Orkan zniszczenia

W dobie katastrof klimatycznych i klęsk żywiołowych warto przypomnieć, iż nawiedzały one już te okolice w przeszłości. Tym razem mowa nie o powodziach a wielkiej burzy, która dokonała spustoszeń pod Warszawą w sierpniu 1907 roku.

16 sierpnia 1907 roku okolice nawiedziła wielka burza. Jak opisywano w piśmie „Świat”: „Ucierpiały zwłaszcza ulubione przez Warszawian letniska Konstancin i Skolimów, gdzie wichura poobalała wiatraki i stodoły, powyrywała drzewa, zaś grad niebywałej wielkości dopełnił zniszczenia. Spadł on w takiej objętości, iż przez kilka godzin na szerszej przestrzeni zapanował pejzaż zimowy, a rzadcy przechodnie brnęli w lodzie”.

Inna relacja była nie mniej dramatyczna: „Huragan pod Warszawą. Dachy pozrywane, drzewa połamane, powyrywane z korzeniami (…), wiatrak w Jeziornie obalony i zupełnie zniszczony, zboże zmiażdżone przez grad olbrzymiej wielkości i wagi, dochodzącej do jednego funta, oto straszliwe skutki huraganu, jaki szalał pod Warszawą, zawadziwszy o stolicę naszą tylko potężną ulewą. O sile wichury dobitnie świadczy fakt, iż dach jednego z domów w Skolimowie znalazł się w Jeziornie, to jest o dwie wiorsty. W samej Jeziornie 7 domów zrównanych jest z ziemią. Była to jedna z najokropniejszych klęsk żywiołowych w tym burzliwym roku, w tem lecie, w którem słońce ukazywało się tak rzadko”

W ówczesnej „Gazeta Świąteczna” napisano: „Nawiedziła nas na południe od Warszawy wielka klęska. Grad przeszedł pasem około półtorej mili szerokim.(…)  Niektóre kawałki Iodu dochodziły wielkości średniego jaja kurzego. Nie wierzylibyśmy, ze grad może tak stłuc wszystko i zniszczyć; teraz przekonaliśmy się, .jaką to klęską jest gradobicie. W okolicy Piaseczna, miasteczka dwie mile na południu od Warszawy, ucierpiały mocno od gradu i wichru wsie: Jeziorna, gdzie jest fabryka papieru, Obory, Chylice, Konstantin i Skolimów, a w powiecie mińsko-mazowieckim miejscowość lecznicza Otwock. W Jeziornie w samej fabryce wybitych zostało pół-trzecia tysiąca szyb, wicher zaś przewrócił wiatrak, pozrywał dachy, nałamał wiele drzew, zniszczył piękny ogród właściciela. W Oborach są. ogromne szkody w polu, gdzie było jeszcze dużo niezwiezionego zboża. Runęła stodoża, krowiarnia i cegielnia. Kilkoro ludzi zostało poranionych, a niejaka Kamińska, przygnieciona zrębem padającej szopy, prawdopodobnie nawet życiem to przypłaci”.

Bardziej szczegółową relację przyniósł „Wielkopolanin”, przedstawiając relację świadków:

„Najsilniej szalała burza w okolicach Jeziorny, Konstancina i Skolimowa. Zboże na polach w kopach, jakie pozostało jeszcze niezwiezione, zniszczone zupełnie. Drzewa owocowo — to samo. Z drzew liściastych pozostały tylko pnie i on grubsze konary. Telefoniczne połączenie z Konstancinem, Skolimowem i Jeziorną, począwszy od Klarysewa, zniszczone zupełnie. Przygodny widz strasznego spustoszenia, jakie poczyniła burza, pan Ciesielski, mieszkaniec Chylic, w ten sposób opowiadał korespondentowi warszawskiego „Gościa Porannego” swe wrażenia: Już pod Skolimowem uderzył oczy nasze widok niezwykły. Na polach bieleją tu i ówdzie płachty białego jak śnieg gradu. Drzewa z obtłuszczonymi przez grad liśćmi i połamanymi gałęziami wyglądają zupełnie jak w zimie. Im dalej tym spustoszenie staje się większe. Płachty opadłego gradu stają się coraz większe i wreszcie widzimy samą ziemię pokrytą gradem na dwa cale grubości wielkości nieraz dużych orzechów włoskich.

Dom przy odnodze kolejki do Konstancina.

Z drzew sterczą tylko pnie i grube konary, liście i gałęzie leżą pod gradem. Co jakiś czas kolejka zatrzymuje się i wspólnymi siłami usuwamy z drogi gałęzie drzew i słupy telefoniczne, które padając zagrodziły nam drogę. Mijamy pola pokryte szeregami niewielkich palików powbijanych w ziemię. Dowiadujemy się, że jest to pole kapuściane, na którym obecnie straszą tylko głąby. (…) Na przystanku w Skolimowie wybite prawie wszystkie szyby i zerwane okiennice. Mijamy jakiegoś włościanina z okrwawioną głową i twarzą. Dalej dwa wozy załadowane owsem, przewrócone do góry nogami. Z domu, który stał na miejscu, gdzie plant kolejki skręca do Konstancina, pozostały tylko mury i komin. Reszta pod nawałą gradu. Miejscami widzimy stodoły z pozapadanymi dachami i podziurawionymi przez wiatr ścianami. Na górce pod Jeziorną po wiatraku, który tam stał, pozostała sterta desek i bali. Na dalekiej przestrzeni widać rozrzucone części ścian i dachu.”

Choć wiatr wiele razy później nawiedzał Konstancin, przewracając drzewa i zrywając gałęzie, katastrofa z 1907 roku była chyba jedyna swego rodzaju.

fb-share-icon0

Może ci się także spodobać...