemną pomoc, jednak po tragicznym wrześniu 1939 roku szybko zmieniły się potrzeby…

1939 – 1945 Okupacja

Wybuch II wojny postawił nowe wyzwania. Po zakończeniu działań wojennych pod patronatem Polskiego Czerwonego Krzyża harcerki utworzyły na terenie Skolimowa i Konstancina trzy domy dziecka w willach: Corso, Piaski i Anusia. W 1941 roku formalnie przejęła je Rada Główna Opiekuńcza, jednak przez cały okres ich istnienia, tj do 1945 roku, pieczę nad nimi sprawowały harcerki ZHP. Początkowo domy te niosły pomoc sierotom i półsierotom rodzin wojskowych.

Domem dziecka w skolimowskiej willi Corso (ul. Moniuszki 22A) kierowała Maria Wocalewska a gospodynią była Aniela Libionka. Schronienie znalazło tu około czterdziestu dzieci powyżej pięciu lat. Tak wspomina rok spędzony w Skolimowie Halina Litniewska: ,,Naszą szefową była pani [druhna] Maria Wocalewska. To była cudowna postać. To była osoba, która potem, w czasie Powstania była wzięta na czołg i [zginęła] na czołgu. W książkach o niej jest. Maria Wocalewska była starszą panią, starszą od mojej mamy, która nas, dziewczynki (myśmy były już w szóstej klasie) uczyła historii. To była trochę romantyczna historia. Ona mieszkała, można powiedzieć, na czubku tej willi, w pokoiku. Prosiła nas do siebie, myśmy siadały na ziemi, na dywanie. Opowiadała nam o tym jaka była Polska. Muszę powiedzieć, że były i ciekawe, i bardzo wzruszające te lekcje.”

W ogrodzie Harcerskiego Domu Dziecka w willi Corso ok 1943 r (zbiory Wojciecha Brańskiego)

Kolejnym domem prowadzonym przez harcerki, w którym schronienie znalazły dzieci powyżej pięciu lat, była willa Piaski (obecnie ul. Wierzejewskiego 12). Kierowała nim Maria Steckiewicz a gospodynią była siostra harcmistrzyni  Józefiny Łapińskiej – Janina Wąsoska. Dom miał charakter prewentorium przeciwgruźliczego.

Trzecim tzw. ,,harcerskim domem dziecka” była willa Anusia (obecnie ul. Potulickich 28), w której przebywało około 30 najmłodszych dzieci od dwóch do pięciu lat. Kierowniczką była Wiktoria Dewitzowa. W zasoby domu Anusia wchodziła również sąsiadująca willa Ania.

Obszerną historię tych domów opisała Karolina Lublinem-Mianowska w książce ,,Harcerki 1939-1945. Relacje – pamiętniki”: ,,Personel tych domów był przeważnie złożony z harcerek jedynie pracownice fizyczne były to kobiety wysiedlone z wiosek w zachodnich dzielnicach kraju. Skład osobowy tego personelu był dość zmienny, często zdarzały się zmiany i przesunięcia. Organizacja często przysyłała nam do domów w Konstancinie te jednostki, które trzeba było ukryć i ochronić przed aresztowaniem (…). Pracę z dziećmi prowadzono metodami harcerskimi. W pierwszych latach okupacji cała nauka dzieci też była w rękach kierownictwa domu, dopiero później w 1943 i 44 roku dzieci chodziły do szkoły podstawowej w Skolimowie. Dużo czasu i wysiłku poświęcono różnym imprezom, które miały na celu urozmaicenie życia. Różne przedstawienia, jasełka, śpiewy, zajęcia w domu i ogrodzie urozmaicały monotonne dnie. Gorzej było z wycieczkami i spacerami: dzieci przeważnie nie miały odpowiedniego do chodzenia obuwia. Pamiętam, jak raz dzieci poszły popatrzeć na mecz piłkarski, rozgrywany przez miejscową młodzież. Wtem zajechała na boisko ciężarówka z żandarmami, którzy zamierzali wyłapać grających w piłkę chłopców. Ci oczywiście uciekali w różne strony, a żandarmi odpowiadali strzałami. Nasze dzieci bez tchu przybiegły do domu, dwie wychowawczynie dla pośpiechu przerzucały je do ogrodu przez parkan.”

 Harcerski Dom Dziecka w willi Anusia (zbiory Andrzeja Sowińskiego)

W domach prowadzonych przez harcerki schronienie znalazły również dzieci pochodzenia żydowskiego (w ŻIH znajduje się m.in. zbiór dokumentów i zdjęć odkrytych w latach dziewięćdziesiątych podczas remontu sąsiadującej z Anusią willi Ania). Do willi Piaski trafić zaś miała grupa tzw. ,,dzieci zamojszczyzny”, wykradziona przez harcerki z jednego z transportów do Niemiec, podczas postoju wagonów na warszawskim Dworcu Wschodnim.

Dzieci z domów Corso i Piaski ewakuowano latem 1944 roku do Warszawy i Rycic. Dzieci z Anusi przeniesiono z początkiem sierpnia 1944 roku do Zalesia a następnie do Zakopanego. W budynku Anusi szybko schronienie znalazły dzieci z walczącej Warszawy.

W Klarysewie przez cały okres wojny działał Dom ks. Boduena. W pierwszych dniach września z warszawskiego Zakładu do Klarysewa przetransportowano ogromną partię dzieci (w tym przeszło 200 niemowlaków). Kierownikiem domu była dr Zofia Martenowska a wśród personelu były również siostry szarytki, m.in. siostry Czerny i Leokadia. Ponieważ budynki w Klarysewie były obszerne, co jakiś czas Niemcy czynili próby ich przejęcia. W pierwszych dniach września 1939 roku próbowali zająć go na szpital, potem na koszary. W 1942 roku Obersturmbannfurer SS Packebusch wysuwa żądanie, aby budynki oddać dla szkoły niemieckiej z internatem mającej na celu germanizację dzieci o nordyckim wyglądzie. Na szczęście wszystkie te próby kończą się fiaskiem. W klarysewskim oddziale schronienie znalazło ok. 280 dzieci. W 1943 po powstaniu w getcie napływają również dzieci żydowskie: ,,dzieci żydowskie, zwłaszcza o bardziej ‘kompromitującym’ wyglądzie, a szczególnie obrzezanych chłopców – starano się wysyłać z centrali bądź do Klarysewa, bądź później do Góry Kalwarii autami ciężarowymi, ukrywając je zazwyczaj np. pod przewożoną bielizną. Przewożący zaś zwykle na wszelki wypadek zaopatrzony bywał w wódkę i kiełbasę dla zbyt wścibskich żandarmów (…) Z rozmów przeprowadzonych z pracownikami, wychowawczyniami czy pielęgniarkami świeckimi lub zakonnymi wynika, że do dziś pamiętają towarzyszące ratowaniu dzieci żydowskich sytuacje. Była więc mała dziewczynka o utlenionej czuprynce wymownie kontrastującej z ciemnymi, niemal czarnymi oczami, która opowiadała, że ją ,,pan policjant wyniósł na plecach w worku z kartoflami”. Jakiś ciemny szatynek  zapytany, jakie ma imię, wyjaśnił z dziecinną prostotą: ,,Ja nie Icek, ja… Jacek” i starannie żegnał się recytując szybko modlitwę (…). Nawet zabawy tych dzieci wiązały się z ich przeżyciami. Bywały więc i samorzutne gry w łapanki, gdy na okrzyk: ,,Niemcy idą! Żydzi chowajcie się!” – część dzieci szybko chowała się pod stoły lub łóżeczka starannie przez pozostałe zasłaniane krzesełkami. W razie jakiegoś prawdziwego najścia, co się przecież zdarzało, ostrzeżona natychmiast siostra dyżurna szybko ubierała maluchy i wyprowadzała je jakimś bocznym wyjściem na spacer gdzieś do ogrodu lub, jak w Klarysewie – do pobliskiego lasu” (,,Dom ks. Boduena 1939-1945” Adam Słomczyński). W 1944 roku budynki w Klarysewie ostatecznie rekwirują Niemcy na potrzeby lotnictwa. Pozostawiono Zakładowi rozgraniczone od głównych gmachów parkanem i budkami wartowniczymi dwa drewniane baraki w których pozostało 70 dzieci. Dyrekcja Zakładu pozyskała również budynek szkolny w pobliskim Powsinie w którym schronienie znalazło ok. 80 dzieci.

Prawdopodobnie podczas okupacji działał również dom dziecka prowadzony przez Metodystów w konstancińskiej willi Skaut.

Zbliżał się koniec tragicznej wojny, lecz wraz z nim przybywało sierot.

Lata 1945-1989

Po zakończeniu II wojny lawinowo rosła liczba sierot, półsierot a także dzieci, których rodzice zaginęli bądź czasowo nie byli w stanie sprawować nad nimi opieki. Pojawiły się także opuszczone przez właścicieli budynki, które można było zaadoptować na potrzeby domów opieki.

Do głównego budynku w Klarysewie (ul, Słomczyńska 12A) wrócił Dom ks. Boduena – w pierwszych latach powojennych mieścił się w nim oddział dla dzieci od dwóch do czterech lat. W Powsinie urządzono mały oddzialik dla dzieci przedszkolnych a w pozyskanej konstancińskiej willi Kaprys ulokowano 50 niemowląt i 20 matek. Po upaństwowieniu Domu Dziecka w Klarysewie opieką objęto również starsze dzieci. Wychowawczyniami były m.in. Aneta Grochulska i Kazimiera Trzoch. Dom dziecka zamknięto ok. 1977 roku na polecenie zmęczonego odgłosami bawiących się dzieci Edwarda Gierka, który na sąsiadującej działce wybudował nowoczesny dom.

W pierwszych latach powojennych działał również metodystyczny Dom Dziecka im. Marii Konopnickiej. Mieścił się w dwóch budynkach – w Klarysewie w budynku Warfieldowo (ul. Słoneczna 12B) oraz w konstancińskiej willi Skaut (ul. Piotra Skargi 2). Kierownikiem placóki była m.in. Stanisława Grabska, która w latach powojennych zajęła się z dużym skutkiem odnajdywaniem rodzin dzieci niemieckich, które miały ulec polonizacji. Wychowawczyniami były m.in. diakonisy Izabela Kwiatkowska i Wanda Piotrowska. Dom dziecka prowadzony przez Metodystów postrzegany był jako dom „z wyższej półki”. Dzieci miały lepsze ubrania, były bardziej zadbane. W 1961 roku gościł tu m.in. biskup Gerald Kennedy, krewny Johna F Kennedyego. W Boże Narodzenie 1946 roku dzieci przebywające w willi Skaut odwiedzili amerykańscy członkowie programu pomocowego dla Europy ,,Heifer Projekt”. Dzieci otrzymały dwie krowy (jedna nazwana ,,Nadzieją”) oraz prezenty, przekazane przez L.W. Shultza, przełożonego załogi statku SS Morgantown Victory. Metodystyczny Dom Dziecka zamknięto w 1978 roku.

Kolejnym domem dziecka który po wojnie został reaktywowany była ,,Anusia’’ (obecnie ul. Potulickich 28). W 1945 powróciły do niego dzieci z willi ,,Piaski” którą zajął Szpital Świętego Ducha. Kierownictwo domu przejęła przedwojenna instruktorka Anna Stępniewska. Wspomnienia z tego czasu barwnie opisuje Andrzej Sowiński na stronie Wirtualnego Muzeum Konstancina (Anusia – Dom Małego Dziecka w Konstancinie). Po pierwszym powojennym okresie dom zmienia charakter, kierownictwo przejmuje Celina Pająkowa. Po likwidacji zamkniętego osiedla rządowego na Królewskiej Górze przenosi dzieci wraz z nazwą domu dziecka do opuszczonej willi Julisin (ul. Żółkiewskiego 31) którą dotychczas zajmował Bierut. W domu opiekę znalazło ok. 55 dziewcząt od 7 do 18 roku życia. Kolejnymi kierownikami po Celinie Pająkowej były: Helena Żurawska, Krystyna Błońska i Wiktoria Jankowska. Był to wzorcowo prowadzony Dom Dziecka w którym działał m.in. zespół muzyczno-wokalny ,,Anusianki” dając ok. 120 koncertów. W budynku organizowano również kolonie zagraniczne dla dzieci Polonijnych. Dom rozwiązano w 1977 roku.

 

  Dom Dziecka Anusia w willi Julisin – 1970 r (zbiory TMPiZK)

W 1947 roku w „Tabicie” prowadzonej przez siostry żeńskiego diakonatu parafii Ewangelicko-Augsburskiej Św. Trójcy powstał Zakład Opieki Wychowawczej Tabita. Prócz stałej opieki Diakonisy organizowały również na terenie Chylic kolonie. W latach sześćdziesiątych XX wieku na skutek decyzji państwowych o likwidacji bądź upaństwowieniu, zamknięto zakład w Tabicie. Siostry dramatycznie przeżywają ten fakt, część z nich postanawia adoptować najmłodsze, osierocone dzieci.

W pierwszym powojennym pięcioleciu powołano Dom Dziecka Byłego Wojska Polskiego, który ulokowano w dawnym pensjonacie przy ulicy Jasiowej 6 . Dom ten pod późniejszą nazwą Dom Dziecka Bojowników o Wolność i Demokrację istniał do ok. 1950 roku. Prawdopodobnie przysługiwał dzieciom rodzin wojskowych AL bądź tzw. synom pułku, przez co był mocno upolityczniony. Jego likwidację należy wiązać z rozrastającym się równocześnie na Królewskiej Górze zamkniętym Osiedlem Rządowym.

Nowy Rok w Domu Dziecka Bojowników o Wolność i Demokrację – 1949 r (zbiory Witolda Rawskiego)

Ok. 1945 roku tuż przy granicy osiedla rządowego, w willi Nike przy ulicy Wareckiej 2 utworzono Dom Rozdzielczy Ministerstwa Oświaty (później jako Państwowy Dom Dziecka). W domu przebywały głównie młodsze dzieci. W 1947 roku z wizytą gościł w nim ambasador Francji. Podczas tej wizyty podarował wychowankom lampę kwarcową, mającą działanie lecznicze i profilaktyczne. W 1956 roku Dom przeniesiono i przeorganizowano. Część dzieci przeszła do Domu Dziecka mieszczącego się w willi Ida przy ulicy Czarnieckiego 4, a pozostała część do Państwowego Domu Dziecka przy ul. Gąsiorowskiego 3.

Państwowy Rozdzielczy Dom Dziecka – przekazanie lampy kwarcowej w 1947 r (Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Kierownikiem Domu Dziecka przy ulicy Czarnieckiego 4 był Stanisław Guszkowski, opiekę sprawowało dodatkowo pięciu wychowawców. W domu ulokowano chłopców w wieku 12-16 lat, półsieroty i dzieci z rodzin rozbitych. Jak wyglądał typowy dzień wychowanków, mówi o tym w wywiadzie z 1968 roku kierownik Stanisław Guszkowski: „- Moi wychowankowie chodzą do szkoły w pobliskim Skolimowie. Po powrocie z lekcji bawią się, uprawiają sport, uczestniczą w zajęciach kółka modelarskiego LOK, mają zespół muzyczny. Od dawna myślałem jednak o potrzebie stworzenia im jakiejś szerszej niż dotychczas płaszczyzny zainteresowań, która by pozwoliła i nam wychowawcom i młodzieży przekroczyć barierę obcości. Próbowałem wielu metod – wędkarstwo chwyciło zupełnie przypadkowo. Pewnej niedzieli 1967 roku wybierałem się nad Wisłę trochę pomoczyć kije i zaproponowałem by chłopcy pojechali wraz ze mną. Propozycja została przyjęta. Zapewne dlatego że akurat nie było nic innego ciekawszego do roboty. Nad Wisłą chłopcy stali w milczeniu i przyglądali się mojemu wędkowaniu. Pogoda była nie najlepsza, więc i wyniki słabe. Jednak po kilku dniach spora grupa wychowanków zwróciła się do mnie z propozycją ponownego wyjazdu nad wodę. Do dziś nie wiem co ich zachęciło. Tak się zaczęło – młodzież chwyciła przynętę”

Wychowankowie Domu Dziecka przy ul. Czarnieckiego 4 – 1967 r (zbiory Adama Zyszczyka)

Dom działał do lat siedemdziesiątych XX wieku, po likwidacji chłopców przeniesiono do Państwowego Domu Dziecka Towarzystwa Przyjaciół Dzieci przy ul. Sobieskiego.

Kierownikiem Domu Dziecka przy ul. Gąsiorowskiego 3 był Kazimierz Żurawski. Dom działał początkowo jako Dom Dziecka Dzielnicy Wilanów, później jako Państwowy Dom Dziecka nr 8. Mieścił się w dwóch budynkach – willę przy ulicy Gąsiorowskiego 3 zajmowały dziewczęta, zaś w willi przy ulicy Piasta 22 ulokowano chłopców. W 1958 roku debiutująca reżyserka Danuta Halladin w Domu Dziecka przy Gąsiorowskiego 3 nakręciła dziesięciominutowy film dokumentalny p.t. ,,Sami na świecie” opowiadający o trudnym losie porzuconych dzieci.

  “Sami na świecie” – kadr filmu dokumentalnego Danuty Halladin nagranego w Domu Dziecka przy ul. Gąsiorowskiego (1958 r)

Na Grapie w trzech willach: Gryf, Zorza, i Hel (ul. Sobieskiego 13 i 16 oraz Mickiewicza 6) ok. 1947 roku utworzono Państwowy Dom Dziecka nr 3 Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. TPD miało również pod opieką miejscową Szkołę Podstawową nr 2, znajdującą się w sąsiednich willach Biała, drewniak oraz Murowanka. Dom Dziecka TPD opiekował się ok. setką dzieci od szóstego do osiemnastego roku życia. W willi Zorza mieszkali chłopcy, Hel zajmowały dziewczynki a w willi Gryf ulokowano jadalnię i personel wychowawczy. Opiekę nad tym domem roztoczyli m.in. tzw. synowie pułku (byli dzieci-żołnierze), którzy w okresie świąt przywozili wychowankom paczki. O pierwszych powojennych latach istnienia domu opowiada artykuł z 1949 roku: ,,-Większość, bo ok. 70 procent, pochodzi z rodzin robotniczych Warszawy i okolic. Mamy także kilkanaścioro dzieci chłopskich. Sprawują się doskonale, są pracowite i karne. Jedno z nich ma wybitny talent do rysunków, drugie wykazuje zdolności literackie. Dzieci wiejskie są zdrowszym elementem, niż mali warszawiacy, którzy prawie wszyscy przeżyli Powstanie, a w wielu przypadkach i obóz koncentracyjny. Prowadzenie ich wymaga dużej umiejętności. Ale spokój, powietrze i towarzystwo innych dzieci leczą powoli urazy zadane przez wojnę. (…) Obie wille [Zorza i Hel] mają po kilka przestronnych sypialni, sale do nauki, świetlice z głośnikiem radiowym i pianinem i śliczne werandy, na których dzieci urządziły sobie letnie sypialnie. Jest biblioteka, składająca się z 500 książek, stół ping-pongowy, siatka do piłki i mandolina. Na ścianach wiszą gazetki ścienne, mapy, kolorowe obrazki. Jadalnia mieści się w trzecim domu. – Jest nas cztery wychowawczynie – mówi Irena H. – i stała higienistka, prócz tego kilkanaście osób personelu pomocniczego. Naszą metodą jest zostawienie dzieciom swobody. Wiedzą że mamy do nich zaufanie i są karne. Znaczna czść to sieroty, lub półsieroty, przebywające tu bezpłatnie. Najmłodsze chodzą do przedszkola, średnie do miejscowej szkoły, najstarsze jeżdżą do Warszawy do liceów i szkół zawodowych”.

Dom Dziecka TPD – willa Hel przy ul Mickiewicza (zbiory Elżbiety Biały)

W jednym z konstancińskich domów dziecka przez krótki okres przebywała jako mała dziewczynka aktorka Elżbieta Czyżewska. Ponieważ zapamiętana została przez uczniów szkoły podstawowej na Grapie, należy sądzić że była wychowanką Domu Dziecka TPD przy ul. Sobieskiego albo Domu Dziecka im. Marii Konopnickiej przy ul. Piotra Skargi.

Przez krótki okres (lata 50-60) na terenie Konstancina-Jeziorny działał prawdopodobnie również Dom Dziecka podległy Ministerstwu mieszczący się w willi przy ul. Gąsiorowskiego 8. Na okres wakacji przyjeżdżali do niego członkowie komunistycznej organizacji dziecięcej – tzw. pionierzy.

W pierwszych latach istnienia w okresie PRL tutejsze domy dziecka były samowystarczalne: posiadały swoje ogródki warzywne oraz hodowały trzodę chlewną. Później rolę zaopatrywania w żywność przejęło państwo.

1989-2015

W nowym systemie kapitalistycznym tradycyjne duże domy dziecka stopniowo ulegały reorganizacji. Od kilkunastu lat dąży się do tworzenia Wiosek Dziecięcych oraz Rodzinnych Domów Dziecka by zapewnić dzieciom warunki jak najbardziej zbliżone do domowych.

Państwowy Dom Dziecka nr 7 przy ulicy Gąsiorowskiego 3 w swojej starej formule działał do 2003 roku, kiedy to zapadła decyzja o jego zamknięciu. Przez jakiś czas w jego budynkach działał jeszcze Ośrodek Interwencji Kryzysowej, później obie wille z rozległymi ogrodami Samorząd wystawił na sprzedaż.

Dom Dziecka nr 3 Towarzystwa Przyjaciół Dzieci zamknięto najwcześniej, w październiku 1990 roku. Część dzieci przeniesiono do Domu Dziecka nr 7 (Gąsiorowskiego 3) a część do nowopowstałego Domu Dziecka nr 6 w Klarysewie przy ul. Słonecznej 12, mieszczącym się w dawnym budynku Domu Dziecka ks. Boduena. W Klarysewie Dom Dziecka działał najdłużej – w 2015 roku zapadła decyzja o jego likwidacji i przeniesieniu wychowanków do mniejszych Domów Dziecka w Pęcherach (w skład Centrum Administracyjnego Placówek Opiekuńczo – Wychowawczych w Pęcherach wchodzą trzy domy dzieci typu socjalizacyjnego nr 2, 3 i 4 oraz Dom Dzieci nr 1 typu interwencyjnego). Prawdopodobnie do Pęcher przeniesione zostało całe archiwum z Klarysewa dotyczące wychowanków konstancińskich domów dziecka. Budynek w Klarysewie Samorząd również wystawił na sprzedaż.

Przez kilka pierwszych lat III RP na terenie naszej gminy działał również Ośrodek Opiekuńczo-wychowawczy Dla Trudnej Młodzieży „Anusia”, mieszczący się w willi Julisin przy ul. Żółkiewskiego 31. Zamknięto go jednak dość szybko, ok. 1994 roku.

Jak widać z powyższego, na przestrzeni ostatnich 100 lat na terenie gminy Konstancin-Jeziorna działało wiele Domów Dziecka. Szczególnie po II wojnie, gdy znacznie przybyło sierot i półsierot, liczba ośrodków opiekuńczo-wychowawczych mocno wzrosła. Pierwsza fala likwidacji zakładów wychowawczych przypadła na lata siedemdziesiąte, druga zaś po roku 1989, kiedy to duże Domy Dziecka zaczęto wygaszać. Zmieniły się zasady funkcjonowania tego typu obiektów i duże ośrodki straciły rację bytu na korzyść małych domów przypominających domy rodzinne. Po ostatnich reorganizacjach na terenie gminy Konstancin-Jeziorna nie mamy już żadnego Domu Dziecka  – cały system opiekuńczy powiatu piaseczyńskiego skupiony został we wsi Pęchery na terenie gminy Piaseczno.

Sierociniec Metodystyczny w Konstancinie w willi Skaut (pocztówka litewska z ok 1919 r, źródło: Fotopolska)

Sierociniec Metodystyczny w Konstancinie w willi Skaut (pocztówka litewska z ok 1919 r, źródło: Fotopolska)
Obraz 1 z 62