Wyborcze awantury

Mykwa w Jeziornie, 2010, fot. K. Bielawski.

Ciężko patrzeć na obecną sytuację samorządu gminy Konstancin-Jeziorna, gdyż trwa potężny spór w obrębie radnych oraz rady z obecnym burmistrzem, w trakcie którego podejmowano już nawet próbę przeprowadzenia referendum mającego na celu jego odwołanie. Temperaturze dyskusji nie pomagają media społecznościowe, które stały się współczesną agorą, gdzie miast merytorycznych argumentów dominują emocje i wzajemne oskarżenia, połączone z wzajemnym blokowaniem, co oczywiście nie służy niczemu, prócz nasilania sporu. Wszystkim zaangażowanym stronom oraz biernym i czynnym obserwatorom warto uzmysłowić, iż nie jest to nic nowego i zadedykować poniższy tekst. Opowiedzmy o sporze, który z dzisiejszego punktu widzenia wyda się abstrakcyjny, dotyczy bowiem nie istniejącej już społeczności żydowskiej przedwojennej Jeziorny, jednakże podobieństwa pokazują nam jak niewiele zmieniło się przez 90 lat, a mechanizmy społeczne są uniwersalne, niezależnie od czasów i wyznawanych poglądów.

Awantury toczono w latach 30. XX wieku w  radzie gminy wyznaniowej żydowskiej w Jeziornie. Choć z nazwy wyznaniowa, gmina żydowska była w ówczesnym systemie prawnym odpowiednikiem ówczesnego samorządu, choć do jej zadań należało organizowanie rabinatu, utrzymywanie synagog, domów modlitwy, kąpieli rytualnych (mikwy) i cmentarzy, a także czuwanie nad wychowaniem religijnym. Lecz na spotkaniach rady omawiano także sprawy miejscowych Żydów, co czyniło ją dużo bardziej reprezentantem społeczności, niż ówczesną administracyjną gminę Jeziorna z wójtem na czele, bowiem zadaniem tej w ówczesnym systemie prawnym było przede wszystkim pełnienie terenowej jednostki administracji państwowej, a nie działalność samorządowa w dzisiejszym rozumieniu. Gminy wyznaniowe żydowskie działały na podstawie przepisów wprowadzonych w 1916 r. przez niemieckie władze okupacyjne, na podstawie których gminą kierowała rada tworząca Zarząd, a jego członkowie pochodzili w Jeziornie z wyboru. W 1927 r. weszło w życie rozporządzenie Prezydenta RP, które mocowało ten system prawnie w ustroju prawnym II RP, pozostawiając powyższe zapisy bez większych zmian.

Jeziorna oraz Skolimów-Konstancin w latach 30. XX wieku.

Pod koniec lat 20. wśród polskich Żydów narastał spór, którego ośrodkiem była Góra Kalwaria, więc był widoczny szczególnie nad Jeziorką. Jego istotą był chasydyzm i osoba cudownego cadyka z Ger, który jako chasyd nie akceptował syjonizmu, będącego ruchem politycznym, który atakował z pozycji wiary. W żydowskiej tradycji Państwo Izrael, czyli Trzecia Świątynia (bowiem dwie poprzednie zburzyli Babilończycy, i Rzymianie) odrodzi się, dopiero po przyjściu mesjasza, gdyż nie będzie dziełem rąk ludzkich. Stąd też zwolennicy syjonizmu, pragnący odtworzyć państwo Izrael, a w szczególności wedle sformułowanych w II połowie XIX wieku, pragnący być Żydami jedynie w domu, a na zewnątrz dokonać asymilacji ze społeczeństwem, ubierając się i zachowując jak inni, wedle chasydów kwestionowali istotę wiary. Warszawa jako ośrodek świecki była równie silnym punktem odniesienia dla ruchu syjonistycznego, a położona między nią, a Górą, Jeziorna jak łatwo się domyślić stała się terenem spornym, pomiędzy religijnym wpływem chasydów, a kulturowym oddziaływaniem Warszawy. W stolicy aktywnie rozwijały się syjonizm i inne żydowskie ruchy. Wskutek tego nad Jeziorką szczególnie silne stały się tarcia między członkami gminy żydowskiej, którymi byli wszyscy deklarujący się jako Żydzi, niezależnie od poglądów, bowiem w oczach władz wszyscy byli mniejszością religijną, wyznającą judaizm, bez rozróżnienia na jego odmiany. 

Spór był to gorący, warto przypomnieć, iż jedną z jego odsłon były rękoczyny w sąsiednim Piasecznie, gdzie Jankiel Flint z Jeziorny „należący do obozu postępowców, wróg chąsydów, rej wodzących w gminie żydowskiej” umyślił sobie zbeszcześcić chasydzki sztibl. Historię tę opisywaliśmy kilka lat temu w tym miejscu. W Jeziornie spór nie przybrał tak ostrej formy, ale narastał. Syjoniści obecni byli w Jeziornie już od końca XIX w., choć nie wiemy ilu z nich powróciło do Ziemi Obiecanej. Ich aktywność w gminie wzrosła w latach trzydziestych i na tym tle doszło do konfliktów z przedstawicielami chasydów.

W 1936 r. wypadały kolejne wybory do zarządu gminy wyznaniowej, którą dotąd kontrolowali chasydzi. Wybory poprzedziły awantury w kończącej kadencję radzie. Najpierw demonstracyjnie zrezygnował przewodniczący dotychczasowej rady Mosze Trzewik, wyprowadzając się do Warszawy, mimo iż jego żona nadal prowadziła sklep w Jeziornie. Przyczyną były jednak tarcia personalne wewnątrz rady. W ślad za nim rezygnację ogłosił Izrael Halpern pod pretekstem choroby, zrezygnował z członkostwa oświadczając, iż choruje z uwagi na rezygnację przewodniczącego. Na kolejnego członka Arona Chimisza złożono skargę do Rady Nadzorczej Starostwa Nie znamy, niestety, jej treści, ale Chimisz po wezwaniu do Starostwa złożył przysięgę, iż „nie będzie utrudniał więcej prowadzenia racjonalnej polityki gminy”, bowiem swą ciągłą krytyką utrudniał podejmowanie decyzji. Kryzys jednak trwał, bowiem pełniący obowiązki w zastępstwie Trzewika Aron Hajwentregier pod koniec roku ogłosił swą rezygnację. Jego obowiązki przejął Abram Keningsztejn, jednakże Hajwentregera wyznaczono jego zastępcą, ponieważ był najstarszym z członków rady. W tych okolicznościach wypadły kolejne wybory. Pokłóconym już uprzednio personalnie chasydom z Jeziorny stawiła czoła młoda generacja tutejszych Żydów, pragnąca mieć wpływ na sytuację w gminie, którą kontrolowała grupa chasydzkich rzemieślników. Był to nie tylko konflikt pokoleniowy, lecz również polityczno-religijny, bowiem ortodoksi należący do generacji 50-60 latków stawić musieli czoła syjonistom, w większości urodzonym w początkach XX wieku. Przewodzili im Lejzor Rozenberg, Chaim Josek Fajn, w grupie tej był także Josek Frejman.  Jego syn zapamiętał, iż ojciec wielokrotnie rozmawiał na temat udania się do ziemi przodków z żoną, która była temu przeciwna, nie chcąc zamieniać szczęśliwego życia i radości z prowadzenia małego sklepiku w Jeziornie, na niepewność Palestyny. Tutejsi syjoniści byli więc bardziej osobami pragnącymi zmian, niż tymi, którzy decydowali się na aliję.

Doszło do nowych wyborów, podczas których zwolennicy syjonizmu rozwiesili na płotach żydowskich domostw plakaty namawiające do głosowania na Lejzora Rozenberga i Chaima Fajna. Tym samym odpowiedzieli Keningsztajn i Aron Chimisz i między nimi rozegrał się główny pojedynek. W jego tracie obie strony składały na siebie liczne skargi, ortodoksyjni członkowie komisji wyborczej oskarżyli Rozenberga podczas pierwszego posiedzenia o przekraczanie uprawnień, bowiem protokolantami uczynił swych stronników, ten w odpowiedzi złożył do Starostwa pismo, w którym nazwał wskazanych komisji członków prowokatorami. Frakcja ortodoksyjna odmówiła pracy z Rozenbergiem, żądając zarządzenia nowych wyborów, jednak starostwo wskazało wójta gminy Jeziorna do przewodniczenia komisji. Głosowanie wyraźnie było zagrożone, skoro polecono wójtowi Antoniemu Jankowskiemu dopilnować, by wybory się odbyły w wyznaczonym terminie. Ten raportował, iż przebieg akcji wyborczej był bardzo spokojny, a zainteresowanie wyborami słabe. Jednakże w obrębie komisji wyborczej dały znać konflikty między ortodoksami a syjonistami, zapewne także na tle rozgrywek personalnych.

Wybory wygrali ortodoksi, stosunkiem głosów 5 do 3, jednak rada w większości była nowa. W przypadku zastępców (mających sprawować funkcję w przypadku gdy ustąpi czynny członek rady lub nie będzie mógł sprawować obowiązków) wybrano z kolei 5 syjonistów i 3 ortodoksów. Zagłosowało 90% uprawnionych, oddano łącznie 153 głosy. Po burzliwej akcji wyborczej ukonstytuował się nowy Zarząd, tym razem pod przewodnictwem Hejnocha Warszawskiego, który pokonał w głosowaniu Abrama Keningsztejna. Była to jednak prawdziwa rewolucja, bowiem jedynie on, Keningsztejn oraz Chimisz wchodzili w skład poprzedniego. Był wśród nich określany mianem wichrzyciel Rozenberg, który mieszkał w Jeziornie Oborskiej (czyli dzisiejszej Grapie), na terenie gminy Skolimów-Konstancin, co tłumaczy nieco jego odwagę w występowaniu przeciw szanowanym i zamożnym jeziorańskim Żydom.

Kolejne miesiące rada zwalczała się wzajemnie na tle konfliktów osobowościowych i personalnych, podejmując różne działania i projekty, które uchylali ich przeciwnicy. Impas nie pozwolił nawet na utworzenie w Jeziornie urzędu stanu cywilnego wyznania żydowskiego, więc po staremu skłóceni ze sobą jeziorańscy Żydzi rejestrowali urodzenia, małżeństwa i zgony w Piasecznie. Na niczym spełzły próby odwołania przewodniczącego. Kontrole budżetu realizowane przez starostwo warszawskie ujawniały liczne nieprawidłowości, częste były wzajemnie oskarżenia.. Posiedzenia były niezwykle barwne, aż wreszcie ortodoksi ograli grupę Rozenberga doświadczeniem. Przewodniczącym został Warszawski, a gdy zmarł w czerwcu 1939 r., Keningsztejn przejął przewodnictwo nad radą, zaś zgodnie ze starszeństwem zastąpił go w roli radnego Abram Goldberg. W tym czasie  Keningsztajn przekonał Abrama Szymchowicza, by wystąpił z rady, bowiem jako człowiek biedny i ojciec czwórki dzieci winien poświęcić czas na zarabianie pieniędzy na utrzymanie rodziny. Syjoniści temu przyklasnęli, bowiem powinien zastąpić go kolejny z zastępców, jednak jak się okazało Keningsztajn zablokował jego wybór, z racji na powiązania rodzinne, które wykluczały sprawowanie tej funkcji. Do rady wszedł więc chasyd Dawid Nuta Zajdman, gdyż tylko w tym wypadku „nie zachodziło pokrewieństwo”

W tenże sposób minęły trzy lata od wyborów, aż nadszedł koniec sierpnia 1939 r., gdy zaniepokojeni Żydzi z Jeziorny gromadzili się wspólnie by posłuchać wiadomości z narastającym kryzysie pomiędzy II RP a III Rzeszą. Władze państwowe niepokoiły te zebrania, choć w obliczu kryzysu chasydzi i syjoniści zdawali się wreszcie jednać.

Po 1 września dotychczasowe konflikty przestały mieć znaczenie.


Opracowano na podstawie akt i materiałów zebranych podczas prac nad książką „Sztetl Jeziorna”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *