Sierpień 1944

29 lipca Niemcy wysadzili most w Ciszycy łączący od 5 lat oba wiślane brzegi. Po ewakuacji ostatnich oddziałów ze Świdra rozpoczęto zaminowywanie nadwiślańskich pól na lewym brzegu rzeki. Rozbudowywano umocnienia i okopy przygotowując się do obrony przed natarciem rosyjskim. Wzmacniano obsadę w pasie wału. Mieszkańcy gminy Jeziorny obserwowali z niepokojem jak te okolice stają się miejscem koncentracji wojsk, bowiem realizując rozkaz Komendy Głównej Armii Krajowej pod koniec lipca ukryto tu część uzbrojenia AK, które wywieziono z Warszawy, w obawie przed jej wykryciem. Broń przewożono kolejką wilanowską, ukrywając potem w pasie wsi od Powsina do Cieciszewa. Powszechne było przekonanie, iż gmina stanie się terenem bitwy, gdy Armia Czerwona zacznie forsować Wisłę w  Gassach. Wkrótce wysiedlono mieszkańców wszystkich nadwiślańskich wsi. Niemiecki obserwator został ulokowany na wieży kościoła w Słomczynie, skąd kierował  ogniem artylerii zaporowej, usytuowanej w lesie chojnowskim, gdzie dotąd odnaleźć można liczne okopy.

Na terenie gmin Jeziorna i Skolimów-Konstancin Armia Krajowa Rejonu V “Gątyń” Obwodu VII “Obroży” miała silnie rozbudowane struktury. W skład I Kompanii działającej na terenie gminy Jeziorna wchodziły plutony 1700, 1701, 1702. W listopadzie zasilił je działający na terenie Mirkowskiej Fabryki Papieru batalion Narodowych Sił Zbrojnych im. Czesława Mączyńskiego, wchodząc w skład AK, zachowując jednak własną strukturę dowodzenia. Miejscowe dowództwo AK znajdowało się w Skolimowie, z kolei z dworku w Łyczynie kierowano plutonem 1700 wsi nadwiślańskich. Ich mieszkańcy w dniu 1 sierpnia zostali przewiezieni nad Wisłę od Obórek przez Opacz, Gassy, Cieciszew i Słomczyn, gdzie polecono kopać im miejsca pod stanowiska okopów. Każdy wykopać miał nie mniej niż 5 metrów. Wówczas na terenie dawnego kościoła w Cieciszewie wykopano garnek talarów, które Niemcy wymieniali za papierosy.

Rejon Gątyń. Kompania pierwsza w sile trzech plutonów wraz z Batalionem NSZ im. Czesława Mączyńskiego wcielonym do AK działały na terenie gmin Jeziorna i Skolimów-Konstancin.

Powyższe sprawiło, iż gdy dotarł rozkaz o stawieniu się na godzinę W, do powstania zdołali pójść jedynie ci, którym udało się uniknąć wywózki nad Wisłę. Od popołudnia strumyczkiem w kierunku stacji w Jeziornie zmierzali młodzi ludzie z tutejszych oddziałów; jak od wieków wiadomo wojny i powstania są głównie udziałem wchodzącego w dorosłość pokolenia. Do każdego kursu kolejki wilanowskiej wsiadało kilku młodych mieszkańców okolicznych wsi, odjeżdżając na miejsca wyznaczonych zbiórek. Większość nie wróciła do domu, a nie wszystkich nazwiska zapamiętano. W ciągu dnia tą trasą do Warszawy podążyło kilkunastu młodych ludzi, z Jeziorny, Bielawy, Słomczyna.

Głównym zadaniem Gątynia nie było jednak zasilenie oddziałów w Warszawie, a zablokowanie trasy wilanowskiej na linii Warszawa – Góra Kalwaria i zajęcie Jeziorny, aby uniemożliwić przysłanie posiłków niemieckich do Warszawy, oraz odciągnięcie uwagi od stolicy w pierwszej fazie powstania. Stąd też na drodze, którą obecnie codziennie pokonuje wielu mieszkańców tych okolic, walki wybuchły w różnych miejscach od Jeziorny po Wilanów.

1 sierpnia 1944 roku Powstanie Warszawskie wybuchło o godzinie 17 na terenie obecnej gminy Konstancin-Jeziorna. Dawny oddział NSZ rozpoczął atak na posterunek niemiecki w Fabryce Papieru w Mirkowie. Po zwycięskiej potyczce Niemcy wycofali się w kierunku Konstancina. Oddziałowi udało się odebrać broń tutejszemu posterunkowi i ruszył w kierunku Warszawy. Na moście na Jeziorce doszło do starcia, w trakcie którego zginął dowódca. Nie zdołano zlikwidować niemieckiego posterunku w Klarysewie na dworcu kolejki. W tymczasie Niemcy odnaleźli grupę koncetrującą się pod górami w Klarysewie, gdzie wydobyć miano ukrytą broń. Na punkcie zbornym zaskoczyli ich żołnierze, kazali wykopać doły i kilkunastu powstańców rozstrzelali. Nastąpiło kontrnatarcie na atakujących od strony Mirkowa i nocą trwała bitwa o dworzec kolejki w Klarysewie, którego nie zdołano zająć. Trwała walka o Jeziornę. Część osób ukryła się na Porąbce.

Jednocześnie wybuchły walki wzdłuż trasy kolejki w Powsinie, gdzie kolejne odziały, w skład których wchodzili mieszkańcy Bielawy i Powsina, atakowały Niemców, usiłując nie dopuścić do wsparcia sił w Klarysewie i przejąć kontrolę nad trasą, aby zapewnić zgodnie z wyznaczonymi zadaniami łączność lasu chojnowskiego z kabackim i Warszawą. Z tego powodu 2 sierpnia mimo porażki w Klarysewie zgrupowane oddziały dawnego NSZ oraz plutonu 1700, wzmocnione siłami z lewego brzegu Wisły usiłowały przedostać się przez linię szosy wilanowskiej. W Kabatach doszło do kolejnej bitwy, w trakcie której zginęło wielu powstańców. Nie udało się przedostać do Warszawy. 2 sierpnia Niemcy ponownie zajęli Fabrykę oraz Jeziornę. Rozstrzelali znajdujących się tu powstańców i tylko dzięki postawie dyrekcji Papierni ni urządzono tu pacyfikacji. Tymczasem powstańcy zdobyli reflektory w Kabatach i na Kierszku. Oddziały przez Skolimów zostały zepchnięte w kierunku Czarnowa, gdzie pokonano znajdujących się tam Niemców.

Styczeń 1943. Pluton Armii Krajowej w Opaczy.

Wkrótce okolice Czarnowa stał się punktem zbornym dla Armii Krajowej na tych terenach, gdzie kierowały się oddziały zmierzające w stronę Lasu Chojnowskiego. Po kilku dniach decyzję o wycofaniu swego oddziału podjął Jan Kęsik z Jeziorny, którego grupa jako ostatnia sabotowała skutecznie trasę kolejki wilanowskiej dysponując jedynie VISami. Gdy drogę z Wilanowa poczęły patrolować tankietki, członków oddział ukryto Konstancinie, Skolimowie i i przemieszczano powoli do Czarnowa.

To właśnie oni rozpoznali Ludwiga Fischera, który podczas powstania przyjechał do willi Julisina. Jako, że czas naglił, a siły AK nie dysponowały możliwościami przeprowadzenia zamachu na Fischera, na którym ciążył od dawna wyrok, nawiązano kontakt z oddziałami Armii Ludowej w Chylicach, gdzie znajdował się punkt szkolenia oficerów tego ugrupowania. Dysponując radiostacją AL wezwało na pomoc Armię Czerwoną. W połowie sierpnia przeprowadzono bombardowanie Konstancina i Królewskiej Góry, jednak Fischerowi udało się ujść cało.

Po bombardowaniu Niemcy zaczęli opuszczać Konstancin, gdzie do tej pory operowano rannych żołnierzy i wypoczywali oficerowie, bowiem dawno już wysiedlono stąd dawnych mieszkańców. Polscy chirurdzy, których przewieziono tutaj do ratowania Niemców, mieli dzięki temu możliwość operowania również w tajemnicy rannych członków AK, ratując w ten sposób życie wielu z nich.

Po przeorganizowaniu sił znajdujących się w lasach chojnowskich, oddział ruszył do Wilanowa, gdzie został ostrzelany przez artylerię. Mimo tego ponad 2/3 powstańców dotarło do Warszawy i brało dalej udział w Powstaniu.

Do opuszczonych willi w Konstancinie wprowadzili się mieszkańcy wysiedlonych wsi nadwiślańskich, część z nich osiadła we wsiach położonych w lesie chojnowskim. Okolica była opanowana przez Niemców, którzy czekali na atak Rosjan.

Nadchodziła jesień.


Źródła:

Opracowania:

O godzinie 17 co roku w Warszawie wyją syreny i zatrzymuje się ruch samochodowy. Kto jednak pamięta, że Powstanie Warszawskie wybuchło także na terenie gminy Konstancin-Jeziorna? Chyba jedynie uczestnicy tamtych wydarzeń i mieszkańcy tej gminy, których rodziny brały w nich udział. Dzisiejszy wpis jest próbą opisania całościowego tych wydarzeń, napisaną w sposób ogólny, część informacji pominięto celowo, a inne z kolei wynikają z mojej niewiedzy jako autora. Starałem się nie podawać nazwisk walczących, listę poległych znaleźć można tutaj oraz na kamieniach i tablicach w naszej gminie – we wsi Czarnów, w kościołach w Klarysewie, Słomczynie, Mirkowie; na cmentarzach w Słomczynie i Powsinie. Zapewne popełniłem błędy, bowiem część relacji jest ze sobą sprzeczna. Stąd prosiłbym o informację w takim wypadku. To nie jest opracowanie naukowe, bo nie sposób takie przygotować bez przeprowadzenia rzetelnych badań. Chciałbym takie opracowanie przeczytać, wiem że sam nie go nie przygotuję. Nie potrafię pisać o Powstaniu bez emocji, opisane wydarzenia stały się udziałem również mojej rodziny.

Dla wielu z osób, które przeżyły tamte czasy, są one wspólnym doświadczeniem, które nie zostało spisane, opowiedziane. Wiedzę o wydarzeniach tamtych dni posiada wielu mieszkańców tych okolic, lecz nie dzieli się z nimi publicznie. Stąd urodzone po wojnie pokolenia przechodzą do porządku dziennego nad tablicami i kamieniami pamiątkowymi w naszej gminie,  nie zastanawiając się kim były upamiętnione na nich osoby. A czas wojny oglądamy na zdjęciach ukazujących pobyt przedstawicieli narodu, który wydał Goethego, w pięknych mundurach wermachtu w konstancińskich willach, utrwalając przekonanie, że wojna w Konstancinie wyglądała jak w „Stawce większej niż życie”

Historia nie jest tylko zapisem takich wydarzeń, bo każdy wiek to jednocześnie stulecie zwykłych ludzi. A każda z takich opowieści składa się właśnie na nią. Wiele tutejszych rodzin brało w ten czy inny sposób udział w powstaniu, stąd też zachęcam aby notować te opowieści, nagrywać, czy też nimi dzielić. Powstanie czy to warszawskie, czy to styczniowe nie ma tylko ogólnopolskiego wymiaru, jeśli poszukamy we własnej przeszłości okaże się, że jesteśmy z nimi związani bardziej niż myślimy.

Może ci się także spodobać...