Willa „Pod Dębem”

Dziś zajrzyjmy do willi „Pod Dębem”, ale tej dawnej, przed przebudową. Bo dla wielu tutejszych mieszkańców to podróż nostalgiczna, do czasów gdy w PRL mieścił się tu sklep, z dawną drewnianą skrzypiącą podłogą, pamiętającą jeszcze czasy początków letniska.

Ale najpierw mała lekcja historii, bo wbrew temu co wyczytamy we wszelkich przewodnikach po Konstancinie i powszechnym przekonaniu, willa wcale nie została zbudowana dla hr. Józefy Dąmbskiej, a na jej fasadzie wcale nie widnieje herb Godziembów, który jest sosną o pięciu korzeniach, myloną z dębem. To jedna z kolejnych legend, która przy bliższym zbadaniu okaże się nieprawdziwa.

Willi nie budowano bowiem dla hrabiny, jak przyjęło się uważać. Jako pierwszego właściciela w księdze hipotecznej wpisano w 1902 r. dr Józefa Laskowskiego. Na zdjęciu z tego samego roku zamieszczonym w „Tygodniku Illustrowanym” przedstawiającym willę w pierwotnym kształcie, prawne oko dojrzy za przesłaniającymi drzewami widniejący na fasadach herb. Umieścił go już tam dr Laskowski i zapewne to on nadał willi nazwę „Pod Dębem”. Autorem projektu był prawdopodobnie Józef Pius Dziekoński

1902, Tygodnik Illustrowany. „Pod Dębem” jeszcze bez wieży i tarasu, można dostrzec już na fasadzie herb.

A potem willi uciekła prawie dekada historii, na oficjalnej gminnej stronie przeczytamy, że willę budowano na zlecenie hrabiny w 1902 r., mimo że z hipoteki wynika, że zakupiła ją od dra Laskowskiego dopiero w 1914 r. Na tej podstawie przyjęto, że na fasadzie widnieje herb rodziny jej drugiego męża. Być może to już hrabina dobudowała do willi wieżę, by spoglądać na fundowany przez nią pobliski kościół. Zmarła w 1915 r. Potem willa miała kolejnych właścicieli.

Ale nie jest to jeszcze koniec zamieszania z herbem, który jak wiele osób uważa jest dębem, od nazwiska hrabiny, inni zaś, że wspomnianą sosną, godłem Godziembów, choć zupełnie jej nie przypomina. Zainspirowany tym herbem Julian Henisz stworzył herb Konstancina-Jeziorny na początku lat 90., który od 2018 roku po negatywnym zaopiniowaniu przez Komisję Heraldyczną MSWiA nie może być używany w przestrzeni oficjalnej jako herb. Władze miasta odwołując się od tej decyzji powoływały się w sporze na odwołanie do tradycji historycznej herbu hrabiny Józefy z Iwaszkiewiczów Dąmbskiej, znajdującym się na domu „Pod Dębem” przy ul. Piłsudskiego w Konstancinie. W uzasadnieniu napisano, że „gdy miasto uzdrowiskowe powstawało, hrabina była w nim znaczącą osobą i m.in. fundatorką kościoła parafialnego Wniebowzięcia Marii Panny”. Czyniły to, mimo iż już w 2015 r. ustalono, że hrabina właścicielką willi została dopiero w 1914 r. i informację tę opublikowano w wydanym wówczas „Kalejdoskopie”. Ale tak już jest z legendami, z nimi się nie wygra. Gdy kilka lat temu pisałem o zamieszaniu z herbem po raz pierwszy, były osoby, które twierdziły, że nie mam racji, ani nie mają jej dokumenty, bo mieszkają tu od lat i to herb hrabiny, która wybudowała willę. Herb ostatecznie komisja uznała za niespełniający standardów, a sprawa się rozmyła.

Dąb dra Laskowskiego.

Wspomnienia z początków willi dawno wyblakły, a nie zniknęły te z czasów powojennych, gdy co najmniej od lat 50. mieścił się tu sklep „Społem”. Przetrwał do lat 90., następnie willa zyskała nowych właścicieli, którzy dokonali jej gruntownego remontu, zmieniając jej charakter. Przez jakiś czas prowadzili tam sklep ze skandynawskim designem, w trakcie pandemii zamknął swe podwoje.

Ale dla większość mieszkańców Konstancina „Pod Dębem” to sklep „Społem”. I właśnie o nim opowiadają zebrane poniżej wspomnienia, w czasach gdy na parterze był sklep, willa należała do p. Wilczkowej i mieszkało tu kilka rodzin. Większość osób pamięta w szczególności skrzypiącą podłogę. Moje osobiste wspomnienie z końcówki minionego ustroju z tego sklepu jest takie, że jak już się zebraliśmy, by pójść na wagary, to okazało się, że nikt nam nie sprzeda piwa, bo jeszcze nie ma godziny 13… Czas spędziliśmy więc w parku, czekając na zwalonym pniu, który także przetrwał tam latami, wywieziony dopiero przy ostatniej rewitalizacji.

Dawniej i obecnie.

Przywołajmy inne wspomnienia poniżej, zamieszczane w latach 2014-25 w naszych mediach społecznościowych:

Ewa Flis „Były tam sprzedawane pyszne pudrowe dropsy. Tam były przepyszne cukierki pudrowe i marmolada na wage!!”

Monika Katarzyna Szymańska: „Doskonale pamiętam ten sklep. W dzieciństwie kupowałam tam oranżadę w brązowych butelkach i wspaniałą oranżadkę w proszku…….no i pyszne landrynki w takiej metalowej puszce w żółto-czarną kratkę „

Anna Glejzer: „I śmietana z pojemnika wlewana łyżką do słoika”

Izabela Zawadzka: „I tak cudownie skrzypiała podłoga już na ganku”

Wiktoria Bielecka: „Chodziło się po chleb i ciastka, pamiętam jak drewniana podłoga trzeszczała przed wejściem… piękne czasy”

Marcin Porzycki: „Dokładnie, tylko tą podłogę kojarzyłem że sklepu”

Beata Mazur: „Po lekcji religii [w pobliskim kościele] kupowało się tam kiszona kapustę i ćwiartkę chleba, acha no i oranżadę w proszku”

Stanislaw Mietka: „I piwko z rana”

Andrzej Andecki: „Na panią sprzedawczynię mówiliśmy cyganka  Na drewnianym ganku/werandzie odbywała się kulturalna konsumpcja złocistego napoju”

Blanka Witkowska: „I figi suszone na sztuki i marmoladę na wagę ryż preparowany ciepłe lody… „

Małgorzata Andrzej: „Pamiętam , że kupowałam tam taką długą krówkę … mniam”

Magdalena Mrozowska: „Pamiętam śmietanę nalewaną do własnych słoików, angielską czekoladę na wagę i wafelki po złotówce. Koniec lat pięćdziesiątych”

Agnieszka Wood: „Najlepsze kiszone ogórki i kiszona kapusta na świecie. Z beczki ! Nie mówiąc o śledziach ! Zapach w sklepie pamiętam tak jak by to było wczoraj.”

Monika Katarzyna Szymańska: „A ja jako dziecko kupowałam tam landrynki w pudrowej posypce i oranżadkę w proszku”

Leonora Maj: „Pamiętam on był czynny na okrągło mama wysyłała mnie chyba nawet w niedzielę jak jej czegoś zabrakło i były słodkości dla mnie”

Ewa N: „ W stanie wojennym stałam w kolejce oczekując na dostawę żółtego sera.S przedawano po kilkanaście dkg”

Edyta Lukasiewicz-Anastasiou: „A ja mieszkałam dokładnie nad sklepem przez 20 pierwszych lat mojego życia. I codziennie rano zbiegałam do sklepu po świeży chleb”

Magdalena Mrozowska: „Pamiętam sklep z lat 60-tych. Wtedy jeszcze była szynka, kupowało się po 10 dkg. I czekolada na wagę z bloku. I śmietana wlewana z bańki do przyniesionego słoika…”

Wojciech Ruciński: „Chodziłem tam z bańką po mleko”

Magdalena Świerczewska: „Jak się wracało z religii, to się tam wstępowało po ćwiartkę chleba. Pyszny był….”

Maciek Pystka: „Droga powrotna ze szkoły, w sklepie pod Dębami oranżada była obowiązkowa”

Laura Belica-Kazubska: „To był najbliższy sklep, do którego chodziłam. Panie sprzedawczynie miały białe koronkowe przepaski na głowach. Kamasze sznurowane bez pięt i palców i granatowe fartuchy. Pamiętam, że przy wejściu, wysoko na małej półce leżała książka skarg i zażaleń i przywiązany do niej sznurkiem ołówek.”

Maria K: „Już jako mała dziewczynka robiłam tam zakupy, wiec musiały to być lata 70-te a może nawet koniec 60-tych. Sklep nie był prywatną inicjatywa, należał do Społem, jeśli dobrze pamiętam i prowadziły go długie lata dwie siostry, Krystyna i Jadwiga o ile dobrze pamiętam, Wtedy nie tylko podłoga była drewniana i skrzypiąca, ale i weranda przed wejściem. W środku stały m.in beczki z kiszona kapusta i ogórkami, miały tez fantastyczna wagę, która teraz pewnie można tylko spotkać w muzeum.”

Pawel Dunin: „Najpierw sprzedawala tam greczynka a potem dwie panie halinki”

Janusz Wielocha: „Masikoszczanki tam sprzedawały (przełom 50-tych i 60-tych lat). „Januszek, a kartkę od ojca na piwo masz?”

Andrzej Andecki: „Ostatnim prowadzącym sklep był Pan Jarek Trzaska z Piaseczna. Wtedy to juz były delikatesy”

A na zakończenie galeria zdjęć.


Jeśli ktoś może podzielić się jakimś wspomnieniem, prosimy o wpis w komentarzu lub na facebooku pod zdjęciem w albumie lub nadesłanie wiadomości na maila archiwa@okolicekonstancina.pl.

One thought on “Willa „Pod Dębem”

  1. Nigdy nie przypuszczałem że będę chłonął te wspomnienia o zwyczajnym przecież miejscu, jakim był sklep. Po latach brakuje w sklepach tamtej atmosfery.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *